Fame & Fortune

Fame & Fortune Agencja PR / Reklamowa / Eventowa

Stuknął mi prawie rok prowadzenia firmy, a dopiero przyszedł czas na własne logo - cóż, zamiast pracować nad innymi mark...
11/02/2018

Stuknął mi prawie rok prowadzenia firmy, a dopiero przyszedł czas na własne logo - cóż, zamiast pracować nad innymi markami, czas w końcu także nad swoją :) Inna sprawa, że działo się tyle, że na brak pracy czy klientów nie mogę narzekać, a na wyczekane rzeczy podobno się czeka bardziej, więc teraz tylko jedno pytanie - białe czy czarne?

Nie samymi eventami człowiek żyje - rzeczy odrobinę szalone można robić i we własnym mieście :)
08/01/2018

Nie samymi eventami człowiek żyje - rzeczy odrobinę szalone można robić i we własnym mieście :)

Jak wygląda nasze miasto nocą?

To co by tu dzisiaj... Ech, te wieczory z Loża Dżentelmenów ;)
20/12/2017

To co by tu dzisiaj... Ech, te wieczory z Loża Dżentelmenów ;)

Warsaw Comic Con, edycja druga, poprawiona, czyli odrobiona lekcja z wiosny - tradycyjnie w 10 punktach, a na deser pięk...
06/12/2017

Warsaw Comic Con, edycja druga, poprawiona, czyli odrobiona lekcja z wiosny - tradycyjnie w 10 punktach, a na deser piękny klip ze Stacji OldTown, która miałem przyjemność współorganizować :)

1. Generalnie wiadomo było mniej więcej, czego się spodziewać, nie było kilku impreza a jedna i ogólnie poziom informacji przed eventem zdecydowanie na plus. Poza tym, można się było spodziewać targów, a tu miła niespodzianka - drugi WCC miał już "Con" nie tylko w nazwie :)

2. Jeszcze z kwestii organizacyjnych - po pierwsze, impreza mogła się wydawać mała, zwłaszcza tym, którzy byli na wiosennej edycji - niemniej wtedy wraz z WCC odbywały się targi Good Game Expo, których tym razem zabrakło - stąd może ciut mniej stanowisk i nieco więcej wolnych przestrzeni, ale to w sumie detal.

Co ważniejsze - i ten wątek pojawia się już nie po raz pierwszy w komentarzach - Nadarzyn to jest koniec świata, dalej jest tylko rondo, na którym zawracają wrony. To nie jest Copernicon, na którym mamy całą infrastrukturę miejską do wykorzystania (i sleepy), ani Cytadela czy Twierdza - które też nie są zlokalizowane w centrum wszechświata, ale sleepy mają. W przypadku WCC sleepów nie ma, stąd dla wielu potencjalnych odwiedzających z całej Polski, koszt wyjazdu to dodatkowe zapewnienie sobie miejsca do spania i transportu z noclegu na Con i z powrotem - i tak kilka razy. A, jakby nie patrzeć, kilka pustych hal tam jeszcze jest :) I tak, wiem, że inne Comic Cony nie mają sleepów i jest to może i nawet wybitnie polski wynalazek, ale warto się nad nim zastanowić - może dzięki temu zamiast masy uczniów szkół podstawowych i gimnazjalnych, otrzymamy większą ilość fanów fantastyki w jednym miejscu :)

3. Jak się popatrzy na inne Comic Cony (wróciłem właśnie z Milan Comic Con, o którym szerzej niebawem), to jest głównie okazja do spotkania z gwiazdami seriali - na całym świecie podobny schemat. Liczba stanowisk z atrakcjami w Mediolanie i ich wielkość to przysłowiowy "pikuś" w porównaniu ze strefą postapo, wioską wikingów czy obozowiskiem Star Warsów. Ba, ilość i wielkość klimatycznych obozów na WCC pokazuje, że nasza, polska edycja, ma się tu naprawdę dobrze. Co więcej, widać też znaczny rozrost powyższych w stosunku do edycji wiosennej - więc i fani fantastyki są zadowoleni, i na gości imprezy czeka więcej atrakcji - wise choice :)

