13/06/2026
"SEO. Potem GEO. Potem AEO. A za chwilę pewnie ktoś sprzeda BEO. Od tej lawiny skrótów można już, delikatnie mówiąc, zwariować." 😅- na dzień dobry zsumowała klientka.
I to jest sedno problemu: skrótów przybywa szybciej, niż ludzie zdążą się dowiedzieć, co w ogóle znaczą. A na tej dezorientacji żeruje cała fala „agencji", które po AI wyrosły jak grzyby po deszczu. Mechanizm jest prosty: im więcej tajemniczych liter rzucą klientowi w twarz, tym mądrzej brzmią i tym wyższą fakturę wystawiają. Nikt nie zapyta „co to znaczy", bo głupio się przyznać, że się nie wie.
Więc rozłóżmy to spokojnie, po ludzku:
GEO (Generative Engine Optimization) i AEO (Answer Engine Optimization) to realne zjawiska, nie wydmuszki. Google AI Overviews, Perplexity i ChatGPT Search faktycznie cytują strony, które ładują się błyskawicznie, mają poprawną strukturę danych (Schema.org) i odpowiadają na pytanie od razu. Tyle że pod tymi modnymi skrótami kryje się ta sama solidna robota co zawsze, tylko pod nowego odbiorcę. Nie trzy nowe magiczne usługi, za które płaci się trzy razy.
Innymi słowy: jeśli ktoś straszy Was kolejnym akronimem zamiast pokazać, co konkretnie zrobi z Waszą stroną, to sprzedaje Wam literki, nie efekty.
Jak rozpoznać fachowca w 30 sekund? Zadajcie trzy pytania:
Jaką technologię proponujesz i dlaczego? (poprawna odpowiedź to konkret, nie „WordPress, bo jest popularny")
Pokaż wynik PageSpeed Insights strony, którą zrobiłeś ostatnio.
Co ta strona ma realnie generować: kontakty, leady, sprzedaż?
Kto nie umie na to odpowiedzieć, sprzedaje Wam akronimy, nie efekty.
A teraz szczerze: ktoś próbował Wam już wcisnąć „nowe, rewolucyjne SEO po AI"? Piszcie w komentarzu, zrobię z tego osobny post.