Sztuka Polityki

Sztuka Polityki Polityka i nie tylko...

Moja polityczna droga od barykad na ulicach Nowej Huty, do Koalicji Obywatelskiej 🏛️____________________________________...
14/02/2026

Moja polityczna droga od barykad na ulicach Nowej Huty, do Koalicji Obywatelskiej 🏛️
________________________________________

Prawdziwa polityka dla mnie nie zaczęła się przy partyjnym stoliku ale wdarła się w moje życie z hukiem petard, zapachem gazu łzawiącego i regularnymi zadymami na ulicach Nowej Huty, na początku lat 80. To tam - jeszcze jako bardzo młody chłopak - zrozumiałem, że obojętność jest towarem luksusowym na który mnie… na który nas nie stać.

A było to tak 🧱🔥

Wychowałem się w miejscu i w czasach, w których polityka to była walka o godność. Pamiętam Nową Hutę, w której hutnicy regularnie, dwa razy w miesiącu stawali naprzeciw komunistycznej władzy, a my – mieszkańcy NH – w zdecydowanej większości murem ich wspieraliśmy. To była nasza prawdziwa, zbiorowa lekcja solidarności. Dzieliliśmy się wtedy na tych dobrych, którzy popierali postulaty o które walczyła zdelegalizowana NSZZ Solidarność oraz na tych złych, "pezetpeerowców", partyjniaków, którzy stali tam, gdzie stało ZOMO.
Ja miałem w tamtych czasach wielkie szczęście trafić na dwie wspaniałe nauczycielki, które w tych mrocznych czasach, z wielką odwagą potrafiły pokazywać nam, co jest dobre, a co złe. Polonistka, Pani Alicja, oprócz tego, że nauczyła nas pisać bez błędów, wskazywała nam również właściwą duchową drogę. A Pani historyczka Krystyna uczyła nas prawdziwej polskiej historii, której nie można było wtedy znaleźć w podręcznikach i encyklopediach.
I to właśnie te dwie odważne Panie (oraz oczywiście moja Mama, również nauczycielka) zaszczepiły we mnie kompas moralny, z którego wyrasta moja dzisiejsza Sztuka Polityki. Dlatego dla mnie polityka jest dzisiaj nie tylko technologią władzy, ale przede wszystkim umiejętnością odróżniania fundamentów od fasady.
________________________________________

Era Unii Wolności🎓

Z nowohuckim, politycznym bagażem wszedłem w dynamiczne lata 90. aby w roku 2000 trafić do krakowskiej Unii Wolności. Jako wiceszef małopolskich struktur miałem możliwość, by po raz kolejny uczyć się polityki od najlepszych. W UW poznałem niesamowitych ludzi, którzy tworzyli polską historię: Władka Frasyniuka, Zbigniewa Janasa, Piotrka Niemczyka, premiera Mazowieckiego, a także tych, których już pożegnaliśmy – Janka Lityńskiego i Andrzeja Potockiego. Pierwsze wybory do Parlamentu Europejskiego u boku jednego z najwybitniejszych polityków opozycyjnych, Janusza Onyszkiewicza były wtedy dla mnie prawdziwym egzaminem nowoczesnego patriotyzmu. Ale wszystko kiedyś się kończy i moja polityczna droga z Unią Wolności również dobiegła końca, kiedy w 2005 roku partia zmieniła swój charakter, przekształcając się w Partię Demokratyczną. To właśnie wtedy na 18 lat wycofałem się z czynnego życia partyjnego.
________________________________________

2023 – Nowe szyldy, wartości te same 🔄

Jak już wspominałem, do czynnej polityki wróciłem w 2023 roku, wstępując do struktur krakowskiej Platformy Obywatelskiej, która dziś – jako Koalicja Obywatelska – jest moją trzecią polityczną przystanią.
Z tej perspektywy z dumą patrzę na swoich dawnych młodszych kolegów z UW, którzy tak jak Andrzej Domański (dziś Minister Finansów) udowadniają, że merytoryka i zasady mają sens.
Ale niestety nie zawsze jest tak kolorowo, bo każdy medal ma dwie strony. Patrząc na tę drugą stronę medalu z ogromnym smutkiem obserwuję poczynania Janka Hoffmana (podobnie jak Andrzej Domański mojego dawnego kolegi z UW), który dziś – niesiony osobistą frustracją – ramię w ramię z „wiecznym kandydatem” Gibałą i patoprawicą, firmuje swoją twarzą referendum przeciw prezydentowi Aleksandrowi Miszalskiemu...

Dla kogoś, kto tak jak ja bardzo dokładnie pamięta solidarność nowohucką i etos UW, taki sojusz niszczycielskiej energii jest po prostu nie do zaakceptowania. Osobiście nie traktuję tego działania Janka jako żadnej „sztuki polityki”, ale jako polityczną autodestrukcję. I cały czas zastanawiam się , jak do tego doszło?
________________________________________

