03/10/2025
Pierwotnie ten post miał polecieć na Instagram bo tam jednak trochę więcej ludzi patrzy co robię itd, ale jak na prawdziwego boomera przystało nawet nie wiedziałem, że Instagram ma ograniczenia co do ilości znaków w opisie posta, a ten post co go chciałem wrzucić miał taki dłuższawy i w ogóle. Long story short leci tutaj:
Mam od pewnego czasu zagwozdkę natury estetyczno-praktycznej. Popełniłem mianowicie, jeszcze w zeszłym roku, plakat. Miał być ilustracją i zapowiedzią koncertu duetu Therapy Stadion, który tworzę z żoną. Plakat zaistniał jedynie w przestrzeni internetowej i w dodatku bez jakiegoś wielkiego rozgłosu. Koncert się odbył, było minęło, temat zamknięty. Ale czy na pewno? Hola, hola. Plakat wydawał mi się bardzo sensowny i miły w odbiorze, przede wszystkim jednak, miałem wrażenie, że projekt nie wykorzystał w pełni swojego potencjału, nie miał możliwości solidnie zaistnieć, nie zdążył nacieszyć się swoim dziwnym plakatowym życiem. Fakt ten nie dawał mi spokoju. Z jednej strony myślę sobie: no było minęło, po temacie, nie ma co wracać do sprawy, odgrzewać niedojedzonych graficznych kotletów. Projekt niby fajny, ale czy jednak fajny na tyle co myślę? Zamknijmy tę sprawę, pozwólmy zasnąć temu plakatu snem spokojnym. Z drugiej jednak strony, ciągle nie dawało mi to spokoju. Cały czas miałem wrażenie, że projekt ten mógłby się jednak komuś jeszcze spodobać, mógłby zawisnąć w czyimś domu, udekorować niejedną smutną ścianę, nacieszyć oko jedno czy drugie. Może jednak warto wydobyć ten projekt z plakatowego czyśćca, dać mu drugą szansę, urządzić małe zmartwychwstanie, poddać recyklingowi?
I tak pewnie trwałyby jeszcze moje samego z sobą dyskusje, gdyby nie pewne hasło, które nie wiedzieć dlaczego, skąd i po co, wróciło do mojej głowy. Hasło, które zaczęło mi się tłuc o głowę niemal codziennie. Hasło, które im więcej o nim myślałem, tym więcej nabierało sensu i znaczeń i jeszcze bardziej pchało się na świat. Domagało się wychylić na powierzchnię swój łaciński łeb.
Pojawianie się tych słów w mojej głowie w oczywisty sposób pociągnęły za sobą powrót do płyty Stanisława Soyki „Nr 17”. Swego czasu, w pewnym momencie życia, album ten został przeze mnie skatowany na lewo i prawo, od góry do dołu i na wskroś. Był to dla mnie czas ogromnej fascynacji twórczością Soyki, a nr 17 jak mawiali młodzi boomerzy zrył mi banię. Słuchałem znowu Soyki i słuchałem znowu nr 17 i znowu odkrywałem kolejne warstwy cudowności, jakie dla nas tworzył. Memento Vitae, bo o te dwa słowa cały czas się tutaj rozchodzi kotłowały mi się w głowie jeszcze bardziej i jeszcze głośniej. I myślałem coraz częściej, że chciałbym to hasło, te słowa mieć na jakimś plakacie.
Pewnie prowadziłbym dalej te swoje naiwne rozważania, gdyby nie zatrzęsła moim małym światem informacja, że Stanisław Soyka nie żyje. Siłą rzeczy wróciły do mnie słowa tego frywolnego tanga: Memento Vitae, i wszystko się poukładało, - przecież ja mam gotowy projekt będący ilustracją tych słów.
Jeszcze chwilę trwało zanim podjąłem decyzję o mariażu tych słów z tym obrazem i jeszcze koleją chwilę zanim jedno z drugim połączyłem w jedno.
Tak czy inaczej jest, niech leci w świat.
Jeśli ktoś doczytał do końca, to niech da znać co myśli o tym wszystkim. Czy warto odkopywać minione projekty? Czy powinny zostać tam gdzie skończyły? Czy należy im się drugie życie? Czy, to zależy?
P.S.
Plakaty „Memento Vitae” w formie wydruku będę miał ze sobą na TRŁ już w ten weekend we Wrocławiu.
to jeszcze tekst piosenki:
Kiedy przyjdzie iść
Co ja powiem i komu
Czy to boli i jak długo trwa
Te pytania sączą się cicho powoli
Całe życie do ostatniego dnia
Lecz zazwyczaj nie myślę o tym
Zazwyczaj bawi mnie to co mam
Każda chwila taka droga
Każda nuta taka nowa
Niemodne to słowa niemodne
Ale ja całą modę mam gdzieś
Modlić się pracować
Starszych szanować
I cieszyć się
Memento Vitae
Tango Memento Vitae
Memento Vitae
Tango Memento Vitae
i jeszcze link do piosenki na YT (nie w komentarzu, a tutaj)
https://www.youtube.com/watch?v=Isx8R03ikiw