4. Powyższe działania nie udałyby się bez zaangażowania odpowiednich osób - miło było widzieć znajome twarze (Mikołaj Mrozik, Katarzyna Fit), które pilnowały powierzonych sobie tematów. Dołączenie do organizacji osób z fandomu na pewno wyszło - i w przyszłości wyjdzie jeszcze bardziej - na dobre :)

Inna sprawa, że - pomijając niespodziewaną jak Łódzkie Pogotowie i Święta Inkwizycja wizytę skarbówki - wystawcy mieli trochę powodów do narzekań. Znów komuś czegoś brakowało, nie było miejsca, prądu czy światła - dodając do tego wspomniane liczne grono bardzo młodej młodzieży, nie dziwi fakt, że część wystawców była niezadowolona i do wyjazdu musieli dołożyć - choć oczywiście byli i tacy, którzy zrobili bardzo dobry interes. Tak czy owak, jakkolwiek wystawcą nie jestem, chciałbym, aby było ich więcej, i aby wracali zadowoleni z chęcią powrotu. Jedna kwestia będzie więc organizacja, drugą - poszerzenie audytorium, tak, aby i "dorośli" fani fantastyki mogli znaleźć coś dla siebie :)

5. Wystawcy - no sporo ich było, nie ma co ukrywać. Może nawet w niektórych branżach za dużo, przez co zamiast trzech zadowolonych z utargu imprezę opuszczało sześciu niezadowolonych... Tak czy owak, warto zauważyć:
Tryb - to już taka tradycja, że jak ich widzę, to nie umiem przejść obojętnie i muszę coś kupić :) Polecam, bo dzieła wychodzące spod ich rąk są naprawdę na poziomie world class!
Gaming Society jak zawsze bardzo ciekawe - raz, że pokazali absolutną nowość i perełkę, czyli zestaw VR ze specjalną podłoga i butami z trackerami - tak, teraz możemy też (stojąc w miejscu w specjalnej uprzęży) poruszać się po wirtualnym świecie - czad! Moi chłopcy byli zachwyceni :) Powyższe stoisko, poza symulatorem wyścigowym (również na VR) miało także znaną z poprzedniej edycji atrakcję, która chętnie miałbym kiedyś na własność - hydrauliczny symulator wyścigowy, z siłownikami które oddają wszystkie przechyły, przyśpieszenia i hamowania - dzięki współpracy z Magazyn Atrakcji po raz kolejny przez kilka minut nie opuszczał mnie uśmiech i odczucia związane z przeciążeniami :)

6. Z atrakcji jeszcze - po raz kolejny fajna oferta gastronomiczna, nie można było narzekać na wybór stanowisk i rozmaitych food trucków (tym razem tego najpyszniejszego zapomniałem niestety), był tez bar z płynnymi darami natury, była impreza i wieczorna potupajka dla wszystkich, także smakowicie i rozrywkowo. Na marginesie tylko warto dodać, że informacja o ostatnich z wymienionych atrakcji nie doszła do wszystkich potencjalnie zainteresowanych wystawców na czas, a szkoda...

7. Nie od dziś wiadomo, że jedną z lepiej zrobionych ekip na konwentach są Renegaci i Nocarze - grupy, które literacko wykreowała Magdalena Kozak nie tylko wyglądają - oni umią :) W taktykę, w pole walki, w mnóstwo rzeczy, które na co dzień możemy oglądać tylko w filmach akcji. Oglądać ich podczas działania i przeprowadzać z nimi symulacje sytuacji taktycznych podczas tej imprezy było prawdziwą przyjemnością. I to nie było nasze ostatnie słowo! :D

