29/05/2026
Są takie części rowerowe, które działają jak wehikuł czasu...
W Serwisie Bajka mamy szczęście gościć zarówno mnóstwo przesympatycznych Ludzi, jak i wiele świetnego sprzętu. Świetnego, to znaczy niekoniecznie tylko tego z wysokich półek, ale również, a właściwie - przede wszystkim - sprzętu z duszą, takiego, po którym widać, że to oczko w głowie Właściciela.
Szczególnie lubię spotykać w Serwisie Bajka pasjonatów, osoby, które - tak jak ja - traktują swoje rowery z pewnym nabożeństwem. Uwielbiam, kiedy przychodzicie do nas zostawić tylko sprzęt do serwisu, tylko "na chwilę", ale między słowami zagadujemy się i zostajecie dłużej. Wspaniale jest widzieć ten błysk w oku, uśmiech, kiedy mówicie o swoich rowerach, wspominacie wyjątkowy wyścig, młodzieńcze rowerowe marzenia, pierwszy rower, pierwszy start...
Ja swój pierwszy wyścig zaliczyłam w 1997, jako jedenastolatka, za namową Brata. Pamiętam to jak dziś: decyzja zapadła rano w dniu wyścigu, na spontanie pędziliśmy wspólnie przez las, żeby nie spóźnić się na start. Niespodziewane zwycięstwo w open dziewczyn było czymś niesamowitym i pchnęło mnie dalej - w trening, w pasję, z której nigdy się nie wyrasta.
To były czasy, kiedy części rowerowe kusiły kolorami. Czasy papierowych katalogów i wzdychania do rowerów i części, które były poza zasięgiem wielu dorosłych i dzieciaków, w tym mnie. W tym samym roku, kiedy ja zaliczyłam pierwsze serio ściganie w cross country, na rowerowych salonach pojawiły się żółte Deemaxy - zjazdowe koła krzyczące pięknym, intensywnie żółtym kolorem, z którego francuska marka Mavic uczyniła swój kultowy symbol.
W swoim życiu miałam wiele rowerowych marzeń; jedno z nich z nieocenioną pomocą Grzegorza stanęło na kołach dziewięć lat temu i widać je na jednym z poniższych zdjęć. Jednak bohaterem dzisiejszego odcinka Sprzętu Tygodnia nie jest mój NRS Team, tylko... żółciutki Deemax w rozmiarze 26", nówka sztuka, którą dziś odebraliśmy od kuriera. Ileż to miłych wspomnień! Ile magii jest w tym magnetycznym kolorze. Ileż frajdy sprawia trzymanie w rękach obręczy, za którą kiedyś dałabym się pokroić!
Nieważne, że stary Deemax wagą przewyższa wiele szerszych od siebie, dzisiejszych obręczy w rozmiarze 29". Ten uśmiech, który wywołuje, jest bezcenny. Zwłaszcza, że mogę wzmocnić efekt tego koloru, stawiając obok Deemaxa moje nowiutkie buty od tego samego producenta. Grześ, raz jeszcze dzięki za tak miły prezent!
Ci z Was, którzy mieli okazję do nas zajrzeć, na pewno znają nasz uroczy stolik, wykonany przez nas ze starszego brata Deemaxów - modelu Crossmax. Ubrany w piękną zieloną oponę Michelin Wildgripper stoliczek zyska intensywnie żółtego towarzysza! :)
Ponieważ mamy aktualnie szczyt sezonu serwisowego, deemaxowy stolik będzie musiał zaczekać na łaskawszy czasowo moment w kalendarzu. Bez względu jednak na porę roku, gorąco zapraszamy Was do odwiedzin - sprawdźcie, jakich innych świadków rowerowej historii można u nas znaleźć, usiądźmy przy zielonym stoliku, napijmy się razem kawy i wróćmy do tych wspaniałych wspomnień!
Serdeczności 💛
Ania