A o przed nami? Wybory wewnętrzne w KO 🗳️✨
Mój powrót do polityki w ostatnich trzech latach polegał przede wszystkim na obserwacji. Dzisiaj nadchodzi czas na działanie. Przed nami wewnętrzne wybory w Koalicji Obywatelskiej: kluczowy moment, w którym musimy zdecydować, czy chcemy organizacji silnej merytorycznie, progresywnej, proaktywnej. Czy też damy się wciągnąć w kolejne jałowe spory. Osobiście jestem w stu procentach przekonany, że musimy postawić na ludzi, którzy chcą budować nowoczesne miasto wspólnie z prezydentem Miszalskim, a nie na tych, którzy nieustannie wolą uprawiać wewnętrzne gierki. To ważny czas na weryfikację postaw i wzmocnienie struktur, które będą realną zaporą dla szeroko rozlewającego się populizmu. I chociaż od lat 80. XX wieku bardzo wiele się zmieniło, to zasady pozostały niezmienne. „Sztuka polityki”, której uczyłem się w Nowej Hucie i w Unii Wolności, mówi jasno: szukaj prawdy, trzymaj standardy i nigdy nie sprzymierzaj się z populizmem dla krótkowzrocznych celów. 🤜🤛

🇵🇱✨

„Podobno w Krakowie ma być rewolucja... ale czy ktoś zapytał o zdanie Smoka Wawelskiego?"🫢W moim Krakowie, jak to w Krak...
10/02/2026

„Podobno w Krakowie ma być rewolucja... ale czy ktoś zapytał o zdanie Smoka Wawelskiego?"🫢

W moim Krakowie, jak to w Krakowie – spokojna, poranna kawa ☕️ na Rynku nieustannie smakuje tak samo. Mgła nad Wisłą leniwie otula Wawel💒, a miasto żyje swoim niespiesznym, dumnym rytmem🥱 Jeśli nasłuchujecie Państwo nerwowego bicia serca metropolii, to muszę Was niestety rozczarować: w Krakowie wszystko jest w porządku. Miasto trwa, ma się dobrze i – jak to bywa w kolebce polskiej państwowości – z dystansu i z lekkim uśmiechem przygląda się 🕵️‍♀️ kolejnym zawirowaniom generowanym przez różnego typu politycznych harcowników🤸
Ostatnio sporo emocji budzi u nas temat referendum. Czy naprawdę powinniśmy się go bać🫣 Bardziej nawet od Smoka Wawelskiego🦖 Czy ten potwór już czyha, aby pożreć prezydenta Aleksandra Miszalskiego (mam na myśli oczywiście potwora-referendum, bo do kolegi Wawelskiego osobiście nic nie mam i już dawno mu wybaczyłem, że regularnie straszył mnie ziejąc swoim ogniem podczas każdej dziecięcej wycieczki na Wawel🤗)
No chyba niekoniecznie - a powodów tego jest naprawdę wiele. Można wręcz stwierdzić, że planowane referendum, to nie żadna „awantura”, lecz najczystsza forma bezpośredniej demokracji. To ten moment, w którym głos mieszkańca 🫵 staje się instrumentem wykonawczym „jeden do jednego”. Prawo do współdecydowania, do powiedzenia „sprawdzam” czy „chcę inaczej”, jest wpisane w fundamenty każdego wolnego społeczeństwa. Od ponad 30 lat my również mamy takie prawo, a fakt, iż taka debata właśnie toczy się w Krakowie, jest dowodem na to, że nasza lokalna wspólnota jest żywa i podmiotowa👨‍💼
Warto jednak - w zdrowym duchu "Sztuki Polityki" - przyjrzeć się mechanice tej konkretnej inicjatywy. Patrząc na organizatorów obecnej akcji referendalnej trudno nie odnieść wrażenia pewnego poznawczego dysonansu🤔 Mamy bowiem do czynienia z ludźmi, którzy dla większości Krakowian i Krakowianek pozostają – określmy to dyplomatycznie – obcy. Skąd ta obcość, chcielibyście zapewne zapytać? Już odpowiadam🗣️

Po pierwsze, to ludzie "ideologicznie obcy" – ich wizja świata całkowicie rozmija się z naszym krakowskim balansem między tradycją a nowoczesnością. Pamiętacie słowa tej piosenki🙄
"Nie przenoście nam stolicy do Krakowa
Chociaż tak lubicie wracać do symboli
Bo się zaraz tutaj zjawią
Butne miny święte słowa
I głupota, która aż naprawdę boli..."

Po drugie "obcy historycznie" – bo nie czują tkanki tego miasta, jego specyficznego kodu, który wykuwał się przez wieki.

I wreszcie po trzecie "obcy światopoglądowo" – dlatego, że operują językiem i wartościami, które w cieniu wież Mariackich są nieakceptowalne i brzmią po prostu obco. Brzmią tak, jakby były importowane z zupełnie innego porządku społecznego, z całkiem innej bajki🧛‍♀️

Dlatego znowu zadam pytanie: - czy referendum to jednak powód do niepokoju? I szybciutko znowu udzielę odpowiedzi: absolutnie nie! Demokracja ma to do siebie, że dopuszcza głosy z różnych stron, nawet te, które wydają nam się nieprzystające do naszego lokalnego genius loci. Kraków ma bowiem w sobie niezwykłą zdolność asymilowania propozycji i odrzucania tych, które do niego nie pasują. Dlatego warto patrzeć na tę akcję ze spokojem godnym krakowskiego rajcy. Cieszmy się możliwością decydowania, doceniajmy demokratyczne narzędzia, ale jednocześnie miejmy świadomość, kto i z jaką intencją te narzędzia w nasze ręce wkłada.
Przecież Kraków to nie tylko mury ale to przede wszystkim my – mieszkańcy, którzy najlepiej wiedzą, co dla naszego ukochanego miasta jest najlepsze. I dlatego właśnie żaden 👽„obcy” projekt, choćby ubrany w najładniejsze demokratyczne szaty, nie zmieni faktu, że to my trzymamy klucze do bram naszego miasta.
Spokojnego dnia, Krakowie. Wszystko jest na swoim miejscu! A Smok Wawelski czuwa👀, by nikomu z nas nie stała się żadna krzywda❤️

