Filmowa Kronika Mazur

Filmowa  Kronika Mazur Aldona Smok

🎥 𝗙𝗞𝗠
Historia Pisza i Mazur w obrazie, filmie i słowie.
📖 𝗭 𝗸𝗮𝗿𝘁 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 𝗠𝗮𝘇𝘂𝗿
📸 𝗗𝘄𝗮 𝗞𝗮𝗱𝗿𝘆 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶
🎥 𝗞𝗮𝗺𝗲𝗿𝗮 𝗖𝘇𝗮𝘀𝘂
☕ 𝗠𝗮𝘇𝘂𝗿𝘀𝗸𝗮 𝗕𝗮𝗷𝗸𝗮 𝗱𝗼 𝗞𝗮𝘄𝘆

🕰️ Ocalamy pamięć Pisza i Mazur

28/08/2026

Oto Johannisburg w okresie międzywojennym - dziś Pisz. ❤️🧡💛💚 Można przebudować plac, zmienić ulice i nadać miastu nowe oblicze. Ale ludzkich relacji, ciekawości i rozmów nie da się 😀 Zgadzacie się ?

26/08/2026

🎥 𝗞𝗮𝗺𝗲𝗿𝗮 𝗖𝘇𝗮𝘀𝘂 # 013

POGAŃSKI SĄD NIEDALEKO PISZA ?

Kamienny krąg, którego zagadki od niemal stu lat nie udało się rozwiązać.

W lesie pomiędzy Długim Kątem a Kumielskiem, niedaleko Pisza, znajduje się miejsce, które od dziesięcioleci przyciąga uwagę mieszkańców, regionalistów i badaczy. Wśród drzew zachowały się pozostałości dawnego układu kamieni, który w późniejszej tradycji i literaturze zaczęto określać mianem „Pogańskiego Sądu”. W niemieckich przekazach pojawia się nazwa Heidengericht.

Z czasem wokół tego miejsca narosło wiele opowieści. Jedni widzieli tutaj miejsce kultu dawnych Prusów, inni przestrzeń związaną z obrzędami lub pochówkami. Pojawiały się także określenia takie jak „ołtarz Galindów” czy „stół ofiarny”.

Historia Długiego Kąta staje się jednak znacznie ciekawsza wtedy, gdy oddzielimy to, co rzeczywiście wynika ze źródeł, od późniejszych interpretacji, przypuszczeń i lokalnych opowieści.

Najważniejsze pytanie nadal pozostaje bez odpowiedzi:

Czym naprawdę był kamienny układ w Długim Kącie i dlaczego po niemal stu latach wciąż nie potrafimy jednoznacznie ustalić jego funkcji?

ROK 1925. POCZĄTEK ARCHEOLOGICZNEJ HISTORII STANOWISKA

Stanowisko nie zostało odkryte przez archeologię w 1925 roku. Właśnie wtedy do Prussia Museum w Królewcu dotarła jednak informacja o niezwykłej grupie głazów znajdującej się w lesie należącym do majątku Długi Kąt. Wiadomość przekazał nauczyciel Skok z pobliskich Bogumił.

W maju 1925 roku miejsce zostało zinwentaryzowane przez Wilhelma Gaertego, archeologa i dyrektora Prussia Museum w Królewcu. W literaturze dotyczącej stanowiska przywoływana jest również dokładna data jego wizyty, 27 maja 1925 roku.

Opis Gaertego ma dzisiaj ogromne znaczenie. Jest jednym z najważniejszych zachowanych świadectw dotyczących wyglądu tego miejsca w pierwszej połowie XX wieku.

Rok później Gaerte opublikował swoją relację w czasopiśmie „Prussia”. Nadał jej tytuł „Die „Kultstätte“ von Klarheim, Kr. Johannisburg”, czyli „Miejsce kultu w Klarheim, powiat Johannisburg”.

Samo określenie „Kultstätte” pokazuje, że Gaerte rozpatrywał stanowisko w kontekście możliwej funkcji kultowej. Nie oznacza to jednak, że funkcja ta została przez niego archeologicznie udowodniona.

Relację Gaertego należy przede wszystkim traktować jako niezwykle cenny opis terenowy stanowiska z 1925 roku. Pokazuje on stan miejsca w konkretnym momencie, ale nie daje odpowiedzi na pytanie, kiedy powstał cały układ ani jakie było jego pierwotne przeznaczenie.

KRĄG O ŚREDNICY OKOŁO 20 METRÓW

Co zobaczył Wilhelm Gaerte?

Opisał grupę dużych kamieni o długości około 80 do 100 centymetrów. Kamienie były ustawione pionowo i tworzyły układ interpretowany jako krąg o średnicy około 20 metrów.

Nie był to jednak obiekt zachowany w stanie pierwotnym.

Już podczas oględzin Gaertego część kamieni tworzących zewnętrzny pierścień była nieobecna. Niektóre głazy zostały wcześniej zabrane, a stanowisko było częściowo naruszone.

To bardzo istotna informacja.

Gaerte nie dokumentował konstrukcji zachowanej w całości. Opisywał miejsce, którego pierwotny układ został już wcześniej zmieniony.

Dlatego jego opis pozwala przede wszystkim częściowo odtworzyć stan stanowiska zarejestrowany w 1925 roku, a nie jego pierwotny wygląd.

TAJEMNICZY GŁAZ WEWNĄTRZ KRĘGU

Jeszcze bardziej interesujące było to, co znajdowało się wewnątrz kamiennego układu.

Gaerte opisał pień bardzo starej, złamanej jodły. Późniejsze opracowania przywołują jej wiek jako około 250 do 300 lat.

Po stronie północno wschodniej, niedaleko pnia, znajdował się płaski głaz ułożony na mniejszych kamieniach. Późniejsze opracowania podają jego wymiary jako około 2,3 na 1,2 metra.

To właśnie ten głaz stał się jednym z najważniejszych elementów późniejszych interpretacji.

Z czasem zaczęto określać go jako „stół ofiarny”, a w niektórych opracowaniach jako ołtarz.

Tutaj jednak konieczna jest szczególna ostrożność.

Nie mamy dowodu archeologicznego, który pozwalałby stwierdzić, że był to rzeczywiście ołtarz ofiarny.

Możemy powiedzieć jedynie, że jego forma, położenie i otoczenie sprawiły, iż został zinterpretowany jako potencjalny element związany ze sferą kultową.

