16/06/2016
Odcinek trzeci – What does the fox say
Kojące chrapanie Chłopssena pomagało myśleć w trakcie bezsennej nocy.
Knut obserwował sufit i rozrysowywał na nim skomplikowaną strategię leśnych podchodów zaplanowanych na jutro.
Poprzedniego wieczoru ustalił z Nielsem, że najrozsądniej będzie przywdziać odzież maskującą i niezauważalnie wślizgnąć się w leśne ostępy. Potem już tylko pozostawało podejść napastnika i obezwładnić go.
Na szczęście posterunek w Bodo był świetnie przygotowany na takie okoliczności i dysponował profesjonalnymi kostiumami lisów w ilości sztuk dwie. Oczywiście Chłopssen zaklepał sobie ten z bardziej okazałą kitą.
Knutowi udało się zasnąć dopiero nad ranem, ale kiedy nadeszła godzina zero, bez marudzenia wypił mocną kawę i poprawił naciąg rękawic imitujących lisie łapy.
-Wyruszamy! – rzucił do drugiego lisa, upychającego służbową broń w kieszeni na puchatym brzuchu. Po chwili oba lisy wybiegły z posterunku i w podskokach dopadły pierwszych krzaków.
Życie dzikiego zwierzęcia ma swoje powaby. Można biegać beztrosko i ścigać motyle, można też tarzać się w trawie i wdrapywać na pieńki. Kiedy Niels i Knut zakończyli te lisie rozrywki, przyszedł czas na ciężką policyjną pracę.
Zaczęli od węszenia. Przebrania lisów, sfinansowane przez Europejski Projekt Rozwoju Służb Mundurowych, były wyposażone w nosy trzeciej generacji, mogące podjąć trop nawet po wielu dniach.
-Czujesz coś? – spytał lis rudy, wciągając do nozdrzy miękki, aromatyczny mech.
-No, tak jakby…-odparł lis żółtawy, z nosem nisko przy ziemi.- Coś a’la maliny przełamane nutą dębu i giezła.
-Giezła? – ożywił się rudy.- Brudnego?
-Co najmniej dwutygodniowe. – ocenił żółty.- Mamy go.
Radośnie poszczekując, lisy ruszyły śladem śmierdziela. Pędziły przez zarośla, wabione coraz mocniejszym aromatem starego giezła.
Nagle lis Knut zahamował tak gwałtownie, że poczuł, jak luzuje mu się wiązanie głowy do tułowia.
-Stać.- zakomenderował.- Tam w krzaku.
Posterunkowi przyczaili się za zwalonym drzewem i rozpoczęli obserwację podejrzanego krzaka.
I rzeczywiście, poruszył się kilka razy i dobiegło z niego dziwaczne kwilenie.
-To drań…-zasyczał żółty lis- Na niego!
Knut złapał jeszcze po drodze niewielki konar i tak uzbrojony w kilku skokach dopadł krzaka, zamierzył się i zaczął go zawzięcie młócić. Niels tymczasem wyszczerzył kły i rzucił się do środka krzewu, kłapiąc zębami.
-Aaaaaaa!!!! AAAAAA!!!!! – rozległ się lament i spośród listowia wychynęła podrapana twarz poety Didrika.
Posterunkowi zdjęli głowy i ze zgrozą patrzyli jak potłuczony i pogryziony literat gramoli się z krzaków.
-Mam nadzieję, że macie ważne szczepienia! – zasyczał nienawistnie Didrik, niezdarnie wymachując ręką przed zdekapitowanymi lisami.- Złożę na was doniesienie!
Knut poczuł jak ogarnia go wściekłość, uczucie u niego rzadkie i dlatego nie do opanowania.
-Jesteś aresztowany!- wrzasnął- Utrudnianie śledztwa, napaść na posterunkowego, udaremnienie tajnej operacji!
-Kto to?- zaciekawił się Niels, wzbudzając słuszne oburzenie poety.
-To on wymyślił tego grasanta, a tymczasem sam biega po lasach w cuchnących szmatach!- rozkrzyczał się Płaksson.- Zapłacisz za to, Didriku! W kajdanki go!
Niels zawarł w swoim spojrzeniu całą możliwą w takiej sytuacji dezaprobatę i wyjął spod ogona kajdanki.
I już miał je założyć nagle oklapłemu poecie, kiedy nagle poczuł ugryzienie w kostkę i zobaczył jak z krzaka wyskakuje mały, brzydki knypek i zaczyna pędzić w głąb lasu.
-Co do…- zdołał wykrztusić Niels a Didrik zemdlał.