Jakoś to wszystko bardzo szybko poszło, prawda? 🕒Prezydent Aleksander Miszalski ledwo zdążył rozpakować kartony w magist...
29/01/2026

Jakoś to wszystko bardzo szybko poszło, prawda? 🕒
Prezydent Aleksander Miszalski ledwo zdążył rozpakować kartony w magistracie i wywietrzyć zapach cygar, palonych przez swojego poprzednika, a już słyszymy o pomyśle, by pokazać mu drzwi. Pytanie podstawowe jest jedno: czy to realna troska o dobro naszego miasta, czy może kolejna odsłona politycznego teatru, w którym my – Krakowianie – mamy być tylko statystami? 🎭

Zatem po kolei, przyjrzyjmy się, kto tak bardzo pali się do tego referendum?

Pod Wawelem powstał sojusz tak egzotyczny, że aż kręci się w głowie. Chwilami wręcz bardziej, niż ostatnio od naszego morderczego smogu. Z jednej strony stoją politycy Konfederacji i brunatny zaciąg różnych dziwnych postaci od Grzegorz Brauna. A po drugiej stronie - już oficjalnie, po akceptacji prezesa – znajdziemy lokalnych działaczy P*S-u, którzy po porażce wyborczej wciąż szukają na siebie jakiegoś pomysłu, aby zaistnieć w Krakowie.
No i oczywiście nie można zapomnieć o… Łukaszu Gibale! Człowiek, który kolejny raz przegrał fotel prezydenta (tym razem o włos), jak widać wciąż nie może pogodzić się z werdyktem Krakowian 😤 Wygląda to trochę tak, jakby próbował dograć „trzecią turę” wyborów rękami swoich bardzo radykalnych sojuszników. Tylko to jednak wyjątkowo karkołomny fikołek: budować swój wizerunek „nowoczesnego lidera” na jednym wózku z gaśnicą Brauna...i towarzystwem Krakowskich Kamratów 🤔
Ale najciekawszym elementem tej układanki są jednak „Obcy”👽, czyli mieszkańcy podkrakowskich gmin i małopolskich powiatów. Tak, to ci sami, którzy na co dzień korzystają z krakowskiej infrastruktury, ale podatki zostawiają w Zielonkach, Wieliczce, Skawinie, Nowym Targu, czy Limanowej. A jaki jest ich główny ból? Strefa Czystego Transportu.
Osobiście nawet rozumiem frustrację kogoś, kto kocha swojego dwudziestoletniego diesla, jeśli tylko nie jeździ nim pod moimi oknami. Ale umówmy się: robienie referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta przez osoby, które w tym mieście nie mieszkają (i formalnie nie mogą w nim głosować), to już czysta abstrakcja🤯 To tak, jakbym ja postanowił odwołać wójta w gminie obok, bo postawił próg zwalniający na drodze, którą czasem skracam sobie trasę do pracy🫣
Zadaję zatem pytanie: czy to obywatelskie referendum czy jednak polityczne igrzyska? 💸

Oczywiście - Kraków ma swoje problemy: wysokie zadłużenie (odziedziczone w większości po poprzednikach ale wciąż mieszczące się w dopuszczalnej normie), paraliżujące korki, tzw. betonoza czyli intensywna zabudowa ograniczająca zieleń i wreszcie morderczy smog. I z rozwiązywania tych problemów prezydenta Miszalskiego należy rozliczać – to nie ulega wątpliwości. Ale wprowadzenie Strefy Czystego Transportu to akurat jedna z najważniejszych rzeczy, za które już dzisiaj warto PAM pochwalić. I zamiast po kilku miesiącach wywracać stolik, dać miastu po prostu popracować.

Na koniec jeszcze moje osobiste podsumowanie. Nie potrzebujemy w Krakowie wielomiesięcznej kampanii nienawiści, chaosu i wydawania grubych milionów💰 (również z miejskiej kasy) na referendum. A to, co aktualnie dzieje się w moim ukochanym mieście, to nie jest walka o lepszy Kraków, tylko polityczna zemsta różnego typu politycznych harcowników, przy wsparciu wszelkiej maści płaskoziemców, a także mieszkańców Małopolski z charakterystycznymi naklejkami „Diesel musi dymić” na swoich pojazdach 🥊
Planowane referendum, jest tak naprawdę wielką mobilizacją wszystkich tych, którzy nie mogą przeżyć wyniku ostatnich wyborów – od polityków odrzuconych partii (P*S), przez rozczarowanego „wiecznego” kandydata” (ŁG), brunatne kamractwo, braunowców, aż po ludzi, którzy chcą nam dyktować, czy wolno nam w Krakowie oddychać powietrzem bez PM2,5, PM10 i NO2, sami w nim nie mieszkając. 🏘️
A Wy co o tym sądzicie? Wierzycie, że to faktycznie prawdziwy, oddolny ruch mieszkańców, czy uważacie, że to po prostu „koalicja rozczarowanych”, która chce ugrać swoje? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! 👇