To jednak nie jest to samo co archeologiczne potwierdzenie jego funkcji.

PLAN, KTÓRY ZACHOWAŁ PAMIĘĆ O UKŁADZIE KAMIENI

Dzisiaj szczególne znaczenie ma również zachowany plan stanowiska.

Robert Klimek publikuj plan rozmieszczenia kamieni w Długim Kącie, określając stanowisko jako sanktuarium kultowe Heidengericht. Rycina 6 wskazuje jako źródło Museum für Vor und Frühgeschichte Archiv w Berlinie, sygnatura PM A 240/1 „Dlugi Kont”. To niezwykle ważny materiał dokumentacyjny. Pozwala zobaczyć przestrzenne rozmieszczenie zachowanych wówczas elementów kamiennego układu.

Trzeba jednak zachować rozróżnienie między dokumentacją a interpretacją.

Sam plan pokazuje przede wszystkim układ kamieni. Określenie stanowiska mianem „sanktuarium kultowego” jest już interpretacją jego funkcji.

Plan nie odpowiada więc na najważniejsze pytanie: po co ten układ został zbudowany?

Pokazuje przede wszystkim jak był rozmieszczony w momencie jego dokumentowania.

SKĄD WZIĘŁA SIĘ NAZWA „POGAŃSKI SĄD”?

Sama nazwa działa na wyobraźnię.

„Pogański Sąd” brzmi jak miejsce wyjęte z legendy. W niemieckich przekazach pojawia się forma Heidengericht. Klimek wskazuje również na funkcjonujące w późniejszej literaturze określenie „Stara Kamnica”.

Czy rzeczywiście odbywały się tutaj pogańskie sądy?

Tego nie wiemy.

Nie możemy traktować samej nazwy jako dowodu pierwotnej funkcji stanowiska. Nie wiadomo również dokładnie, kiedy nazwa powstała, w jakim kontekście była używana i jakie znaczenie przypisywano jej pierwotnie.

Dlatego nazwa powinna być traktowana przede wszystkim jako świadectwo tradycji związanej z miejscem, a nie jako dowód jego przeznaczenia.

Nazwa może opowiadać historię miejsca. Nie zawsze jednak mówi prawdę o jego pierwotnej funkcji.

DLACZEGO UZNANO JE ZA MIEJSCE KULTOWE?

Nie chodziło wyłącznie o kamienie.

Stanowisko znajdowało się w zalesionym terenie, a w jego szerszym otoczeniu wskazywano również miejsca związane z pochówkami.

Taki kontekst przestrzenny sprawił, że Długi Kąt zaczęto rozpatrywać jako miejsce potencjalnie związane ze sferą kultową.

Możemy wyobrazić sobie krajobraz tego miejsca sprzed wielu stuleci.

Wzgórze.

Las.

Woda u jego podstawy.

Układ dużych kamieni.

Wewnątrz szczególny, płaski głaz.

W niedalekim sąsiedztwie miejsca związane ze zmarłymi.

Czy wszystkie te elementy tworzyły jeden kompleks?

Tego właśnie nie wiemy. Możemy jedynie postawić taką hipotezę.

I właśnie tutaj pojawia się jeden z najważniejszych problemów badawczych. Nie znamy pewnej chronologii całego założenia. Bez ustalenia, kiedy poszczególne elementy powstały i czy rzeczywiście należały do jednego założenia, trudno jednoznacznie określić ich funkcję.

GALINDOWIE CZY PRUSOWIE?

Współczesne opisy często określają Długi Kąt jako miejsce kultu Galindów. Takie sformułowanie wymaga jednak wyjaśnienia.

Obszar dzisiejszej ziemi piskiej znajdował się w granicach historycznej Galindii, jednego z terytoriów związanych z dawnymi Prusami.

Nie oznacza to jednak automatycznie, że każda znajdująca się tutaj konstrukcja została zbudowana przez Galindów.

W przypadku Długiego Kąta nie dysponujemy dowodem pozwalającym bezspornie przypisać konstrukcję konkretnemu plemieniu pruskiemu.

Nie mamy inskrypcji. Nie mamy również znaleziska, które jednoznacznie wskazywałoby jej twórców.

Dlatego bezpieczniej mówić o stanowisku interpretowanym jako potencjalnie związane ze sferą kultową dawnych Prusów, znajdującym się na obszarze historycznej Galindii.

Określenie „ołtarz Galindów” jest częścią późniejszej interpretacji i pojawia się również w tytule opracowania poświęconego temu miejscu.

Nie jest jednak archeologicznie udowodnionym faktem, że znajdujący się tam głaz był ołtarzem Galindów.

ROK 1949. POJAWIA SIĘ NOWY, NIEZWYKLE WAŻNY ŚLAD

Historia Długiego Kąta nie kończy się na przedwojennych badaniach.

24 listopada 1949 roku Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie odpowiedziało na pismo dotyczące tak zwanego „Miejsca Kultu” w Długim Kącie.

Dokument potwierdza, że miejsce było znane muzealnikom również po wojnie.

Co więcej, muzeum planowało utworzenie tam specjalnego rezerwatu wiosną 1950 roku.

W dokumencie znalazła się również informacja, która do dziś budzi zainteresowanie.

Muzeum przypuszczało, że pod kamiennym kręgiem mogły znajdować się groby staropruskie z okresu rzymskiego.

I tutaj trzeba postawić wyraźną granicę. Nie był to wynik przeprowadzonych wykopalisk. Nie możemy więc napisać, że pod kręgiem znajdowały się groby.

Możemy powiedzieć jedynie:

W 1949 roku Państwowe Muzeum Archeologiczne przypuszczało, że pod kamiennym kręgiem mogą znajdować się groby staropruskie z okresu rzymskiego.

Była to hipoteza.

Interesująca i ważna, ale nadal tylko hipoteza.

CZY KAMIENNY KRĄG BYŁ ZWIĄZANY Z POCHÓWKAMI?

W późniejszej literaturze pojawia się możliwość związku Długiego Kąta z przestrzenią sepulkralną.

To jedna z najciekawszych możliwości interpretacyjnych.

Czy kamienny układ mógł być częścią przestrzeni związanej z pochówkami?

Czy jego funkcja mogła mieć związek nie tylko z obrzędami, lecz także ze sferą sepulkralną?

Tego również nie udało się dotąd jednoznacznie wykazać.

