Przemek Dębowski

Przemek Dębowski Okładki i wnętrza książek dla wielu wydawnictw, w tym własnego (Karakter), plakaty, ilustracje,

01/06/2026

46 lat na tym świecie i dopiero teraz odkryłem Charlesa Simica.

🔵

Hide and Seek

Haven’t found anyone
From the old gang.
They must be still in hiding,
Holding their breaths
And trying not to laugh.

Our street is down on its luck
With windows broken
Where on summer nights
One heard couples arguing,
Or saw them dancing to the radio.

The redhead we were
All in love with,
Who sat on the fire escape,
Smoking late into the night,
Must be in hiding too.

The skinny boy
On crutches
Who always carried a book,
May not have
Gotten very far.

Darkness comes early
This time of year
Making it hard
To recognize familiar faces
In those of strangers.

Lubimy czytać o liczbach, no to popatrzmy: CO ZROBIŁEM W TYM TYGODNIU: będziecie mieli dzięki temu pojęcie jak wygląda m...
29/05/2026

Lubimy czytać o liczbach, no to popatrzmy: CO ZROBIŁEM W TYM TYGODNIU: będziecie mieli dzięki temu pojęcie jak wygląda mój tydzień pracy.

🐝

Pracuję w biurze codziennie od 8:30 do 15:30, na 16 lecę odebrać Leona z przedszkola. Pracuję też, kiedy już zaśnie, w tym tygodniu codziennie prócz środy, kiedy kimnąłem razem z nim. Od poniedziałku do czwartku to 28 godzin w biurze plus 3 razy 3 godziny wieczorem, razem 37. Z piątkiem wyjdzie jakieś 45. Na razie nienajgorzej.

🐝

W tym czasie zrobiłem jedną okładkę od A do Z, kolejną dokończyłem, zrobiłem jej mockup na potrzeby promocji, nad jeszcze następną pracowałem. Zrobiłem makiety czterech książek, każdą inną, a nie jest to hop siup, musicie wiedzieć: wybierz format, marginesy, interlinię, krój: żeby książka dobrze wyglądała, wszystko musi się spinać. Przygotowałem wycenę i zamówiłem druk jednej książki. Do innej musiałem znaleźć inny karton na okładkę niż planowałem, bo tamten wycofano ze sprzedaży i nie ma już ładnych brązów w gramaturze 300 g, będzie coś wpadającego w miedź: ciemny łosoś. Zrobiłem 10 plakatów na targi, plakat z rozpiską spotkań, szablon naklejek na pudełka do archiwum. Uporządkowałem bazę prawie tysiąca swoich roboczych notatek, co się udało tylko dzięki temu, że sprzęgłem Notion z Chatem (powiedz kochany jak moglibyśmy to pięknie uporządkować). Dzisiaj jeszcze muszę przejrzeć korektę, 240 stron, zrobić jeszcze jedną makietę.

🐝

A to tylko w robocie, i pomijam jakieś drobiazgi. Doliczmy pracę opiekuńczą, czemu nie, w końcu sami wydajemy o tym książki. Ten tydzień wygląda inaczej niż zwykle, bo od wtorku Magda jest w Warszawie, zazwyczaj się to inaczej rozkłada. Alors: dwa treningi piłki, raz basen, dwa razy skate park, nie ma zmiłuj, bo inaczej Leon nam rozniesie chałupę, raz cotygodniowe posiedzenie u logopedki.

🐝

Co zrobiłem dla siebie w tym tygodniu: dokończyłem czytać jedną książkę („Ślepowidzenie”, może być, ale nie w tym trybie, obejrzałem dwa pierwsze odcinki „Common Side Effects”, meh, bardzo lubię Joego Bennetta, ale tu fabuła może zaciekawić chyba tylko kogoś, kto żadnego serialu nie widział przed 2020, czyli pewnie recenzentów GW). Pięć razy pod rząd obejrzałem teledysk Romaina Gavrasa do kawałka Gen8ration. Rzeczywiście bardzo dobry.

🐝

Do organizacji tego wszystko używam Todoista, włączam Freedom: zero sociali, zero mediów. Posty, jeśli już, wysyłam przez Buffer, żeby nie wpaść w studnię.