Igrzyska w szambie - hejt ma się coraz lepiej 🏛️💣No siema ziom😎 Odpalasz rano swój telefon i co widzisz? Oczywiście znow...
27/01/2026

Igrzyska w szambie - hejt ma się coraz lepiej 🏛️💣

No siema ziom😎 Odpalasz rano swój telefon i co widzisz? Oczywiście znowu to samo. Nawet nie musisz wchodzić w konkretne portale, bo charakterystyczny, toksyczny dym czuć z każdego zakątka sieci. Hello - witamy w świecie, w którym hejt stał się nową, oficjalną walutą, a polityka (zamiast debaty) oferuje profesjonalne wyburzanie wszystkiego, co jeszcze stoi. 🏗️💥
Kiedyś, wcale nie tak dawno temu, politycy starali się nas przekonać, że mają jakiś plan. A dzisiaj jedynym planem większości polityków - w szczególności tzw. turbopatriotów - jest to, żebyś nienawidził tamtego drugiego gościa bardziej niż on nienawidzi Ciebie. To jest czysta forma destrukcji. Zamiast próbować budować jakieś mosty, wyciągać rękę na zgodę, oni kupują dynamit i napierdzie*ają 🧨 A my w tym siedzimy, scrollując te wysr*wy pod postami, w których każda sekcja komentarzy zamieniła się w cyfrową wersją kibolskiej ustawki. 🥊🤬
A najgorsze jest to, że hejt się dobrze klika. Hejt napędza zasięgi, zasięgi dają władzę, a władza... no cóż, daje możliwość jeszcze skuteczniejszej nawalanki. To taki rodzaj perpetuum mobile destrukcji. 📉
Weźmy takiego Jurka Owsiaka. Gość od trzydziestu lat robi największą zadymę pozytywnej energii 🎸w naszym kraju, a i tak co roku w styczniu wylewa się na niego cysterna pomyj. Bo śmiał odnieść sukces i nie zapytać o zgodę samozwańczych "strażników moralności". Hejt na niego to już taka polska tradycja narodowa – od oskarżeń o "sprzedawanie uranu Czeczenom" po liczenie mu każdego wydanego grosza… To jest taka nasza czysta, bezinteresowna dewastacja autorytetu: zniszczyć, opluć, zohydzić – przecież nikt nie może być tak po prostu wyjątkowo skuteczny, otwarty i uśmiechnięty, prawda? 🙄🚫
A teraz zejdźmy do naszego krakowskiego grajdołka. Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski. Gość ledwo zasiadł w fotelu włodarza KRK, a już stał się workiem treningowym dla każdego, komu nie pasuje korek na Mogilskim, zbyt głośna knajpa na Kazimierzu, a zwłaszcza Strefa Czystego Transportu. 🥨🏰 Hejt, jaki leje się ostatnio strumieniami na naszym krakowskim podwórku, to jest kumulacja czystej nienawiści🫣 Nawet nie potrzeba wielkiej polityki. Wystarczy wrzutka o "prezydencie od kolesi i SCT", żeby w komentarzach wybuchła trzecia wojna światowa🚫 Każdy ruch, każda decyzja PAM jest grillowana – nie po to, żeby coś zmienić lub poprawić standard życia mieszkańców Krakowa, tylko w tym celu, żeby gościa zwyczajnie sprowadzić do parteru, sponiewierać i zdehumanizować🦾 Bo ma czelność stawiać życie i zdrowie🩺🩻 mieszkańców Krakowa ponad prawo wjazdu do miasta przez wszystkich posiadaczy „pojazdów mechanicznych” z naklejkami „Diesel musi dymić” 🚗⚰️🤢

I tak to się kręci. Od góry do dołu. Nieważne, czy zbierasz miliony na szpitale, czy próbujesz ogarnąć miasto po 23 latach rządów prezydenta Majchrowskiego – zawsze znajdzie się armia trolli z doktoratem z nienawiści, gotowa udowodnić Ci, że jesteś czystym wcieleniem zła🧟‍♂️💥
Pytanie brzmi: - czy mamy szansę, aby z tego zaklętego kręgu wyjść? Moim zdaniem tak - nie z takiego bagna już wielokrotnie wychodziliśmy. Ale to niestety jeszcze trochę potrwa. Na razie wszyscy wolą stać z colą, popcornem i patrzeć, jak to wszystko pięknie płonie. Przecież nic tak nie poprawia humoru z rana, jak soczysta wiązanka epitetów rzucona w stronę kogoś, kto ma czelność myśleć inaczej, prawda? 😉🤷‍♂️ Zatem elo - do następnej afery! ✌️🔥


(post tradycyjnie już zilustrował mój ziom Gemini :-)

🏛️ Czy w 2026 roku polska polityka jest jeszcze „sztuką”? A jeśli nie, to czym?No i znowu to robimy. Znowu patrzymy na s...
21/01/2026

🏛️ Czy w 2026 roku polska polityka jest jeszcze „sztuką”? A jeśli nie, to czym?