W przywoływanych opracowaniach nie znajdujemy wyników systematycznych badań całego założenia, które pozwoliłyby jednoznacznie ustalić jego chronologię i funkcję.

Nie dysponujemy również pełnym, opublikowanym zespołem materiałów archeologicznych bezpośrednio związanych z konstrukcją, który pozwoliłby jednoznacznie określić jej przeznaczenie.

Dlatego związek z nekropolą należy traktować jako hipotezę, a nie jako fakt.

Warto przy tym pamiętać, że określenia „kultowe”, „obrzędowe” i „sepulkralne” nie oznaczają tego samego. Miejsce związane z pochówkami nie musi być miejscem kultu, a miejsce kultu nie musi być jednocześnie miejscem pochówku.

Być może właśnie tutaj kryje się jedna z największych zagadek Długiego Kąta.

Nie pytanie, czy na tajemniczym głazie składano ofiary.

Znacznie ciekawsze jest inne pytanie:

Czy cały kamienny układ był częścią większej przestrzeni związanej ze zmarłymi i obrzędami?**

Tego nadal nie wiemy.

MIEJSCE, KTÓRE STOPNIOWO ZNIKAŁO

Już w 1925 roku część kamieni była zabrana. Stanowisko nie było więc zachowane w całości.

Po wojnie jego stan również nie był dobry.

Dokument Państwowego Muzeum Archeologicznego z 1949 roku wspomina o zniszczeniu około 300 letniej jodły, która wcześniej stanowiła charakterystyczny element krajobrazu tego miejsca.

Z biegiem czasu część pierwotnego układu uległa dalszym zmianom, a miejsce coraz bardziej przejmowała przyroda.

Dzisiejszy odwiedzający nie ogląda więc dokładnie tego samego obiektu, który w 1925 roku oglądał Wilhelm Gaerte.

Tym większe znaczenie ma jego opis.

To zapis wyglądu stanowiska z czasu, kiedy układ kamieni był jeszcze możliwy do rozpoznania.

DLACZEGO PO NIEMAL STU LATACH NADAL NIE ZNAMY ODPOWIEDZI?

Odpowiedź nie jest sensacyjna. Jest po prostu archeologiczna.

W przywoływanych opracowaniach nie znajdujemy wyników systematycznych i kompleksowych badań całego założenia, które pozwoliłyby jednoznacznie ustalić jego chronologię oraz funkcję.

Nie dysponujemy wynikami systematycznych badań wykopaliskowych obejmujących całe stanowisko.

Nie mamy również pełnego, opublikowanego zespołu materiałów archeologicznych, który można byłoby przypisać poszczególnym fazom użytkowania konstrukcji.

Nie wiadomo także, czy wszystkie elementy obecnego układu pochodzą z tego samego okresu.

Dlatego nadal pozostaje kilka możliwych interpretacji.

Mógł to być obiekt o funkcji kultowej.

Mógł być związany z przestrzenią sepulkralną.

Mógł mieć funkcję obrzędową.

Nie można również wykluczyć bardziej złożonej historii stanowiska i jego wielokrotnego wykorzystywania.

Żadnej z tych możliwości nie możemy dziś uznać za ostatecznie udowodnioną.

NAJWAŻNIEJSZE JEST JEDNAK TO, CZEGO NIE WIEMY

W historii takich miejsc bardzo łatwo dopowiedzieć brakujące elementy.

Można powiedzieć: „Tutaj Galindowie składali ofiary”.

Można powiedzieć:

„Ten kamień był ołtarzem”.

Można również powiedzieć „Tutaj odbywały się pogańskie sądy”.

Problem polega na tym, że źródła nie pozwalają nam wypowiedzieć tych zdań jako pewnych faktów.

I właśnie dlatego Długi Kąt jest tak fascynujący. Nie dlatego, że znamy jego tajemnicę. Fascynuje dlatego, że od niemal stu lat jej nie znamy.

NIEMAL STO LAT JEDNEJ ZAGADKI

W 1925 roku nauczyciel Skok z Bogumił zwrócił uwagę na niezwykłą grupę głazów.

Stanowisko obejrzał Wilhelm Gaerte.

Opisał układ kamieni interpretowany jako krąg o średnicy około 20 metrów. Zwrócił uwagę na brakujące głazy, starą jodłę oraz niezwykły, płaski kamień ułożony na mniejszych głazach.

Rok później opublikował swój opis.

Minęły kolejne dziesięciolecia. Zmieniały się granice. Zmieniały się nazwy. Miejsce, które przed 1903 rokiem nosiło nazwę Dlugikont, od 1903 roku nosiło niemiecką nazwę Klarheim, a po 1945 roku powróciło do nazwy Długi Kąt.

Zmieniała się również rzeczywistość polityczna i kulturowa tej części dawnych Prus Wschodnich.

Zmieniało się samo stanowisko. Kamienie znikały, konstrukcja traciła swoją pierwotną czytelność, a przyroda stopniowo zacierała ślady przeszłości.

W 1949 roku Państwowe Muzeum Archeologiczne planowało utworzenie w tym miejscu rezerwatu.

Jednocześnie przypuszczało, że pod kamiennym kręgiem mogą znajdować się groby staropruskie z okresu rzymskiego.

Hipoteza ta nie została jednak zweryfikowana w sposób, który pozwoliłby uznać ją za rozstrzygnięcie.

I właśnie dlatego pytanie pozostało.

Czy człowiek, który prawie sto lat temu stanął w tym lesie, patrzył na miejsce, w którym przed wiekami odprawiano obrzędy?

Czy patrzył na przestrzeń związaną z pochówkami? A może na konstrukcję o zupełnie innym przeznaczeniu?

Być może patrzył na miejsce, którego prawdziwej historii nie potrafił jeszcze odczytać.

Dzisiaj mamy znacznie szerszą wiedzę o archeologii dawnych Prus oraz o możliwych funkcjach miejsc związanych ze sferą kultową i sepulkralną.

Nie oznacza to jednak, że znamy odpowiedź dotyczącą Długiego Kąta.

Paradoksalnie nadal brakuje nam tego, co byłoby najważniejsze: systematycznych badań samego stanowiska.