8. W ramach Stacji Oldtown na WCC w hali jak i na ogromnej arenie pojawiło się mnóstwo osób i całych frakcji znanych z Wastelandu. Fenomenalne maszyny od RadRatz i klimatyczna, motocyklowa wersja Żelaznego Tronu robiły robotę! Jak zawsze głośne i wesołe plemię Wakatili bębniło aż miło, a w wolnych chwilach można było sobie u nich wytatuować - metodą hand poke - np. logo OldTown ;) CAD uczył walki bronią białą (pewnie prowokatorów na kolejne OT :D) a turniej juggera zgodnie z przewidywaniami wygrała ekipa Gopniki Slav Squad, która byłą po prostu najlepsza :) I w ogóle i bar i kawał jak zawsze świetnej roboty Smer - kto był, ten wie, kto nie był, niech żałuje - takie małe OT w środku jesieni na ukojenie OTblues :)

9. Stalkerzy, moi stalkerzy - fenomenalne ekipy z Grupa Ocalałych i Lubelska Zona, z nieocenioną pomocą Fabrycznazona i Fabryka Słów z którymi miałem przyjemność pracować. Już ich wszystkich raz wymieniałem, każdy z osobna wie dlaczego i za co, mogę tylko powiedzieć, że każdemu życzę takiej ekipy współpracy, trzody i ogólnie klimacenia :)

10. To nie był zły Comic Con jak na standardy tego typu imprez, to nie było też (jeszcze) do końca to, czego - jako polscy fani fantastyki - oczekujemy i do czego jesteśmy przyzwyczajeni przez dotychczasowe doświadczenia konwentowe. Pamiętając cały czas, że jest to format w Polsce nowy, który nigdy nie będzie typowym mega - konwentem typu Pyrkon, chyba warto dać szanse organizatorom - uczą się na swoich błędach (czasem, jak każdy, popełniają zupełnie nowe błędy), robią kroki w dobrą stronę i chyba już na stałe wpisują się w nasz kalendarz fantastycznych imprez.

Relacja ze Strefy Postapo na jesiennej edycji WCC, która odbyła się w dniach 24-26 XII 2017. Serdecznie dziękujemy za udział! Footage from Post-apo Zone at t...

Nasze działania podczas Warsaw Comic Con - oj, działo się! We współpracy z ekipą Festiwalu OldTown zrobiliśmy razem z Gr...
27/11/2017

Nasze działania podczas Warsaw Comic Con - oj, działo się! We współpracy z ekipą Festiwalu OldTown zrobiliśmy razem z Grupa Ocalałych i Lubelska Zona, przy nieocenionej pomocy Fabryka Słów i Fabrycznazona w pełni interaktywną wioskę! Goście zachwyceni, my szczęśliwi, a następny Comic Con już w kwietniu :D

Foty Artur Parafiniuk - dziena!

07/11/2017

To już 6 lat, od nieodżałowanej śmierci Hanki Mostowiak - pamiętacie? :P

A zupełnie na poważnie - roboty jest tyle, że nie ma nawet kiedy świeżych kartonów ustawić :D

Spotkanie z autorem :)"Proszę Państwa, tak to właśnie wyglądało, że ta książeczka się jeszcze gdzieś uchowała" - mówił z...
08/10/2017

Spotkanie z autorem :)

"Proszę Państwa, tak to właśnie wyglądało, że ta książeczka się jeszcze gdzieś uchowała" - mówił ze wzruszeniem Pan Jacek Fedorowicz. A było to tak :)

Pod koniec września wydawnictwo Wielka Litera (szacun i za tą i za inne publikacje!) postanowiło wznowić książkę z 1975 roku - "W zasadzie tak". Wspomniane dzieło zawierało porady, które można w skrócie opisać jako poradnik - jak żyć w komunie i nie zwariować" :) Wspomniane spotkanie miało miejsce w Czar PRL- muzeum życia minionej epoki, czyli jak najbardziej adekwatnej do tego aranżacji. Ponad półtorej godziny autor sypał jak z rękawa historiami i anegdotami ze słusznie minionej epoki, ale wszystko co dobre, musi mieć swój koniec.