No i znowu to robimy. Znowu patrzymy na słupki poparcia, analizujemy najnowsze „wrzutki” w mediach społecznościowych i zastanawiamy się, kto wygrał dzisiejszy cykl informacyjny. Ale jeśli na chwilę odłożymy smartfony i spojrzymy na mapy sztabów wyborczych, jak na planszę do szachów, dostrzeżemy coś dużo bardziej niepokojącego: polityka nie wiadomo kiedy przestała być sztuką rządzenia, a stała się zakładnikiem algorytmu.
W teorii, przez wiele długich lat polska „sztuka polityki” (ta przez duże „S”) polegała na budowaniu kompromisu między tym, co konieczne, a tym, co możliwe. Dzisiaj, u progu roku 2026 roku, definicja ta uległa drastycznej zmianie. Dzisiejsza sztuka to umiejętność zarządzania gniewem. A na czym polega mechanika gniewu? Ano w skrócie na tym. Zauważyliście zapewne moi drodzy, że debata publiczna przypomina coraz bardziej permanentny stan wyjątkowy? Dzisiaj żadna reforma nie jest już po prostu „zła” – każda jest „zdradą”. Żaden polityk nie jest zwyczajnie „nieudolny” – każdy polityk konkurencyjnej partii jest „agentem” lub „zagrożeniem dla egzystencji narodu”. I to bynajmniej nie jest żaden przypadek - to właśnie jest architektura systemu, w którym żyjemy. Polski polityk AD 2026 nie pyta już: „Jak rozwiązać problem mieszkalnictwa?”. On pyta: „Która grupa społeczna poczuje się najbardziej dotknięta, jeśli uderzę w ten konkretny ton?”. Tak właśnie wygląda czysta matematyka emocji. Algorytmy Facebooka i X (dawnego Twittera) premiują to, co nas dzieli, bo to właśnie konflikt generuje zasięgi. A zasięg to waluta. A waluta to… władza.
Czy zatem to już koniec ery mężów stanu? Czy pamiętacie jeszcze, że kiedyś polska polityka wymagała od lidera posiadania wizji wykraczającej poza najbliższy weekend (że wspomnę choćby dążenie do obalenia komuny, wizję Polski w NATO czy UE). A teraz lider jest produktem. I to takim produktem, który musi być „reaktywny”. Jeśli sondaż wieczorny wykaże spadek o 1,5% w grupie wiekowej 25-34 lat, to rano koniecznie musimy usłyszeć nową obietnicę dla tej grupy lub nową inwektywę pod adresem przeciwnika, aby odwrócić uwagę od problemu.
No a gdzie w tym wszystkim jest miejsce na strategię państwową ja się pytam? Gdzie jest miejsce na refleksję nad demografią, bezpieczeństwem energetycznym czy rolą Polski w przebudowującym się układzie sił globalnych? Niestety - nie ma na to miejsca i czasu. Te tematy są nudne. Nie klikają się. Nie generują „serduszek” ani „wściekłych buziek”.
Największym paradoksem współczesnej sztuki polityki w Polsce jest to, że podczas gdy my kłócimy się o trzeciorzędne tweety, realna władza przesuwa się tam, gdzie wzrok opinii publicznej już nie sięga: do wielkich korporacji technologicznych, do nieformalnych grup nacisku i do algorytmów, których nie rozumiemy i które coraz częściej wymykają się spod naszej kontroli.
Polityka stała się dziwnym teatrem cieni: na scenie widzimy fechtunek na drewniane miecze, podczas gdy prawdziwe decyzje o przyszłości naszych portfeli i naszej wolności zapadają gdzieś za kulisami, w ciszy gabinetów do których nie mają wstępu kamery newsowe.
A zatem co nam zostaje? Czy jako obserwatorzy jesteśmy już skazani na bycie jedynie „niemymi widzami” tego spektaklu? Otóż niekoniecznie. Pierwszym krokiem do odzyskania podmiotowości jest zrozumienie reguł gry. Przestanie traktowania polityki jako sportu drużynowego, w którym musimy bezkrytycznie kibicować „swoim”. Prawdziwa sztuka polityki to dzisiaj umiejętność czytania między wierszami, umiejętność dostrzeżenia, że pod warstwą ideologicznego lukru zawsze kryje się twardy interes, walka o zasoby i próba kontroli narracji. Dlatego może już najwyższy czas abyśmy przestać pytać, „kto wygrał kolejną debatę”, a zaczęli pytać, „dlaczego w ogóle o tym rozmawiamy, podczas gdy w tym samym czasie przepychana jest ustawa X”?
W 2026 roku krytyczne myślenie to już nie jest tylko luksus – to jedyny akt oporu, jaki nam pozostał, jeśli chcemy w tej polityce jakoś się odnaleźć i kompletnie nie zwariować🤔😵‍💫
(autor fotografii, jak zwykle: Bard AI)

INSTYTUT PAMIĘCI... CZY PROFANACJI NARODOWEJ?  RZECZ O TYM, JAK POLSKIE PAŃSTWO ZA PÓŁ MILIARDA ROZKOPAŁO GRÓB MOICH ROD...
12/01/2026

INSTYTUT PAMIĘCI... CZY PROFANACJI NARODOWEJ? RZECZ O TYM, JAK POLSKIE PAŃSTWO ZA PÓŁ MILIARDA ROZKOPAŁO GRÓB MOICH RODZICÓW!

