16/05/2026
Dziś długo oczekiwana recenzja płyty "Nemesis" zespołu Frontside w KURDE TV bez lukrowania, jak zawsze szczerze i do bólu !.
Frontside wraca po ośmiu latach ciszy z albumem „Nemesis” i robi to w momencie, który z definicji nie jest łatwy, nowy wokal, inna scena, inne standardy produkcji i oczekiwania fanów, które wciąż wiszą gdzieś między sentymentem a realiami współczesnego metalu. Płyta została przesłuchana kilka razy zanim powstała ta recenzja i to nie jest żadna formalność, przy takim powrocie pierwszy odsłuch potrafi być mylący, drugi weryfikuje emocje, a dopiero kolejne pokazują, co realnie zostaje. Zbierałem się do niej trochę jak do jeża, bo Frontside to marka, która zawsze niesie ze sobą bagaż historii i oczekiwań. W końcu jednak jest i można o niej mówić na chłodno.
„Nemesis” brzmi nowocześnie, ciężko i bardzo spójnie. Produkcja jest gęsta, nisko osadzona i nastawiona na fizyczny nacisk, to nie jest płyta, która chce być ładna, tylko ma być miażdżąca. I w tym aspekcie działa bardzo dobrze, bo całość trzyma się jednego, konsekwentnego kierunku brzmieniowego. Problem pojawia się w tym, że ta konsekwencja szybko zamienia się w powtarzalność. Struktury utworów często krążą wokół tego samego schematu: mid-tempo, riff, breakdown, growl, breakdown. Każdy element osobno robi robotę, ale w dłuższym dystansie zaczyna brakować zaskoczenia i oddechu między uderzeniami. Nowy wokalista wypada solidnie technicznie, jest agresja, kontrola i ciężar, czyli wszystko, co w tym gatunku jest wymagane. Ale jednocześnie brakuje mu jeszcze tego trudnego do zdefiniowania elementu, który robi różnicę między „dobrym wykonaniem” a „rozpoznawalnym głosem zespołu”. Nie chodzi o umiejętności, tylko o charakter, który sprawia, że refren zostaje w głowie po jednym przesłuchaniu. Tu jest bardziej funkcjonalnie niż ikonicznie, i to czuć. Kompozycyjnie album trzyma poziom, ale rzadko wychodzi poza bezpieczną strefę. Są momenty, w których Frontside naprawdę łapie oddech szczególnie wtedy, gdy zwalnia, buduje napięcie i nie idzie od razu w oczywisty atak breakdownów. Problem w tym, że takich momentów jest za mało, żeby mówić o płycie jako o czymś przełomowym. Brakuje jednego, wyraźnego hymnu, który spinałby całość i wynosił ją ponad resztę materiału. Finał również nie domyka emocji tak mocno, jak sugerowałby tytuł „Nemesis”.
Lirycznie i klimatycznie Frontside pozostaje w swoim sprawdzonym świecie - gniew, chaos, rozpad, społeczna krytyka i agresywny komentarz do rzeczywistości. To działa, ale nie zaskakuje. Jest konsekwentne, momentami mocne, ale bardziej jako kontynuacja niż rozwój. Całość sprawia wrażenie albumu bardzo dobrze wykonanego, ale rzadko ryzykującego. Finalnie „Nemesis” to płyta, która utrzymuje Frontside w grze ciężka, spójna, profesjonalnie zrobiona, ale nie redefiniująca niczego ani w ich dyskografii, ani w szerszym kontekście gatunku. To solidny cios, który trafia, ale nie przewraca. I właśnie w tym tkwi jej sens oraz ograniczenie jednocześnie.
Ocena końcowa w KURDE TV: 8 / 10
Pogawędkę o płycie znajdziesz na kanale KURDE TV na YouTube.
https://www.youtube.com/watch?v=ugk2M0EBhVw&t=172s