🐝

Co z tego mam, nie wiem. Może zadyszkę:) Plus względną stabilność finansową: koniec miesiąca, a ja mam jeszcze całe 180 zł na koncie! Bonanza. No tak, ale dzisiaj zakupy. Dalej: być twórczym w takich warunkach to wyzwanie („Kreatywność to osad po bezczynności” zaświadcza Einstein). Przestojów 0, efektywność 100. Od poniedziałku zrobiłem, zerknijmy, 34632 kroki, czyli 8658 dziennie, nieźle, spalam średnio 2600 kcal, zjadam niecałe 2000, śpię po sześć godzin z kawałkiem, ważę 79,5 kg, tętno spoczynkowe 58 bpm.

Taki to mój przegląd tygodnia w liczbach.

27/05/2026

„Proszę: niech pan sobie usiądzie”.

A więc dzisiaj TEN dzień. Rytuał przejścia. Jakiś ziomeczek poderwał się na mój widok z krzesła w tramwaju. Niby ze sobą miałem Leona, hulajnogę wory klamoty i obłęd w oczach, no ale jednak, ale jednak bez przesady

Skoro dziś o 17:30 widzimy się na Mariackiej 42 w Gdańsku, to popatrzcie na kościół św. Jana, bez którego by nie było Ka...
19/05/2026

Skoro dziś o 17:30 widzimy się na Mariackiej 42 w Gdańsku, to popatrzcie na kościół św. Jana, bez którego by nie było Karakteru.

🎦

Listopad końca millennium był w Gdańsku ponurą zawiesiną (niebo nad zatoką miało kolor ekranu telewizora nastawionego na niestniejący kanał, że tak powiem:); niski sufit mokrych chmur i ciemno. Mieszkałem sam, zostawiła mnie dziewczyna, więc większość czasu spędzałem w kinach i w ten sposób trafiłem do zaimprowizowanego DKF-u we wnętrzu tego wypalonego w 1945 roku gmachu. W środku było zimno, z gotyckich sklepień kapała ciecz, brezentowe płachty wygradzały małą przestrzeń w transepcie, gdzie ktoś ustawił kilkadziesiąt składanych drewnianych krzeseł. Na zewnątrz zapadała noc, a ja miałem właśnie obejrzeć film, który po pierwsze mnie wbił w ziemię, a po drugie - jak się okazuje - umeblował mi życie. Wyreżyserował go Mike van Diem, a jego tytuł to „Karakter”.

🎦

„Almost nothing important that ever happens to you happens because you engineer it”: David Foster Wallace (gdzie są jeszcze tacy szczwani pisarze, ja się pytam). Nie zaplanuje się życia; gdzie jesteś w jego połowie, nie wynika z masterplanu, który tworzysz na pierwszym roku studiów. To węzeł przypadków, targowisko okoliczności.

🎦

Gdybym wtedy nie przyszedł na film do zrujnowanego kościoła, to może Karakter by się inaczej nazywał. Może by go w ogóle nie było. Co z tego wynika, to nie wiem. Może tyle, żeby nie planować na zapas, tylko wciąż próbować nowych rzeczy, poznawać ludzi, otwierać nowe przejścia i wątki, z biegiem lat zaczną się zamykać, ale nie przewidzisz, dokąd cię zaprowadzą.
🎦

Zapraszam trójmieszczan dzisiaj o 17:30, wypytywać mnie będzie Dagny Kurdwanowska, a w tle poleci blisko godzinna prezentacja ze zmieniającymi się co pięć sekund okładkami!

18/05/2026

Dwie spośród rzeczy, które podobają mi się na moim osiedlu:

1. Salon fryzjerski nazywa się „Chronos”
2. W piekarni wisi cytat z „Gladiatora”: „What we do in life, echoes in eternity”.

Co znajdę w Żabce?

Wczorajsze spotkanie z Alicją Kobzą w MSN-ie to był jakiś kosmos, od lat nie widziałem takiej publiczności, tłum, dostaw...
14/05/2026

Wczorajsze spotkanie z Alicją Kobzą w MSN-ie to był jakiś kosmos, od lat nie widziałem takiej publiczności, tłum, dostawki, kolejka, podpisywanie, hulanki, swawole. A w dodatku za każdym razem, kiedy jestem w Warszawie, to tyle spotkań z Normalnymi Przyjaznymi Ludźmi!