Czy zastanawialiście się ostatnio moi drodzy Czytelnicy i równie szanowne Czytelniczki, na co idą Wasze podatki? Mam na myśli np. gigantyczną kwotę 650 milionów złotych rocznie?
No właśnie - tyle, a raczej aż tyle kosztuje nas w skali roku utrzymanie Instytutu Pamięci Narodowej. Ponad pół miliarda złotych, które mogłoby uzdrowić polską onkologię, wesprzeć psychiatrię dziecięcą albo dofinansować kulejącą edukację. Ale nie – te pieniądze płyną szerokim strumieniem do instytucji, która w teorii ma stać na straży historii, a w praktyce – jak pokazało moje życie – potrafi zamienić się w bezwzględną machinę do niszczenia życia zwykłych ludzi.
Czy IPN jest nam jeszcze naprawdę potrzebny? Czy to jest „instytut pamięci”, czy raczej „instytut profanacji”? To pytanie zadaję sobie od półtora roku, kiedy osobiście przekonałem się, czym jest "troska o pamięć" w wykonaniu funkcjonariuszy tej instytucji.

Cofnijmy się zatem do 10 czerwca 2024 roku. Wyobraźcie sobie, że wyciągacie ze skrzynki zwykły list (nie żaden polecony ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru), a w kopercie znajdujecie pismo z urzędowym bełkotem o jakichś planowanych "pracach poszukiwawczo-ekshumacyjnych" w ramach jakiegoś śledztwa, których "pośrednim efektem" ma być odnalezienie szczątek 17 letniego partyzanta, a przy okazji dosłownie „wykopanie z grobu” Waszych rodziców. Brzmi jak ponury żart? Też tak myślałem. Jednak zaniepokojony treścią otrzymanego pisma, następnego dnia rano, 11 czerwca 2024 r., pojechałem na Cmentarz Rakowicki w Krakowie, żeby sprawdzić, czy nikt nie naruszył spokoju wiecznego moich bliskich To, co tam zastałem, zostanie ze mną do końca życia!
W miejscu, gdzie jeszcze dwa tygodnie wcześniej stał nasz nowy, rodzinny pomnik nagrobny, w miejscu, do którego przez ponad 50 lat przychodziłem, aby czcić pamięć mojego Taty, a od 7 lat również mojej Mamy, zastałem pusty, głęboki dół. Wokół mnóstwo błota, namiot z logo IPN i resztki naszego rodzinnego nagrobka, bezczelnie porozrzucane po sąsiednich mogiłach.
Patrząc na to miałem wrażenie, że tak naprawdę to się nie dzieje. Że śnię jakiś zły sen, z którego zaraz się obudzę. No bo jak to tak - w państwie prawa, w biały dzień jakieś towarzystwo zachowujące się, jak „hieny cmentarne” postanowiło zdemolować jeden z najbardziej delikatnych i osobistych fragmentów mojego życia? Niestety, ale to jednak nie był sen. Kiedy tak stałem nad tym pustym, zdemolowanym grobem dostrzegłem kilka alejek dalej kilkuosobową ekipę taplającą się w błocie przy innym grobie – typy i typiary z napisem „IPN” na ubraniach – rozkopywały właśnie kolejny grób. Resztką sił powstrzymując buzujące we mnie emocje podszedłem do jednego typa i zapytałem, czy to oni usunęli szczątki moich Rodziców z grobu, którego jestem prawnym dysponentem, i dlaczego zniszczyli nasz rodzinny pomnik?
I wiecie kim był ów zapytany? Tym samym człowiekiem, który podpisał się pod znalezionym w skrzynce piśmie o planowanych pracach. Planowanych! A ja stałem tymczasem nad pustym dołem, bo „fachowcy” z IPN-u robotę wykonali, zanim w ogóle zdążyłem w jakikolwiek sposób zareagować (list wysłali 3, ekshumację przeprowadzili 6 , a ja odebrałem list z informacją o "planowanych pracach" 11 czerwca!). A gdzie prawo? Moralność? Zasady współżycia społecznego? Dla tych osobników to tylko puste hasła. To, co zrobili ipeenowscy aktywiści, to nie tylko bezduszność ale jawne bezprawie. Swoim działaniem złamali ustawę o cmentarzach: art. 25 mówi jasno – ekshumacja wymaga pisemnego poinformowania osoby uprawnionej. Oni owszem poinformowali – w taki sposób, że kiedy otrzymałem wzmiankowany list, było już dawno po ekshumacji.
Równocześnie bez żadnych skrupułów „historycy z IPN” wtargnęli na teren prywatny: grób to miejsce, które dzierżawię od miasta za opłatą i oczekiwałem, że nikomu nie przyjdzie na myśl, aby samowolnie dokonywać tutaj takiej hucpy. To dla mnie miejsce święte i prywatne - żyjąc w cywilizowanym kraju chciałem wierzyć, że zostanę przynajmniej skutecznie poinformowany o chorych zamiarach ipeenowskich urzędników.
Warto dodać również to, że koleżeństwo Batyra złamało prawo kanoniczne: Rodzice mieli pogrzeby kościelne, a według mojej wiedzy zarówno przy ekshumacji, jak i przy ponownym pochówku nie był obecny żaden ksiądz. Gdzie zatem szacunek dla zmarłych i wiary, które przedstawiciele IPN noszą na sztandarach i chętnie epatują nimi przy każdej nadarzającej się okazji?
Osobnicy spod znaku „IPN” odebrali mi prawo do jakiejkolwiek obrony: wykonując ekshumację bez mojej wiedzy, uniemożliwili mi odwołanie się od decyzji prokuratury, co jest naruszeniem Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Działania typiarstwa z IPN-u są po prostu sprzeczne ze zwykłym poczuciem moralności i w żaden sposób nie da się ich obronić. W efekcie prac tych bezwzględnych ludzi z – jak to teraz nazywam – Instytutu Profanacji Narodowej, nie mam dziś pewności, czyje szczątki leżą w miejscu, gdzie ponad 50 lat spoczywał mój Tato, a od 7 lat również moja Mama.
Pomimo tego, że zgłosiłem sprawę na policję, wnosząc o ściganie sprawców tego haniebnego czynu, do dziś nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Polskie państwo - poprzez swoich przedstawicieli z prokuratury - uznało , że wszystko było OK i nikt nie naruszył prawa. Nikogo nie obchodzi to, że IPN zburzył mój spokój i moją wiarę w to, że żyjemy dzisiaj w państwie prawa.
Piszę to wszystko nie tylko po to, by wylać żal. Piszę to, jako ostrzeżenie. Kim jest dzisiaj były prezes IPN, Karol Nawrocki wszyscy wiemy. Jeśli ktoś taki ma wpływ na nasze państwo, to Was też mogą spotkać podobne, lub jeszcze gorsze historie .
Na koniec ponowię swoje pytanie: czy IPN za ponad pół miliarda złotych rocznie jest nam dzisiaj potrzebny? Moim zdaniem, w tej formie – jako policja historyczna stojąca ponad prawem i ludzką godnością – absolutnie nie! Dlatego najwyższy czas, aby tę instytucję zlikwidować, aby powstrzymać wylewające się zło spod znaku Instytut Promowania Niesprawiedliwości. Czas najwyższy powstrzymać to szaleństwo! 🛑✊
👇👇👇 A Wy co myślicie o działalności IPN? Czy mieliście jakieś doświadczenia z pracownikami tej instytucji? Dajcie znać w komentarzach! 💬
PS. Zdjęcie ma charakter poglądowy, a wykonała je sztuczna inteligencja💻