I dlatego po niemal stu latach wciąż możemy zadać to samo pytanie:

CZYM NAPRAWDĘ BYŁ „POGAŃSKI SĄD” niedaleko PISZA? Nie musimy nazywać go „ołtarzem Galindów”. Nie musimy nazywać go „miejscem mocy”, ponieważ takie określenie nie należy do terminologii archeologicznej.

Możemy natomiast powiedzieć coś znacznie ciekawszego.

Długi Kąt pozostaje jedną z nierozwiązanych zagadek archeologicznego krajobrazu dawnej ziemi piskiej. Nie dlatego, że brakuje opowieści. Opowieści jest bardzo wiele. Problem polega na tym, że nadal brakuje dowodów, które pozwoliłyby jedną z nich uznać za prawdę.

Bo czasami najbardziej fascynująca historia to nie ta, w której znamy odpowiedź. Najbardziej fascynująca jest ta, która po niemal stu latach wciąż każe nam pytać. 😀

ŹRÓDŁA I OPRACOWANIA

Wilhelm Gaerte, „Die „Kultstätte“ von Klarheim, Kr. Johannisburg”, „Prussia”, Heft 26, 1926, s. 319 do 320.

Ryszard Wojciech Pawlicki, Piotr Sikorski, „Z dziejów Ziemi Piskiej. Ołtarz Galindów w Długim Kącie”, w: „Czarownice. Funeralia Lednickie 2”, red. Jacek Wrzesiński, Wrocław, Sobótka 2000, s. 147 do 150.

Mirosław J. Hoffmann, „Miejsca i obrzędy kultu pogańskich Prusów”, w: „Czarownice. Funeralia Lednickie 2”, Olsztyn 2000, s. 151 do 166.

Robert Klimek, „Kamienie kultowe na ziemiach pruskich”, w: Robert Klimek, Seweryn Szczepański, red., „Kamienie w historii, kulturze i religii”, Olsztyn 2010, s. 62 do 109.

Dokument Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie z 24 listopada 1949 roku, dotyczący „Miejsca Kultu” w Długim Kącie, zachowany w dokumentacji archiwalnej Muzeum Warmii i Mazur.

📸 𝗗𝘄𝗮 𝗞𝗮𝗱𝗿𝘆 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶  #006𝗛𝗢𝗧𝗘𝗟 𝗚𝗥𝗔𝗙 𝗬𝗢𝗥𝗖𝗞 𝗪 𝗣𝗜𝗦𝗭𝗨. 𝗖𝗭ĘŚĆ 𝗜𝗖𝗢 𝗦𝗧𝗔Ł𝗢 𝗪 𝗧𝗬𝗠 𝗠𝗜𝗘𝗝𝗦𝗖𝗨, 𝗭𝗔𝗡𝗜𝗠 𝗣𝗢𝗪𝗦𝗧𝗔Ł 𝗛𝗢𝗧𝗘𝗟 𝗚𝗥𝗔𝗙 𝗬𝗢𝗥𝗖𝗞?Dziś, ...
25/08/2026

📸 𝗗𝘄𝗮 𝗞𝗮𝗱𝗿𝘆 𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 #006

𝗛𝗢𝗧𝗘𝗟 𝗚𝗥𝗔𝗙 𝗬𝗢𝗥𝗖𝗞 𝗪 𝗣𝗜𝗦𝗭𝗨. 𝗖𝗭ĘŚĆ 𝗜

𝗖𝗢 𝗦𝗧𝗔Ł𝗢 𝗪 𝗧𝗬𝗠 𝗠𝗜𝗘𝗝𝗦𝗖𝗨, 𝗭𝗔𝗡𝗜𝗠 𝗣𝗢𝗪𝗦𝗧𝗔Ł 𝗛𝗢𝗧𝗘𝗟 𝗚𝗥𝗔𝗙 𝗬𝗢𝗥𝗖𝗞?

Dziś, patrząc na stare fotografie Pisza, łatwo zauważyć Hotel Graf Yorck. Jego wysoka sylwetka, charakterystyczne wieżyczki i położenie przy rynku sprawiają, że trudno pomylić go z innym budynkiem. Jednak na jednym ze starszych zdjęć... hotelu jeszcze nie ma. Jest za to niski, jednopiętrowy dom i właśnie od tego domu zaczyna się nasza historia.

Jest początek XX wieku. Dawny Johannisburg żyje swoim codziennym rytmem. Na rynku pojawiają się mieszkańcy, przechodnie i kupcy, a wokół stoją domy, sklepy i miejskie zabudowania. Wśród nich znajduje się niewysoki, jednopiętrowy budynek, zwyczajny dom, który wówczas był po prostu częścią miejskiego krajobrazu.

Nikt nie mógł wtedy wiedzieć, że jego fotografia, wykonana około 1901 roku, po ponad stu latach stanie się dla nas ważnym śladem przeszłości miasta.

NA STARYM ZDJĘCIU

Na fotografii widzimy rynek dawnego Johannisburga. W oddali dostrzegamy wieżę kościoła, a na pierwszym planie, na wprost, niski, jednopiętrowy budynek. Fotografia została opisana jako „Johannisburg, Ostpreußen, Marktplatz mit Rathaus” i datowana na około 1901 rok.

To właśnie ten obraz pozwala nam cofnąć się do czasu, kiedy Hotelu Graf Yorck jeszcze tutaj nie było. Nie ma jeszcze wysokiej sylwetki hotelu ani charakterystycznych wieżyczek. Jest za to stara zabudowa rynku, a wśród niej dom, od którego zaczynamy nasze poszukiwania.

WSPOMNIENIE ERNSTA RIMMECKA

Po wielu latach do dawnego Johannisburga wrócił pamięcią Ernst Rimmeck, urodzony w tym mieście w 1890 roku. W swoich wspomnieniach, opublikowanych w 1959 roku, opisywał miejsca, które znał z dzieciństwa.

Pisząc o miejscu, w którym później znajdował się Hotel Graf Yorck, wspominał wcześniejszy, długi, jednopiętrowy dom. Twierdził również, że sam urodził się w tym budynku.

To niezwykle ważna informacja, ponieważ pochodzi od człowieka urodzonego w Johannisburgu, który opisywał miasto z perspektywy własnych wspomnień.

Jego relację możemy zestawić z zachowaną fotografią niskiego, jednopiętrowego domu. Fotografia pokazuje nam jego wygląd, a wspomnienie Rimmecka daje nam świadectwo dotyczące wcześniejszej zabudowy tego miejsca.

STARY DOM ZNIKA

Tak więc na pierwszej fotografii z 1901 roku widzimy niski, jednopiętrowy budynek. Na fotografii z 1907 roku tego budynku już nie ma. W jego miejscu stoi Hotel Graf Yorck.

Pomiędzy tymi dwoma obrazami nastąpiła zasadnicza zmiana zabudowy tej części rynku. Pojawiła się zupełnie nowa budowla, Hotel Graf Yorck, którego charakterystyczna sylwetka stała się później jednym z rozpoznawalnych elementów dawnego Johannisburga.

HOTEL GRAF YORCK

Na jednej z zachowanych fotografii widnieje opis „Pisz. Hotel Graf Yorck, fot. 1907 r.”.

Rok 1907 daje nam ważny punkt odniesienia. W tym czasie hotel już stoi. Nie możemy jednak powiedzieć, że właśnie w 1907 roku został zbudowany, ponieważ rok 1907 jest datą wykonania fotografii, a nie potwierdzoną datą rozpoczęcia lub zakończenia budowy.

SKĄD WZIĘŁA SIĘ NAZWA HOTELU?

Nazwa Hotel Graf Yorck nie była przypadkowa. Hotel otrzymał ją na cześć Hansa Davida Ludwiga Yorcka von Wartenburga, którego nazwisko było związane z Johannisburgiem już pod koniec XVIII wieku.

Hans David Ludwig Yorck został w 1797 roku dowódcą batalionu fizylierów stacjonującego w Johannisburgu. W 1798 roku zbudował tutaj własny dom, który jesienią tego samego roku już zamieszkiwał. W 1799 roku sprzedał swoją nieruchomość wraz z ogrodem za 1600 talarów.

Ponad sto lat później jego nazwisko otrzymał hotel stojący przy rynku Johannisburga. W ten sposób pamięć o Yorcku została zachowana w przestrzeni miasta.

HISTORIA, KTÓRA ZOSTAŁA NA ZDJĘCIU

Dzisiaj wiemy, że w miejscu, gdzie obecnie budowany jest w Piszu nowy PDK, stał kiedyś stary, niski dom. Wiemy też, że już go nie ma. Wiemy, co pojawiło się później. W tym miejscu wybudowano Hotel Graf Yorck.

Pomiędzy tymi dwoma obrazami znajduje się historia przemiany Johannisburga, dzisiejszego Pisza. I właśnie dlatego te fotografie są tak ważne.

Bo zanim Hotel Graf Yorck stał się jednym z symboli dawnego Johannisburga, w tym miejscu toczyło się zwyczajne życie. Jego ślad pozostał właśnie na tej starej fotografii z 1901 roku.

W NASTĘPNYM ODCINKU

W drugiej części pójdziemy dalej śladem Hotelu Graf Yorck. Spróbujemy ustalić, kiedy dokładnie pojawił się na rynku Johannisburga i jak wyglądały pierwsze lata jego historii.

Będziemy szukać kolejnych fotografii, map i dokumentów, aby krok po kroku odtworzyć historię tego miejsca.

OPRACOWAMIE: FKM

Źródła:
Ernst Rimmeck, „Abenteuer und Jungenstreiche in Johannisburg”, „Das Ostpreußenblatt”, 17 października 1959 roku.

Otto Nasemann, „York, Hans David Ludwig Graf Y. von Wartenburg”, Allgemeine Deutsche Biographie, t. 44, 1898, s. 594–606.

Herm. Schulz, „Johannisburg, Ostpreußen, Marktplatz mit Rathaus”, około 1901 roku, Zeno Ansichtskarten, ID 20000621455.

„Jantarowe Szlaki”, fotografia „Pisz. Hotel Graf Yorck, fot. 1907 r.”.

„Johannisburger Heimatbrief”, materiały dotyczące Hotelu Graf Yorck i historii Johannisburga.

Archiwum Zdjęć Prusy Wschodnie, materiały dotyczące Johannisburga i Hotelu Graf Yorck.

Fotografia udostępniona przez Archiwum Zdjęć Prusy Wschodnie za zgodą archiwum. Koloryzacja fotografii wykonana za zgodą Archiwum Zdjęć Prusy Wschodnie.

📖 𝗭 𝗸𝗮𝗿𝘁 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 𝗠𝗮𝘇𝘂𝗿  #004𝗞𝗜𝗘𝗗𝗬 𝗖𝗘𝗦𝗔𝗥𝗭 𝗥𝗢𝗦𝗝𝗜 𝗣𝗥𝗭𝗬𝗕𝗬Ł 𝗗𝗢 𝗣𝗜𝗦𝗭𝗔 ? 𝗖𝗭𝗧𝗘𝗥𝗬 𝗗𝗡𝗜, 𝗞𝗧Ó𝗥𝗘 𝗭𝗔𝗣𝗜𝗦𝗔Ł𝗔 𝗛𝗜𝗦𝗧𝗢𝗥𝗜𝗔.Styczeń 1813 roku...
24/08/2026

📖 𝗭 𝗸𝗮𝗿𝘁 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 𝗠𝗮𝘇𝘂𝗿 #004

𝗞𝗜𝗘𝗗𝗬 𝗖𝗘𝗦𝗔𝗥𝗭 𝗥𝗢𝗦𝗝𝗜 𝗣𝗥𝗭𝗬𝗕𝗬Ł 𝗗𝗢 𝗣𝗜𝗦𝗭𝗔 ? 𝗖𝗭𝗧𝗘𝗥𝗬 𝗗𝗡𝗜, 𝗞𝗧Ó𝗥𝗘 𝗭𝗔𝗣𝗜𝗦𝗔Ł𝗔 𝗛𝗜𝗦𝗧𝗢𝗥𝗜𝗔.
Styczeń 1813 roku był jednym z tych momentów, kiedy wielka historia Europy wkroczyła bezpośrednio w życie mieszkańców Prus Wschodnich. Po nieudanej wyprawie Napoleona na Rosję przez region zaczęły przemieszczać się kolejne oddziały wojskowe. Francuzi wycofywali się, a za nimi posuwały się wojska rosyjskie. Drogi zapełniły się żołnierzami, końmi i taborem, a miasta i wsie musiały przyjmować ludzi, którzy pojawiali się tam za sprawą wojny.

Na tej drodze znalazł się również Jańsbork, dzisiejszy Pisz.

𝗭𝗮𝗻𝗶𝗺 𝗷𝗲𝗱𝗻𝗮𝗸 𝘀𝗽𝗼𝗷𝗿𝘇𝘆𝗺𝘆 𝗻𝗮 𝘄𝘆𝗱𝗮𝗿𝘇𝗲𝗻𝗶𝗮 𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟭𝟴𝟭𝟯 𝗿𝗼𝗸𝘂, 𝘄𝗮𝗿𝘁𝗼 𝘇𝗮𝘁𝗿𝘇𝘆𝗺𝗮𝗰́ 𝘀𝗶𝗲̨ 𝗽𝗿𝘇𝘆 𝘀𝗮𝗺𝗲𝗷 𝗻𝗮𝘇𝘄𝗶𝗲 𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁𝗮.

Nazwa Pisz ma znacznie starszą historię niż nazwa Jańsbork. Według przyjmowanego w opracowaniach wyjaśnienia nazwa Pisz wiązana jest ze staropruskim słowem „pisa”, oznaczającym bagno lub mokradło. Z tym określeniem wiązana jest również nazwa rzeki Pisy, a od niej nazwa osady.

Nazwa Johannisburg pojawiła się natomiast najpierw w odniesieniu do krzyżackiego zamku. Później została związana również z osadą i miastem. W 1645 roku Pisz otrzymał prawa miejskie, a w przywileju lokacyjnym zapisano nazwę Johannisburg. Polscy mieszkańcy używali formy Jańsbork.

Kiedy więc XIX wieczne źródło opisuje wydarzenia w Jańsborku, mówi o mieście, które dzisiaj znamy jako Pisz.

W „Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”, w haśle dotyczącym Jańsborka, zachował się opis wydarzeń związanych z przemarszem wojsk na przełomie 1812 i 1813 roku.

Według tego przekazu od 12 grudnia 1812 roku do połowy stycznia 1813 roku przez miasto przechodziły liczne oddziały francuskie. 15 stycznia przez Jańsbork przechodził pułkownik Dawidow z trzema pułkami Kozaków, poprzedzając główną armię księcia Kutuzowa.

Denis Dawidow był rosyjskim oficerem kawalerii, który brał udział w walkach przeciwko wojskom Napoleona. Michaił Kutuzow był rosyjskim feldmarszałkiem i jednym z najważniejszych dowódców rosyjskiej armii podczas wojny z Napoleonem. Obecność Dawidowa i jego oddziałów w Jańsborku pokazuje, że miasto znajdowało się na szlaku przemieszczania się wojsk rosyjskich, które po kampanii rosyjskiej ruszyły na zachód.

𝗞𝗶𝗹𝗸𝗮 𝗱𝗻𝗶 𝗽𝗼́𝘇́𝗻𝗶𝗲𝗷 𝘄𝘆𝗱𝗮𝗿𝘇𝘆ł𝗼 𝘀𝗶𝗲̨ 𝗰𝗼𝘀́, 𝗰𝗼 𝗻𝗮 𝘇𝗮𝘄𝘀𝘇𝗲 𝘄𝘆𝗿𝗼́𝘇̇𝗻𝗶ł𝗼 𝘁𝗲𝗻 𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗼𝘄𝘆 𝗲𝗽𝗶𝘇𝗼𝗱 𝘄 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁𝗮.

23 stycznia 1813 roku do Jańsborka przybył Aleksander I, cesarz Rosji.

Według zachowanego przekazu przybył z Ełku, a mieszkańcy miasta niemal na milę wyszli mu naprzeciw. Miał zaledwie 35 lat.

𝗡𝗮𝗷𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗶𝗲𝗷 𝗶𝗻𝘁𝗲𝗿𝗲𝘀𝘂𝗷𝗮̨𝗰𝘆 𝗳𝗿𝗮𝗴𝗺𝗲𝗻𝘁 𝗼𝗽𝗶𝘀𝘂 𝗱𝗼𝘁𝘆𝗰𝘇𝘆 𝗷𝗲𝗱𝗻𝗮𝗸 𝗱𝗿𝗼𝗴𝗶, 𝗸𝘁𝗼́𝗿𝗮̨ 𝗔𝗹𝗲𝗸𝘀𝗮𝗻𝗱𝗲𝗿 𝗺𝗶𝗮ł 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗯𝘆𝗰́ 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱 𝗱𝗼𝘁𝗮𝗿𝗰𝗶𝗲𝗺 𝗱𝗼 𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁𝗮.

XIX wieczne źródło podaje, że cesarz wraz z otoczeniem, „począwszy od jeziora Drygal”, puścił się konno jeziorem Warzno ku Jańsborkowi.

To zdanie jest szczególnie interesujące, ponieważ wskazuje konkretny punkt, od którego rozpoczyna się opis tego odcinka podróży.

Najpierw pojawia się tajemnicze jezioro Drygal.

Następnie źródło wymienia jezioro Warzno.

Dopiero dalej wskazuje Jańsbork jako cel podróży.

Warzno możemy utożsamiać z dzisiejszym jeziorem Roś.

Dawne źródła potwierdzają nazwę Warzno, a późniejsze opracowania łączą ją z jeziorem Roś. W materiałach dotyczących historii regionu występują również dawne formy tej nazwy. Współczesne opracowania onomastyczne podają konkretną starszą dokumentację: 1365 Warssen, 1367 Worzen, 1453 Warschaw, Warschau See, pol. gw. Warzno, od 1950 Roś.

𝗭𝗻𝗮𝗰𝘇𝗻𝗶𝗲 𝘁𝗿𝘂𝗱𝗻𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝗮 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗸𝘄𝗲𝘀𝘁𝗶𝗮 𝗻𝗮𝘇𝘄𝘆 𝗗𝗿𝘆𝗴𝗮𝗹.

XIX wieczny przekaz rzeczywiście mówi o „jeziorze Drygal”. To nie jest współczesna rekonstrukcja ani późniejsza legenda. Taka nazwa znajduje się bezpośrednio w źródle opisującym podróż Aleksandra I w styczniu 1813 roku.

Problem polega na tym, że nie udało się potwierdzić, jaki współczesny zbiornik wodny odpowiadałby temu określeniu.

Sama forma „Drigal” jest historycznie związana z nazwą dzisiejszych Drygał. Nie oznacza to jednak, że możemy utożsamić „jezioro Drygal” z konkretnym jeziorem znajdującym się w pobliżu Drygał.

Nie mamy na to wystarczającego dowodu.

Nie możemy również z całą pewnością stwierdzić, że autor XIX wiecznego przekazu popełnił błąd.

Najuczciwiej jest więc pozostawić nazwę dokładnie tam, gdzie znajduje się w źródle, i uznać jej identyfikację za nierozstrzygniętą. 𝗗𝗿𝘆𝗴𝗮𝗹 𝗽𝗼𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮𝗷𝗲 𝘇𝗮𝗴𝗮𝗱𝗸𝗮̨.

𝗞𝗢𝗡𝗡𝗢 - przez jezioro Roś / dawniej Warzno /

Przekaz opisuje podróż Aleksandra jako podróż konną. Niektóre artykuły wspominają o saniach. Nie ma podstaw, aby przedstawiać cesarza przemierzającego zimowy krajobraz Pisza w saniach tylko dlatego, że wydarzenie miało miejsce w styczniu.

𝗣𝗼 𝗽𝗿𝘇𝘆𝗯𝘆𝗰𝗶𝘂 𝗱𝗼 𝗝𝗮ń𝘀𝗯𝗼𝗿𝗸𝗮 𝗔𝗹𝗲𝗸𝘀𝗮𝗻𝗱𝗲𝗿 𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮ł 𝘂𝗿𝗼𝗰𝘇𝘆ś𝗰𝗶𝗲 𝗽𝗿𝘇𝘆𝗷ę𝘁𝘆.

Miasto było iluminowane, a na środku rynku wzniesiono obelisk wysokości trzydziestu stóp, czyli około dziewięciu metrów.

Na obelisku umieszczono napis:

„Heil dem Befreier Europas Alexander dem Grossen.”

Można go przetłumaczyć jako:

„Chwała wybawcy Europy, Aleksandrowi Wielkiemu.”

Trudno o bardziej wymowny obraz politycznej atmosfery początku 1813 roku. Jeszcze niedawno przez Jańsbork przechodziły oddziały francuskie, teraz natomiast w mieście pojawił się rosyjski cesarz, jeden z głównych przeciwników Napoleona.

𝗔𝗹𝗲𝗸𝘀𝗮𝗻𝗱𝗲𝗿 𝘇𝗮𝘁𝗿𝘇𝘆𝗺𝗮ł 𝘀𝗶ę 𝘄 𝗝𝗮ń𝘀𝗯𝗼𝗿𝗸𝘂. 𝗜 𝘄ł𝗮ś𝗻𝗶𝗲 𝘁𝘂𝘁𝗮𝗷 𝗽𝗼𝗷𝗮𝘄𝗶𝗮 𝘀𝗶ę 𝗸𝗼𝗹𝗲𝗷𝗻𝗮 𝘇𝗮𝗴𝗮𝗱𝗸𝗮, 𝘁𝘆𝗺 𝗿𝗮𝘇𝗲𝗺 𝘇𝘄𝗶ą𝘇𝗮𝗻𝗮 𝘇 𝗰𝘇ł𝗼𝘄𝗶𝗲𝗸𝗶𝗲𝗺 𝗻𝗮𝘇𝘄𝗶𝘀𝗸𝗶𝗲𝗺 𝗠𝗶𝘀𝗰𝗵𝗲𝗹𝗹.

XIX wieczny „Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego” podaje, że cesarz zamieszkał w domu „rzecznika Mischell”. W późniejszym opracowaniu „Pisz. Z dziejów miasta i powiatu”, wydanym w Olsztynie w 1970 roku pod redakcją Wandy Koryckiej, Mischell został natomiast określony jako rzeźnik.

𝗥𝘇𝗲𝗰𝘇𝗻𝗶𝗸 𝗰𝘇𝘆 𝗿𝘇𝗲ź𝗻𝗶𝗸?

Nie udało się odnaleźć niezależnego dokumentu z 1813 roku, który pozwalałby tę rozbieżność rozstrzygnąć.

Dlatego nie powinniśmy wybierać jednej wersji tylko dlatego, że brzmi bardziej prawdopodobnie.

Możemy powiedzieć jedynie tyle, ile rzeczywiście wynika ze źródeł. Aleksander według zachowanych przekazów zatrzymał się w domu Mischella. Natomiast jego dokładna funkcja pozostaje niepewna.

𝗧𝗮 𝗼𝘀𝘁𝗿𝗼ż𝗻𝗼ść 𝗽𝗼𝗸𝗮𝘇𝘂𝗷𝗲 𝗿óż𝗻𝗶𝗰ę 𝗺𝗶ę𝗱𝘇𝘆 𝗹𝗲𝗴𝗲𝗻𝗱ą 𝗮 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶ą.

Historia nie polega na tym, aby każdą lukę natychmiast czymś wypełnić. Czasami najważniejszą informacją jest właśnie świadomość tego, czego nie potrafimy już ustalić.

Aleksander pozostał w Jańsborku do 26 stycznia 1813 roku. Krótko przed jego odjazdem, około południa, do miasta przybył wielki książę Konstanty wraz z oddziałem ciężkiej kawalerii. Po południu Aleksander opuścił Jańsbork i udał się w kierunku Friedrichshof, czyli dzisiejszych Rozóg, a potem do Wielbarka.

𝗪 𝘁𝗲𝗻 𝘀𝗽𝗼𝘀ó𝗯 𝗸𝗼ń𝗰𝘇ą 𝘀𝗶ę 𝗰𝘇𝘁𝗲𝗿𝘆 𝗱𝗻𝗶, 𝗼𝗱 𝟮𝟯 𝗱𝗼 𝟮𝟲 𝘀𝘁𝘆𝗰𝘇𝗻𝗶𝗮 𝟭𝟴𝟭𝟯 𝗿𝗼𝗸𝘂, 𝗸𝘁ó𝗿𝗲 𝗻𝗮 𝘇𝗮𝘄𝘀𝘇𝗲 𝗽𝗼łą𝗰𝘇𝘆ł𝘆 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶ę 𝗣𝗶𝘀𝘇𝗮 𝘇 𝗷𝗲𝗱𝗻𝘆𝗺 𝘇 𝗻𝗮𝗷𝘄𝗮ż𝗻𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝘆𝗰𝗵 𝘄𝘆𝗱𝗮𝗿𝘇𝗲ń 𝗲𝗽𝗼𝗸𝗶 𝗻𝗮𝗽𝗼𝗹𝗲𝗼ń𝘀𝗸𝗶𝗲𝗷. :)

Dzisiaj, patrząc na Pisz, trudno wyobrazić sobie, że ponad dwieście lat temu przez ten sam krajobraz przechodziły oddziały wielkich armii europejskich, a mieszkańcy miasta wychodzili na spotkanie rosyjskiego cesarza.

Jezioro Roś jest dziś częścią krajobrazu Pisza. W styczniu 1813 roku występowało jednak w źródle pod nazwą Warzno i stało się częścią niezwykłego opisu podróży Aleksandra I.

𝗝𝗲𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲 𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮𝘄𝘀𝘇𝗮 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮 𝘁𝗮𝗷𝗲𝗺𝗻𝗶𝗰𝘇𝗲𝗴𝗼 𝗗𝗿𝘆𝗴𝗮𝗹.

Być może kryje się za nim nazwa związana z miejscowością Drygały. Być może w dawnym przekazie doszło do pomyłki. Być może odpowiedź znajduje się w źródle, którego jeszcze nie odnaleźliśmy.

Na obecnym etapie badań nie możemy jednak tego rozstrzygnąć.

I właśnie dlatego nie należy tworzyć na współczesnej mapie dokładnej trasy Aleksandra, wskazywać konkretnego domu jako domu Mischella ani dopisywać szczegółów jego podróży, których nie znajdujemy w zachowanym przekazie.

Nie ma również powodu, aby zamieniać konie na sanie tylko po to, aby opowieść lepiej odpowiadała naszym wyobrażeniom o zimowej podróży cara.

𝗦𝗮𝗺𝗮 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮 𝗷𝗲𝘀𝘁 𝘄𝘆𝘀𝘁𝗮𝗿𝗰𝘇𝗮𝗷ą𝗰𝗼 𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮𝘄𝗮.

Jest w niej wojna Napoleona z Rosją, przemarsz francuskich i rosyjskich wojsk, Kozacy Dawidowa, armia Kutuzowa, przyjazd Aleksandra I z Ełku, mieszkańcy Jańsborka wychodzący mu naprzeciw, uroczyste iluminacje, obelisk na rynku, tajemniczy Mischell, jezioro Warzno, które możemy utożsamiać z dzisiejszym Rosiem, oraz zagadkowy „Drygal”, którego znaczenia nadal nie potrafimy jednoznacznie wyjaśnić.

𝗡𝗶𝗲 𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯𝗮 𝘁𝗲𝗷 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 𝘂𝗽𝗶ę𝗸𝘀𝘇𝗮ć.

𝗡𝗶𝗲 𝘁𝗿𝘇𝗲𝗯𝗮 𝘁𝘄𝗼𝗿𝘇𝘆ć 𝗹𝗲𝗴𝗲𝗻𝗱𝘆 𝘁𝗮𝗺, 𝗴𝗱𝘇𝗶𝗲 𝘇𝗮𝗰𝗵𝗼𝘄𝗮ł𝗼 𝘀𝗶ę ź𝗿ó𝗱ł𝗼.

𝗗𝗮𝘄𝗻𝘆 𝗝𝗮ń𝘀𝗯𝗼𝗿𝗸 𝘁𝗼 𝗱𝘇𝗶𝘀𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝘆 𝗣𝗶𝘀𝘇.

𝗗𝗮𝘄𝗻𝗲 𝗪𝗮𝗿𝘇𝗻𝗼 𝗺𝗼ż𝗲𝗺𝘆 𝘂𝘁𝗼ż𝘀𝗮𝗺𝗶𝗮ć 𝘇 𝗱𝘇𝗶𝘀𝗶𝗲𝗷𝘀𝘇𝘆𝗺 𝗷𝗲𝘇𝗶𝗼𝗿𝗲𝗺 𝗥𝗼ś.

𝗔 „𝗗𝗿𝘆𝗴𝗮𝗹” 𝗽𝗼𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮𝗷𝗲 𝗽𝘆𝘁𝗮𝗻𝗶𝗲𝗺, 𝗸𝘁ó𝗿𝗲 𝗯𝘆ć 𝗺𝗼ż𝗲 𝗸𝗶𝗲𝗱𝘆ś 𝘂𝗱𝗮 𝘀𝗶ę 𝗿𝗼𝘇𝘄𝗶ą𝘇𝗮ć.

𝗠𝗼ż𝗲 𝘄ł𝗮ś𝗻𝗶𝗲 𝗻𝗮 𝘁𝘆𝗺 𝗽𝗼𝗹𝗲𝗴𝗮 𝘂𝗿𝗼𝗸 𝗵𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗶 𝗻𝗮𝘀𝘇𝗲𝗴𝗼 𝗺𝗶𝗮𝘀𝘁𝗮.

𝗛𝗶𝘀𝘁𝗼𝗿𝗶𝗮 𝗻𝗶𝗲 𝗺𝘂𝘀𝗶 𝗯𝘆ć 𝗯𝗮𝗿𝗱𝘇𝗶𝗲𝗷 𝗲𝗳𝗲𝗸𝘁𝗼𝘄𝗻𝗮, 𝗻𝗶ż 𝗽𝗼𝘇𝘄𝗮𝗹𝗮𝗷ą 𝗻𝗮 𝘁𝗼 ź𝗿ó𝗱ł𝗮. 𝗣𝗼𝘄𝗶𝗻𝗻𝗮 𝗯𝘆ć 𝗽𝗿𝘇𝗲𝗱𝗲 𝘄𝘀𝘇𝘆𝘀𝘁𝗸𝗶𝗺 𝘂𝗰𝘇𝗰𝗶𝘄𝗮 𝘄𝗼𝗯𝗲𝗰 𝘁𝗲𝗴𝗼, 𝗰𝗼 𝗽𝗼 𝗻𝗶𝗲𝗷 𝗽𝗼𝘇𝗼𝘀𝘁𝗮ł𝗼.

ŹRÓDŁA:

„Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”, hasło „Jańsbork”.

Wanda Korycka, red., „Pisz. Z dziejów miasta i powiatu”, Olsztyn 1970.

Materiały historyczne dotyczące dawnych nazw Pisza i jeziora Roś.

Materiały dotyczące historycznych form nazwy Drygał.

Adres

Pisz

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Filmowa Kronika Mazur umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij