01/09/2025
America Fractured?
Trump rządzi dopiero od kilku miesięcy, a w dzieje się coś, co jeszcze niedawno wydawało się nie do pomyślenia. Gubernator Illinois i burmistrz Chicago ogłosili, że nie wpuszczą Gwardii Narodowej, jeśli prezydent zdecyduje się ją wysłać do miasta. Burmistrz poszedł jeszcze dalej i wydał formalne zarządzenie ograniczające współpracę policji z federalnymi.
Kilka dni temu aż 19 gubernatorów podpisało wspólne oświadczenie, w którym sprzeciwili się użyciu Gwardii Narodowej wbrew woli władz stanowych. Nazwali to nadużyciem władzy i złamaniem konstytucyjnego porządku.
To już nie są pojedyncze gesty oporu, lecz zorganizowany front przeciwko prezydentowi.
Na mapie oporu od dawna wyróżnia się także Kalifornia, funkcjonująca jak państwo w państwie ze swoją polityką klimatyczną, prawem pracy i regulacjami imigracyjnymi. W Utah przyjęto ustawę, która daje stanowi możliwość odrzucenia federalnych dyrektyw uznanych za niekonstytucyjne.
Na drugim biegunie znajduje się Teksas, gdzie gubernator Greg Abbott prowadzi własną „wojnę na granicy”, stawiając zasieki i używając Gwardii Narodowej wbrew decyzjom sądów i władz federalnych. Do tego dochodzi fakt, że od kilku lat w setkach hrabstw lokalni szeryfowie ogłaszają „strefy sanktuarium” dla broni, odmawiając egzekwowania prawa federalnego.
próbował „zgasić pożar ogniem”, wiążąc miliardy z funduszy transportowych z posłuszeństwem wobec swojej polityki imigracyjnej. Stało się odwrotnie i sąd zablokował ten plan, przypominając, że prezydent nie jest cesarzem. Sam fakt, że taki pomysł wyszedł z Białego Domu, pokazuje, jak głęboki jest dziś konflikt centrum ze stanami.
Różne tematy, ten sam mechanizm. Lokalne struktury coraz częściej stawiają się ponad władzą federalną.
Czy USA stoją przed rozpadem? Formalnie nie. Ale przypadek Illinois, Kalifornii, Teksasu, Utah i wspólnego frontu 19 stanów pokazuje jedno - Waszyngton traci autorytet, a Ameryka coraz częściej przypomina archipelag sprzecznych interesów. To już nie jest zwykła polityka. To pytanie o to, kto naprawdę rządzi w Stanach Zjednoczonych.
Na tę sytuację patrzą uważnie Pekin i Moskwa. Każdy taki gest buntu to dla nich prezent: osłabiona i skłócona Ameryka ma mniejszą zdolność do działania na świecie. Kreml nie musi robić wiele, ale wystarczy, że podsyca chaos, który Trump sam generuje.