P

I to jest bardzo dobra wiadomość. W takim razie czekam na nadejście wiosny, a później będzie już z górki. Usiądę na ławe...
08/01/2026

I to jest bardzo dobra wiadomość. W takim razie czekam na nadejście wiosny, a później będzie już z górki. Usiądę na ławeczce na Plantach i poczekam na Andrzeja. W końcu należą mu się jakieś podziękowania za 10 lat demontażu polskiej demokracji 🤔🫢🤭

 

Autor tekstu: Jakub  Wiech FB———————————————„Mili Państwo, a co my tu mamy?1) bardzo słabe tłumaczenie automatyczne („śm...
02/01/2026

Autor tekstu: Jakub Wiech FB
———————————————
„Mili Państwo, a co my tu mamy?

1) bardzo słabe tłumaczenie automatyczne („śmigłowiec zanurzony w nafcie”?);
2) zdjęcie ze Szwecji, nie z Niemiec;
3) wykonane kilka lat temu (ok. 2018 r.);
4) pokazujące AWARYJNY system odmrażania łopat turbin wiatrowych, potrzebny wyłącznie w ekstremalnych wypadkach, gdyż zazwyczaj łopatom wystarczy wbudowany elektryczny system odmrażania;
5) przesłanie uderzające w technologię, która pozwala ograniczać wydobycie i import paliw kopalnych;
6) oczywiście wszystko z anonimowego konta.

That’s a bingo!”
————————————————————————

Od siebie dodam, że zgodnie ze starą policyjną zasadą, przestępstwo popełnił ten, komu to się najbardziej opłacało.
A komu najbardziej opłaca się postponowanie odnawialnych źródeł energii🤔
Tak jest ⬜️🟦🟥
Brawo Jasiu, wygrał Pan bon towarowy 😁 Gra Pan dalej🤭

Gdy budzisz się z ręką w... urnie. Krajobraz po bitwie polsko-polskiej A.D. 2025 🗳️💥Zanim zerknięcie na drugą część moje...
30/12/2025

Gdy budzisz się z ręką w... urnie. Krajobraz po bitwie polsko-polskiej A.D. 2025 🗳️💥

Zanim zerknięcie na drugą część mojego obrazkowego podsumowania roku, zapraszam do krótkiej, ale bolesnej lektury. Gotowi? A zatem: „Ready, steady… go!”, jak mawiają nasi polscy Wyspiarze
🎭 Akt I: Kolektywna Terapia Wstrząsowa
Druga połowa tego roku nie zapisze się w historii polskiej polityki złotymi zgłoskami, lecz zostanie zapamiętana jako Kolektywna Terapia Wstrząsowa. To nie było zwykłe potknięcie. To było mega tąpnięcie, po którym kurz z Pałacu Prezydenckiego i Wiejskiej nie opadnie jeszcze bardzo, bardzo długo.
A pomyśleć, że jeszcze rok temu żyliśmy w kolorowej bańce błogiej pewności. Pamiętacie to? Rafał Trzaskowski miał autostradę do Pałacu. Mówiło się – parafrazując słynną tyradę Michnika – że Rafał „nawet gdyby pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży” i tak te wybory wygra. Sondaże dawały luksusowy komfort, a polityczni komentatorzy otwierali szampana przed startem wyścigu. Mieliśmy "tylko" dopełnić formalności. Wielu zastanawiało się wręcz, czy akcja „żurek-bonżurek” nie skończy się już na pierwszej turze...🧐
A dziś? Dziś mamy prezydenta w dwójcy jedynego prawdziwego, czyli Karola Nawrockiego vel Tadeusza Batyra.

