26/03/2025
Ostatnio obejrzałam nowy projekt Meghan Markle (ups… Sussex 🙄).
I przyznaję: nie mogłam się oderwać.
Nie, nie dlatego, że było to tak świeże.
Właśnie przeciwnie… wszystko wyglądało jakoś znajomo.
Styl, tempo, narracja, estetyka.
Jakby ktoś zmiksował kilka sprawdzonych pomysłów i nakleił metkę „nowe otwarcie”.
Jako osoba, która zjadła zęby na komunikacji, widzę tam wyeksploatowany na wszystkie strony archetyp everymana.
Taka księżna Sussex (tylko nie Meghan Markle, jak sama podkreśla), własnoręcznie układa tęczę z owoców i kręci lizaki z miodu manuka dla swoich dzieci,
bo chce być jak zwykła (???) mama.
Hmm. Brzmi mi to bardziej jak dziwaczny brief pod promocyjne video niż jak czyjś prawdziwy głos.
I w zasadzie to niewinne rozrywkowe show skłoniło mnie (o dziwo) do głębszej refleksji.
Czy Ty też masz wrażenie, że wszyscy dziś mówią o autentyczności, ale to, co widzisz i słyszysz, brzmi bardziej jak echo?
Te same frazy. Te same emocje.
Ten sam „głos” — ewentualnie podkręcony nowym fontem.
Bo cały proces wygląda dziś mniej więcej tak:
→ znajdź coś, co działa,
→ podrasuj to pod siebie,
→ nadaj ton „jestem sobą”,
→ opublikuj z odpowiednią dozą niedoskonałości.
I tak pompuje się ta sama bańka.
Tylko z innym logo.
Nie mam nic do Meghan.
Choć jej nowy projekt to dla mnie przykład tego,
co się dzieje, gdy chcesz być sobą – ale jednak w nie do końca swoim stylu.
A ściemę ludzie wyczują nawet specjalnie się nie przyglądając.
Owszem, wszystko w jej show wygląda świetnie.
Ale jednak nie brzmi wiarygodnie.
I nie tylko ona tak robi.
Zauważyłam, że w SM „głos” zaczyna być formatką.
Do pobrania, podkręcenia, wygładzenia.
Scrollujemy więc setki, tysiące wersji tej samej osoby.
I wiesz co?
Przycupnęłam sobie z tymi myślami na chwilę.
Obserwowałam. Analizowałam.
I doszłam do budującego wniosku:
ciągle najbardziej przyciągają mnie ci twórcy,
którzy nie próbują brzmieć jak nikt inny.
– no nie da się go pomylić z nikim innym.
– jego timing i język są lepsze niż niejeden copy kurs.
– wie, jak wyciągnąć z tematu konkretny pazur.
Każdy z nich działa po swojemu.
Tak, że chce się to czytać, oglądać, wracać.
A Ty - co o tym myślisz?