18/05/2026
Testowałem wcześniej wiele produktów, które miały być „pogromcami Dysona”, a okazywały się plastikową zabawką. Kiedy dostałem do testów Laresara V11, byłem nastawiony równie sceptycznie. Dyson w moim domu był królem – i umówmy się, marka zrobiła genialny marketing, wmawiając nam, że za dobry odkurzacz trzeba zapłacić sporą cene.
Ale po dwóch miesiącach testów obu sprzętów ramię w ramię... oddałem Dysona rodzicom. I powiem Ci wprost: przestań przepłacać za logo. Laresar V11 robi dokładnie to samo, a w kilku miejscach nawet ogrywa Dysona.
Laresar V11 ma bezszczotkowy silnik 650 W generujący ssanie na poziomie aż 75 kPa. Kiedy rozsypałem na grubym dywanie mąkę i ciężki żwirek dla kota, oba odkurzacze wciągnęły wszystko za pierwszym przejazdem. Laresar nie dostał przy tym zadyszki, a w trybie Turbo jego siła ssania wręcz przysysała szczotkę do podłogi. Efekt sprzątania? Identyczny. Cena? Kilkukrotnie niższa.
Dyson chwali się swoim podświetleniem kurzu a Laresar V11 ma dokładnie to samo – elektroszczotkę z 6-punktowym, zielonym światłem LED. Zgasiłem światło w salonie i odpaliłem oba. Zielone światło w Laresarze idealnie załamuje się na panelach, pokazując każdy najmniejszy włos mojego kota i drobinę kurzu. To nie jest gadżet, to całkowicie zmienia zasady gry, a w Laresarze dostajesz to w standardzie, bez dopłaty za „premium marketing”.
Laresar w trybie Eco pracuje do 90 minut, ale co ważniejsze: w trybie Turbo mogłem sprzątać przez bite 30 minut! Do tego bateria jest całkowicie wypinana. Jeśli masz wielki dom, dokupujesz drugą i sprzątasz bez przerwy.
Projektanci Dysona chyba rzadko sami sprzątają, skoro w flagowych modelach dają zbiorniki poniżej litra. Laresar V11 wjeżdża z mega zbiornikiem o pojemności 1,5 litra.
Przetestowałem to: posprzątałem całe mieszkanie , pełne sierści i kurzu, i ani razu nie musiałem iść do kosza. Opróżnianie? Jeden klik i brud wypada. Czysto, higienicznie, genialnie prosto.
Jeśli chcesz link z najtańszą obecnie ofertą sprawdź komentarz pod tym postem.⬇️