🏰 Akt II: Lokator i Narodowa Porażka

Lokator aktualnie zamieszkujący Pałac przy Krakowskim Przedmieściu to człowiek, o którym najłagodniej można powiedzieć, że minął się z honorem w drzwiach obrotowych historii. To postać, która w mojej prywatnej ocenie uosabia wszystko to, co w polskiej polityce najgorsze:
• Prostactwo mylone ze szlachetną prostotą.
• Intelektualne ograniczenia pudrowane narodowym patosem.
• Operowanie decybelami zamiast argumentami.
• Prymitywną siłę zamiast sztuki dyplomacji.
Fakt, że taki kandydat w ogóle wszedł do drugiej tury, był zjawiskiem nie objętym żadnym modelem. To, że wygrał jest naszą kolejną, bolesną, narodową porażką. Miało być jak nigdy – wyszło, jak zwykle - Polska mistrzem Polski🏆🥇

Akt III: Kto Podał Brzytwę? 🔪 Lista Winnych

Jak do tego doszło? Kto podał brzytwę? Możemy winić „ciemny lud”, ale spójrzmy prawdzie w oczy – to była katastrofa na nasze własne życzenie. Lista winnych jest długa i smutna:
1. Sztab Trzaskowskiego: Uśpiony, arogancko pewny swego, reaktywny zamiast proaktywny. To nie była kampania - to był autopilotaż na zderzenie ze ścianą. Kiepściutko, oj bardzo, bardzo kiepściutko…🫣
2. „Sojusznicy” z demokracji - Biejat👧 i Zandberg🧔‍♂️: Zamiast w kluczowym momencie grać do jednej bramki, woleli budować swoją tożsamość polityczną na zgliszczach wspólnego interesu. A co zbudowali? Wszyscy dzisiaj widzimy i zgrzytamy zębami.
3. I wreszcie specjalne wyróżnienie: Szymon Hołownia🤦. Jego polityczne manewry i ego sięgające gwiazdozbioru Centaura sprawiły, że zamiast stanowić tamę dla populizmu, postawił wygodną kładkę, po której Nawrocki z przytupem wmaszerował na salony.

Akt IV: Brunatna Fala. Tsunami Idei. 🌊

A to niestety jeszcze nie koniec złych wiadomości. W tle tej „pałacowej dramy”, po cichu ale konsekwentnie rośnie coś jeszcze gorszego: brunatna fala.
Konfederacja bosacko-mentzenowska, a przede wszystkim Braun zacierają ręce tak, że do końca zimy nie muszą już nosić rękawiczek. Wybór Nawrockiego to był dla nich sygnał: „Można? – Można! Przesuwamy wajchę tego, co akceptowalne skrajnie na prawo”. W stronę absurdu, teorii spiskowych i nienawiści wobec Żydów, Ukraińców, Niemców, Arabów... Nienawiści wobec tych wszystkich nacji, których przodkowie nie naparzali się z Krzyżakami pod Grunwaldem - oczywiście po naszej, to znaczy litewskiej, a dokładnie polsko-litewskiej stronie (chociaż Ruskie jakoś dziwnie brunatnym nie przeszkadzają🤔).
Poparcie dla brunatnych rośnie, bo chaos, który funduje nam wojna pomiędzy „dużym a małym pałacem”, to dla nich idealna pożywka polityczna.

💡 Podsumowanie: Kac-Gigant 🤢i Światełko Nadziei 🧙

Podsumowując, kończymy ten rok z prezydentem, za którego będziemy się jeszcze długo wstydzić (w kraju i na każdym zagranicznym szczycie) i z rosnącą siłą skrajnej prawicy na plecach. Miało być "Wielkie Sprzątanie" z nowym prezydentem Rafałem na czele, a jest wielki bałagan i kac-gigant, którego nie da się wyleczyć tabletką aspiryny.
Na ten nowy 2026 rok zostajemy z pytaniem: czy to tylko wypadek przy pracy, czy początek nowej, mrocznej ery? Obawiam się, że odpowiedź znamy, tylko boimy się ją głośno wypowiedzieć.

Ale! Kiedy wydawać by się mogło, że ta druga połówka 2025 doświadczyła nas wyłącznie rzeczami złymi, lub jeszcze gorszymi, nagle pojawiła się nadzieja. A gdzie? W krakowskim Kościele Katolickim oczywiście! To tutaj – po wielu, wielu latach – zakończył się okres „krakowskiej wielkiej smuty”. Tak, tak – mam oczywiście na myśli kardynała Grzegorza Rysia, naszego nowego arcybiskupa metropolitę krakowskiego. Po takiej wielkiej zmianie jest szansa na to, że wreszcie nie tylko Kraków, ale i cała Małopolska znajdzie właściwy kierunek na politycznej mapie Polski.
I tego sobie i Wam, moje Drogie Czytelniczki i równie Drodzy Czytelnicy, życzę.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.
_______________________________________________________________________
A Wy? Jak oceniacie ten polityczny rollercoaster 2025?
👇

Adres

Kraków

Telefon

+48602699939

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Sztuka Polityki umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Sztuka Polityki:

Udostępnij