Stojąc w kolejce do podpisu czułem się nieco dziwnie, nie mając w rękach nowej publikacji - to samo uczucie udzieliło się zapewne autorowi, który z pewnym zdziwieniem spojrzał na ręce, które nie zawierały książki do podpisu, by po chwili - jak to zostało zacytowane na początku - wzruszyć się na widok oryginalnego wydania, co zostało uwiecznione także w dedykacji :)

Równolegle brałem udział w konkursie, który - jak widać - udało się wygrać, dzięki czemu zostałem szczęśliwym posiadaczem nowego wydania, również dedykowanego :)

Polecając wszystkim wspomnianą pozycję (zdziwicie się, jak wiele metod jest nadal aktualnych!), mogę tylko cieszyć się, że są tacy autorzy - ten sam poziom i klasa humoru, którą można było usłyszeć w audycji 60 minut na godzinę, jest nadal tak samo żywy, cięty i inteligentny, co zresztą można było zaobserwować podczas wizyty w programie Kuby Wojewódzkiego.

Nowy Łowca 30 lat później czyli generalnie dlaczego warto - no prawie :D (I dlaczego, do ciężkiej cholery, przy technolo...
07/10/2017

Nowy Łowca 30 lat później czyli generalnie dlaczego warto - no prawie :D (I dlaczego, do ciężkiej cholery, przy technologii podboju kosmosu, androidach i latających pojazdach, nadal używamy wycieraczek? :P) Acha, koniecznie na dużym ekranie!

Trudno jest zrobić remake "klasyka", filmu kultowego. Drugi Matrix nigdy nie da nam tego zdziwienia i zafascynowania wykreowanym światem - zwyczajnie już go znamy. W tym przypadku, przeniesienie akcji o kilkadziesiąt lat do przodu służy filmowi, nie jest to ani kalka ani kontynuacja przygód Deckarda (i chyba tyle, żeby nie zaspoilować za bardzo :)

Klimat mrocznego, ciasnego miasta jest po prostu fenomenalny, urzeka i czaruje, choć rzecz jasna nie w stylu bajek Disneya :) Jest mrocznie, ciągle pada, jest brudno i ciasno - jedyne jasne punkty to światła pojazdów i rozświetlające niebo neony - tu warto zauważyć, że jednym z pierwszych jest Diageo - dla tych, którzy nie wiedzą to producent alkoholi,między innymi Johnniego Walkiera, który w filmie również się pojawia, w klasycznej, kanciastej butelce znanej z pierwszego Łowcy. O niej, mam nadzieję, innym razem w osobnym wpisie :)

Wracając do filmu, warto przed seansem obejrzeć sobie trzy krótkie filmiki, które - sygnowane Blade Runnerem 2049 - opowiadają krótkie historie, które wydarzyły się pomiędzy dwoma epizodami. Trochę rozjaśniają, acz nie spojlują, więc warto :) Co ja mogę jeszcze napisać, żeby za dużo nie zdradzić?

Nie będzie dla nikogo zdziwieniem, że aktorsko jest bardzo dobrze - świetnie spisuje się i Ryan Gosling (w trudnej roli, nie ukrywajmy, a także ze sporymi oczekiwaniami) i Harrison Ford, niemniej trzeba tez pamiętać o kobietach. Bardzo fajna Robin Wright, znana szerzej jako Claire Underwood :) - tak samo nieustępliwa i zdecydowana, dobrze prezentuje się tez Sylvia Hoeks, grająca - co nie dziwi w tym filmie - korporacyjnego androida. Nieustępliwa chyba jeszcze bardziej :)

Można spotkać się z twierdzeniami, że film jest długi, że mnóstwo w nim ujęć, które holywoodzkie kino akcji skróciłoby kilka razy - dla mnie to akurat atut. Dzięki temu produkcja ma zdecydowanie więcej klimatu, wspomaganego świetną muzyką - trochę w inną stronę niż w oryginale, niemniej jak najbardziej pasującą.