🔵

TOTEŻ OGŁOSZENIE: Normalnych Przyjaznych Ludzi z Trójmiasta i okolic zapraszam w przyszłym tygodniu na dwa eventy, pierwszy to spotkanie z Alicją Kobzą w IKM (poniedziałek, 17:30), gdzie Ola Boćkowska będzie ją wypytywać o graficzki, drugie – spotkanie z Yours Truly we wtorek w filii gdańskiej WiMBP przy ul. Mariackiej 42, gdzie z kolei Dagny Kurdwanowska (nie mogę się doczekać) wyciśnie ze mnie odpowiedzi na najrozmaitsze istotne kwestie typu: Jak Zrobić Książkę oraz Czy Warto Było Szaleć Tak i zakładać wydawnictwo.

🔵

WBP w Gdańsku przy Targu Węglowym, spędzałem tam całe dnie na pierwszym roku polonistyki. Powody były dwa. W czytelni mają najprawdopodbniej specjalny czakram, który umożliwiał mi np. przeczytanie „Filozofii Odrodzenia we Włoszech” Eugenio Garina za jednym zamachem, wszedłem o 12, wyszedłem o 18, przeczytałem 400 stron i jeszcze zrobiłem notatki. Nic nie pamiętam. Po drugie, mieli internet 6 zł/h, gdzie mogłem trawić czas na IRC-u. Zapraszam wszystkich, to znaczy wszystkich Normalnych Przyjaznych Ludzi!

A skoro nasz ubiegłoroczny Lem dostał nominację w konkursie Polskie Towarzystwo Wydawców Książek Najpiękniejsze Polskie ...
28/04/2026

A skoro nasz ubiegłoroczny Lem dostał nominację w konkursie Polskie Towarzystwo Wydawców Książek Najpiękniejsze Polskie Książki 2025, to popatrzcie na tę świeżo wydaną ślicznotkę, która stanowi dopełnienie naszej Mrozowej edycji Lema. "Dzienniki gwiazdowe" dopiero co wjechały do księgarń, dodruków to już naprawdę nie przewiduję, bo mam kolejne behemoty w zanadrzu, muszę trochę drobnych nazbierać.

Ale to była przyjemność i zaszczyt: Lema zaprosić do Karakteru!

Powiem to wprost: zazdroszczę Alicji Kobzie! Napisała książkę, jaką sam zawsze chciałem napisać. No, może na trochę inny...
22/04/2026

Powiem to wprost: zazdroszczę Alicji Kobzie! Napisała książkę, jaką sam zawsze chciałem napisać. No, może na trochę inny temat. Ale raczej mi się to nie uda, bo w przeciwieństwie do Alicji nie jestem świetną facetką i oczywiście świadomie używam tutaj tego niemodnego już słowa. Trzeba być właśnie świetną facetką, żeby taką książkę napisać: o pracy, o sztuce, o czasach, o życiu, o losach. Bo żeby ją napisać, trzeba dużo wiedzieć i rozmawiać, a rozmawiać – zwłaszcza z osobami starszymi o pokolenie albo dwa – to trzeba umieć. Alicji wyszło to świetnie. Do tego jeszcze sama zaprojektowała całość i dołożyła przepiękną okładkę, ja tu tylko od siebie dołożyłem za podszeptem Krzysztof Majewski z drukarni Readme nici w kolorze kropeczek na okładce.

🔴

Jedyne, co odwraca uwagę podczas lektury, to te pięćset z okładem ilustracji – okładek, plakatów, znaków – kilkudziesięciu graficzek, do których dotarła autorka. Co chwilę coś przykuwa uwagę, budzi wspomnienia, rozpoznajemy coś, wśród czego dorastaliśmy albo co nadal znajdujemy we własnych mieszkaniach albo w mieszkaniach naszych rodziców. I w końcu możemy się dowiedzieć, kto za tym wszystkim stoi: wybitne twórczynie, które przez lata pozostawały w cieniu swoich kolegów.

🟢

Bardzo się cieszę, że dwukilowe „Graficzki” już do Was trafiły, i że tak pięknie wyszły. Cieszę się też na spotkania autorskie, bo Alicja potrafi fantastycznie opowiadać o swoich bohaterkach. Kawał historii przed Wami do odkrycia.



Najbliższa okazja: KRAKÓW, ta sobota, godzina 16:00, Bunkier Sztuki. Ja na przykład będę, do zo!

Tako rzecze Don: każdą naszą interakcję z przedmiotami lub interfejsami można rozpatrywać na trzech poziomach: pierwotny...
09/04/2026

Tako rzecze Don: każdą naszą interakcję z przedmiotami lub interfejsami można rozpatrywać na trzech poziomach: pierwotnym (jak coś wygląda na pierwszy rzut oka), behawioralnym (czy dobrze działa) i refleksyjnym (czy da się to lubić). A jeśli jakiś przedmiot polubimy, to uznamy, że po prostu lepiej działa. A dlaczego? O tym przeczytacie w książce, a to dopiero początek.

🧶

Przez godzinę rozmawialiśmy o Normanie z Olą Suławą w podcaście „Zamieszkanie” (link w komentarzu, zapraszam, nawijamy przez godzinę). Dużo mówiliśmy o prawdzie materiału, ostrych nożach i moralnej supremacji wełnianych swetrów. Miałem wrażenie, że w zasadzie wyczerpaliśmy temat, a tymczasem na wczorajszym świetnym spotkaniu w krakowskiej Aptece Dizajnu Kuba Kulesza i Szymon Zakrzewski przy pełnej sali przez godzinę dyskutowali – również z Olą – o zupełnie innych sprawach: dlaczego po ćwierćwieczu od premiery i mimo swoistego technooptymizmu książka Normana wciąż pozostaje aktualna i czego możemy się z niej wszyscy, nie tylko projektanci, nauczyć.

🧶

Przy czym nie zmienię zdania: sweter z akrylu – dajcie spokój, kto to widział.

Wygląda na to, że rozpoczyna się w Karakterze rok francuski, francuskie autorki, francuscy autorzy, autorzy, którzy z Fr...
08/04/2026

Wygląda na to, że rozpoczyna się w Karakterze rok francuski, francuskie autorki, francuscy autorzy, autorzy, którzy z Francji nie są, ale po francusku piszą.

🔵⚪🔴

Bardzo się cieszę na nasze najbliższe premiery, czyli trzecią już Monę Chollet w tłumaczeniu Magdaleny Kowalskiej (o poczuciu winy, gdzie odnajduję całe akapity jakby spisane wprost z mojej głowy, gdzie sam się zadręczam, że na przykład pozwoliłem sobie na chwilę oddechu), ale też: Violette Leduc.

🔵⚪🔴

Cóż to jest za znalezisko! Oddaję głos Małgoli, która wczoraj pisała na profilu Wydawnictwo Karakter m.in. tak: „Kiedy Simone de Beauvoir przeczytała maszynopis jej pierwszej powieści, już wiedziała, że to będzie literackie objawienie. I doprowadziła do tego, że książka Violette Leduc „L’Asphyxie” (Duszność) ukazała się w Gallimardzie w serii prowadzonej przez Alberta Camusa”. [...]

Leduc była prekursorką autofikcji i jednym z najważniejszych głosów literatury feministycznej XX wieku. Jej proza wyłamuje się jednak z wszelkich formułek i wykracza poza gatunkowe ramy. Mimo że materia jej powieści jest utkana z osobistych doświadczeń, prawdziwy żywioł Leduc stanowi język – lapidarny, zaskakująco poetycki, pełen nieoczywistych metafor. Deborah Levy napisała, że u Leduc nie ma nudnych zdań. Już niedługo będzie się można o tym przekonać także w Polsce, czytając „Duszność” w przekładzie Jacka Giszczaka”.

🔵

Maj.

Adres

Grabowskiego 13/1
Kraków
31-126

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Przemek Dębowski umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Przemek Dębowski:

Udostępnij