01/04/2022
STUDNIA NIESZCZĘŚCIA - DLACZEGO NAPISAŁEM TĘ KSIĄŻKĘ?
"Jaka ta historia jest nudna! Do czego mi się ona przyda? Kto jest w stanie zapamiętać te nikomu niepotrzebne bzdury?" Wielokrotnie słyszałem te jęki i rzucane w próżnię pytania, najpierw z ust moich dzieci, a potem wnuków, gdy musieli zakuwać przed klasówką z wojen szwedzkich czy powstań narodowych. Dopiero już jako licealiści starszych klas, głównie dzięki grom komputerowym, odkrywali (chociaż nie wszyscy) historię jako fascynującą dziedzinę nauki. Podejrzewam, że podobne doświadczenia życiowe ma większość dorosłych, zainteresowanych edukacją swoich potomków.
Któż nie pamięta podręczników do historii ze swych szkolnych lat? A czy zaglądaliście do ich współczesnych odpowiedników? Trochę się zmieniło: szata graficzna, jakość papieru, wstawki z ciekawostek oraz dokumentów źródłowych itp. Jednak trzon wciąż stanowi drętwy tekst, gęsto naszpikowany faktami, datami i nazwiskami.
Czy w takim razie jest jakiś sposób, żeby uczący się historii w szkole polubili ją i by była dla nich ciekawym opowiadaniem, a nie jedynie konglomeratem nudnych i suchych informacji?
Oczywiście, że tak! Moja książka jest taką próbą. Dla mnie historia to intrygująca opowieść. Opowieść o ludziach, ich życiu, troskach, sukcesach, o miłości, walce i szaleństwie. O decyzjach i ich powodach. O tym, czym ludzie walczyli z sobą, jak się ubierali, co jedli, jak tańczyli, gdzie się myli i czy w ogóle dbali o higienę.
Pisząc "Studnię nieszczęścia. Okruchy historii Piły i okolicy", opierałem się na naukowych publikacjach i pracach, na beletrystyce, artykułach oraz audycjach, w których wypowiadają się naukowcy - historycy i regionaliści. Szukałem informacji w Internecie, studiowałem ryciny, mapy, stare plany Piły, przewodniki, zdjęcia, wydawnictwa poświęcone dziejom wojskowości, mody, kuchni itp. Wszystko po to, by historyczna wiedza w tej książce była rzetelna.
Mimo to moja książka nie jest podręcznikiem historii Piły i okolic. Nie ma z nim nic wspólnego, zawiera bowiem opowiadania, będące mniej lub bardziej znanymi epizodami z przeszłości. Stąd nie bez kozery nazywam je okruchami historii. Moim celem było bowiem poszukać ich jak najwięcej, wybrać te najciekawsze i sprawić, by były smakowitym kąskiem dla czytającego.
Czy mi się to udało? Oceńcie to sami.
Zbigniew Noska