Ponieważ o jednak nadal Holywood, można dopatrzeć się kilku typowych zagrań - niemniej chcę wierzyć, że kolejna część będzie co najmniej tak samo dobra :)

Był weekend, był Copernicon - trochę konwent, trochę event - to jest i kilka słów o - czy warto było się wybrać? :D1. Ja...
25/09/2017

Był weekend, był Copernicon - trochę konwent, trochę event - to jest i kilka słów o - czy warto było się wybrać? :D

1. Jakoś na wiosnę pewne duże targi związane - przynajmniej z nazwy - z komiksem i z Warszawą, ogłosiły datę kolejnej edycji na miniony weekend właśnie. Kolizyjny z Coperniconem termin spotkał się z krytyką w sieci, niemniej organizatorzy szybko wyciągnęli wnioski i datę zmienili. Tak czy owak, pomyślałem sobie wtedy, że to już dobry powód, żeby do Torunia się wybrać, zwłaszcza, że miasto lubię, a na tym akurat konwencie jeszcze nie byłem. No to w drogę!

2. To jest trochę dziwna impreza - przynajmniej na pierwszy rzut oka. Atrakcje i punkty programu nie są zlokalizowane w jednym miejscu, a rozsiane po mieście. To oznacza chociażby, że trzeba się trochę nachodzić, bo gdzie indziej wystawcy, gdzie indziej prelekcje a gdzie indziej cosplay. A na noc jeszcze gdzie indziej na sleepa. Ale ale - Jeśli weźmiemy sobie np. teren targów expo w Poznaniu, w których odbywa się Pyrkon, to też znajdziemy spore odległości, które musimy przejść przez całą imprezę. Główna różnica wyraża się tym, że w Poznaniu mamy tylko punkty programu, pomiędzy którymi sa po prosu puste hale i drogi, zaś na Coperniconie mamy całe miasto...

3. Toruń w ogóle uwielbiam, tak na wstępie :) Miasto jest piękne, zwłaszcza starówka, która nie dość, że zachwyca historyczną architekturą, to jeszcze ma współczesne punkty usługowe i szyldy utrzymane "w klimacie" - naprawdę klasa. Wspomniana starówka oferuje nam, niejako przy okazji imprezy, tonę rozmaitych udogodnień i atrakcji, niemniej z drugiej strony może troszeczkę rozpraszać... Wrócę jeszcze do tego tematu, tymczasem trzeba jeszcze zatrzymać się nad jednym wieczornym aspektem Torunia.

4. Tak się złożyło, że w sobotni wieczór na rynku miała miejsce sztuka / spektakl / show "Plac Aniołów". Niesamowite akrobacje artystów na stalowych linach rozpiętych pomiędzy potężnymi dźwigami - no w ogóle wpaść na coś takiego i zrealizować to jest mistrzostwo świata samo w sobie! Wykonanie również na najwyższym poziomie, a wspomniane anioły, chodzące do góry nogami, zjeżdżające po linach i wspinające się na stalowe konstrukcje, obficie sypały na zgromadzony tłum piórami. Finalnie wszyscy zostaliśmy niemalże zasypani tonami pierza, ku uciesze nie tylko dzieci - dorośli tańczyli, wzniecali pióra z ziemi i dawali upust prostej, niczym nieskrępowanej radości. I choć służby miejskie miały zapewne trochę roboty, żeby to wszystko posprzątać a całość wpisuje się może bardziej w koncepcję "chleba i igrzysk" niż ambitne intelektualne przedstawienie z nurtu moralnego niepokoju, zdecydowanie warto było - tyle uśmiechniętych twarzy w różnym wieku w jednym miejscu nie widziałem naprawdę dawno.

5. Wspomniane już rozbicie imprezy po różnych częściach miasta (szczęśliwie, nic nie było na dwóch krańcach Torunia) zaowocowało także ciekawym rozwiązaniem gastronomicznym. Zamiast organizować festiwalowe gastro czy zastanawiać się nad podwykonawcą, food truckiem czy czymkolwiek innym, można było zdać się na ofertę naprawdę dobrych lokali. Jadło się naprawdę dobrze, w kilku różnych miejscach i kilka różnych rzeczy - na pewno miłą odmiana od niektórych festiwalowych punktów żywienia zbiorowego...

