15/05/2021
moje miasto, choć nie jestem stąd przecież. Lubię się po nim szwendać jak Japończyk na wakacjach. Są miejsca takie jak to, w których czas stoi... magia Warszawy, nie mojego i mojego domu. Lata temu, jak syrena, oczarowywała mnie każdym kolejnym dniem, każdym świtem, każdą wypitą lufką. Wciągała, wsysała mnie głębiej i głębiej wciąż, aż prawie straciłem dla niej głowę. Dała mi więcej niż chciałem mieć, więcej, niż mógłbym marzyć. Więcej dobrego i złego, dlatego tak mocno nią oddycham, dlatego tak ochoczo pozwalam jej się truć. Jest moja i nie jest zarazem. Jest piękna, olśniewająca i dystyngowana. Jest prosta, zdzirowata i wulgarna. Ma swoje cienie, ale też niepowtarzalny i wyjątkowy blask. I choć od trzech lat już ostro dryfuję w kierunku jezior, pól rzepaku i prostego giżyckiego życia, to wciąż mam ją w sobie, jakbym był nią nasączony, zainfekowany stołecznym sznytem. Jak facet z przeszłością i dziewczyna po przejściach. Już na zawsze Ukochana. 🌸🌸🌸