6. Wszystkie te kilometry między punktami festiwalu pokonywane były w celu zaliczenia punktów programu - a tych byłą cała masa! Ilość atrakcji, które przygotowali organizatorzy, z powodzeniem starczyłaby i na dwa konwenty. Z jednej strony, było więc w czym wybierać, z drugiej wszakże - dystanse i różne, ciekawe rzeczy, dziejące się w tym samym czasie, sprawiły, że trzeba się było zastanawiać - czy zdążę? Czy lepiej tu, czy tam? Skąd będzie bliżej na kolejny punkt?

7. Generalnie to nie jest tajemnica, że lubię fajne miejsca, z jakimś kawałkiem architektury, klimatu, historii - stąd konwenty w szkołach czy halach targowych, no sorry... Tymczasem Copernicon jakoś się broni - sleep wiadomo szkoła, niektóre atrakcje na uczelni wyższej (szału nie ma), a niektóre w Dworze Artusa (o jaaaa!) - stąd, subiektywnie, jak tylko się da, pozyskiwać miejsca z charakterem, a w szkołach zostawić tylko sleepy :)

8. To już powoli standard, że na konwentach widać z oddali flagę z trzema paskami :) Do tego uszanki, więcej pasków, kaszkiety, hardbassy i harmoszka, czyli Gopniki Slav Squad w pełnej krasie! Spotykać się z Wami, trzodzić i spożywać płynne dary natury wieczorową pora było, jak zawsze, prawdziwą przyjemnością :) Swoją drogą, ta ekipa jest ostatnio w zasadzie wszędzie tam, gdzie warto być i zawsze robi świetny klimat. Przypadek? :P

9. Tym razem kawałeczek, kawalątek tylko prywaty :P Generalnie to nie byłoby mnie tam w ogóle (Dzień Pieszego Pasażera trwa...) gdyby nie Dorota i Artur Brzychcy, z którymi szerzyliśmy dobrą nowinę o festiwalach Twierdza i Cytadela. To, że jest to zawsze doborowe towarzystwo, to fakt - a że tym razem walczyliśmy jeszcze dzielnie razem z Stanisław Woźniak (wyśpij się do następnego razu :D ) i Joasia Obara to tylko lepiej :)

A że wieczorem miasto stało przed nami otworem, nie mogliśmy -po prostu nie mogliśmy - nie wykorzystać tego faktu! Był więc wspomniany wcześniej spektakl na rynku staromiejskim, było spotkanie i tańce z Gopnikami (Wehikuł Czasu - naprawdę fajne miejsce, dużo sal, duży wybór dobra wszelakiego i w ogóle spoczko klimat) i urodziny Marika Pitnoczko, czyli naszego jak najbardziej dobrego i pomocnego ducha konwentowego! W tym nowym roku trochę odpocznij może, co? :D

Aaa, no i ekipa (pamięć dobra ale krótka - wybaczcie) konwentu Bykon - Bydgoski Konwent Multifandomowy - dawno nie widziałem drugiej tak wesołej, zakręconej i pomysłowej grupy, naprawdę mile spędzony czas, pewnie nie ostatni raz :)

10. Cholera, jak podsumować tą imprezę? Dla mnie to po części konwent, a po części event - jeśli chcesz, biegasz między budynkami i robisz kilometry "konwentowo". Równie dobrze możesz zatrzymać się na chwile i skorzystać z dobrodziejstw czy uroków miasta jako takiego. Łącząc jedno z drugim dostajemy produkt - event miejsko / fandomowy, który łączymy w wybranych proporcjach. W połączeniu z Toruniem, a nie jakimś wygwizdowiem, robi to naprawdę ciekawa mieszankę. I choć nie jestem jeszcze do końca przekonany, czy wypady rozmaitych grup do różnych knajp (naprawdę fajnych) to na pewno lepsza opcja zamiast jednego czy dwóch fandomowych ognisk, gdzie ludzi jest zawsze więcej i generalnie klimat weselszy, to z chęcią pojawię się w przyszłym roku w Toruniu, żeby sprawdzić raz jeszcze :)

Adres

Ul. Kopernika 64
Łódź
90-553

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fame & Fortune umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij