Marta Ringart - Dziennikarz i Wydawca Mediów Lokalnych

Marta Ringart - Dziennikarz i Wydawca Mediów Lokalnych Od ponad 20 lat tworzę i rozwijam media lokalne łącząc dziennikarstwo i projekty społeczne.

🚨Kolejny wyrok ważny dla wolności mediów. Gratulacje dla Daniela Długosza.Wydawca i dziennikarz Daniel Długosz wygrał pr...
29/07/2026

🚨Kolejny wyrok ważny dla wolności mediów. Gratulacje dla Daniela Długosza.

Wydawca i dziennikarz Daniel Długosz wygrał proces karny o zniesławienie z Anną Morawiecką, siostrą byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Sprawa dotyczyła publikacji o jej zatrudnieniu w Urzędzie Miejskim w Trzebnicy.

Gratulacje. To ważny wyrok i ogromna satysfakcja dla całego środowiska dziennikarskiego.

👉To także kolejna sprawa pokazująca, jak w praktyce wykorzystywany jest art. 212 Kodeksu karnego. Jak podkreślił sąd w uzasadnieniu, przepis ten nie może wywoływać efektu mrożącego wobec dziennikarzy. Problem w tym, że często już samo wniesienie prywatnego aktu oskarżenia taki efekt wywołuje.

W naszej redakcji pamiętam szczególnie jedną sprawę. Pozwane zostały dwie początkujące dziennikarki. Proces wygrały. Ale paraliż pozostał.

Mechanizm był podobny: utrudnianie zbierania materiałów, choć chodziło o spółkę samorządową, a później pozew karny o tytuł artykułu. Tytuł zaakceptowałam jako redaktor naczelna, jednak w postępowaniu karnym odpowiada wyłącznie autor tekstu. To zasadnicza różnica względem procesu cywilnego, w którym odpowiedzialność może obejmować również wydawcę czy redaktora.

🚨🚨Od lat organizacje dziennikarskie apelują o likwidację art. 212 k.k., wskazując, że przepis wywodzi się z czasów PRL i może być wykorzystywany do wywierania presji na media. Mimo to nadal obowiązuje.

Dziennikarze często opisują problemy innych, ale o własnych mówią rzadziej. A skutki takich procesów są bardzo realne. Wspomniane dziennikarki nie pracują już w zawodzie. Podobnie było z inną, początkującą reporterką z naszej redakcji. W jej przypadku polityk (pozwał ją i mnie- jako wydawcę) - w procesie cywilnym zażądał od nas po 50 tys. zł. Sprawę wygrałyśmy, ale ona wcześniej powiedziała mi wprost, że nie udźwignie takiego ciężaru. Odeszła z dziennikarstwa.

Dlatego każda taka sprawa to nie tylko wyrok dotyczący jednej publikacji. To także przypomnienie, jak ważne jest, by prawo chroniło wolność słowa, a nie zniechęcało do zadawania trudnych pytań.

Ostatnio wpadła mi w ręce „Prasówka” z wrocławskiego ratusza. I widzę zmiany… Drukarni. Przypadek? 😉W środku sporo treśc...
15/07/2026

Ostatnio wpadła mi w ręce „Prasówka” z wrocławskiego ratusza. I widzę zmiany… Drukarni. Przypadek? 😉

W środku sporo treści. Jest exposé prezydenta Jacka Sutryka, a dalej wywiad z nowym wiceprezydentem Wrocławia. Rozmówca ciekawy, doświadczony, Grzegorz Roman. Dużo informacji i tematów, które naprawdę warto poruszyć, bo dotyczą nie tylko Wrocławia, ale całej aglomeracji. Tylko te pytania… widać, kto jest szefem, a kto pracownikiem. A nie ma nic gorszego niż „spalić” dobrego rozmówcę tylko dlatego, że… szefa się nie dociska. I po co? To tak, jakby media zaczęły mówić politykom, kogo i gdzie mają zatrudniać.

Każdy zna się na swojej pracy. A przynajmniej powinien. 😉

19/06/2026

Wczoraj w Kurierze Gmin śledziliśmy losy mieszkańców, którzy przyszli do urzędu walczyć o swoje ogródki działkowe podczas prac nad planem ogólnym. Dostawaliśmy maile, telefony i pytania: „Będziecie?”, „Napiszecie o tym?”. Tak, byliśmy. Wysłuchaliśmy mieszkańców, zadaliśmy pytania i opisaliśmy sprawę. Burmistrz publicznie zadeklarował, że żadna działka nie zostanie zabrana „pod deweloperkę.”

Dziś jestem w Międzyzdrojach. Miały być wakacje, ale znowu włącza się ten sam odruch. Ludzie spacerują, patrzą, kręcą głowami. A ja patrzę na apartamenty wyrastające na 🙈wydmach, przy tablicy Woliński Park Narodowy i nie mogę uwierzyć.

Zastanawiam się, czy tutaj też mieszkańcy pytają swoje lokalne media: „Będziecie?”, „Napiszecie?”. Bo czasem wystarczy jedno pytanie zadane w odpowiednim momencie, żeby za kilka lat nie mówić: „Szkoda, że nikt wcześniej nie reagował”.😢

Może to już zawodowe skrzywienie, ale nawet na urlopie trudno przestać patrzeć na świat oczami lokalnej dziennikarki. To co się wydarzyło w Międzyzdrojach to aż trudne do uwierzenia. Zresztą całe miasto tak wygląda- jedna wielka wyspa apartamentowców. Tylko turyści są wstanie zatrzymać to szaleństwo bojkotując ten sztuczny „luksus”. Władza zapewne schowa się w tych apartamentach.

Po decyzji Ministerstwa Kultury o wprowadzeniu dopłat do składek ZUS dla artystów o niskich dochodach zawrzało. W mediac...
30/05/2026

Po decyzji Ministerstwa Kultury o wprowadzeniu dopłat do składek ZUS dla artystów o niskich dochodach zawrzało. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze, że artyści to „nieroby”, którym nie należy się żadne wsparcie. 🙈

Tymczasem sami artyści odpowiadają krótko: to właśnie oni stworzyli książki, które czytamy, muzykę, której słuchamy, filmy, które oglądamy i obrazy, które podziwiamy. Kultura nie bierze się znikąd.

Ta dyskusja przypomniała mi kilka lokalnych historii. Kiedyś usłyszałam od jednej z radnych, że samorząd nie powinien wykupywać ogłoszeń w lokalnej gazecie, bo nie będzie jej sponsorem. Padło też stwierdzenie, że jeśli gazeta nie potrafi utrzymać się na rynku, to powinna zmienić branżę.

Niedawno podczas sesji rady jeden z radnych publicznie przyznał, że nie czyta jedynej lokalnej gazety. Zaproponował za to, by informacje rozwieszać na słupach ogłoszeniowych, bo tam chętniej będzie je czytał.
A inna była radna wypisywała na Facebooku, że nie kupuje bo nie wspiera lokalnej prasy.

I tak sobie myślę, że problem nie dotyczy tylko artystów. Dotyczy szacunku do kultury, książek, muzyki, teatru, dziennikarstwa i ludzi, którzy tworzą treści dla innych. Bez względu na poglądy polityczne czy szczebel władzy.

Nie twierdzę, że każde rozwiązanie proponowane przez państwo jest idealne. Ale niepokoi mnie coś innego, łatwość, z jaką przychodzi nam dziś pogarda dla ludzi kultury, twórców, autorów, dziennikarzy czy lokalnych wydawców.

Historia zna czasy, gdy niektórym przeszkadzały książki, gazety i ich autorzy. Zaczynało się od wyśmiewania, lekceważenia i przekonywania, że są niepotrzebni. A kończyło na paleniu książek na stosie.

Bo kultura nie zaczyna się od wielkich scen i czerwonych dywanów. Zaczyna się od człowieka, który pisze książkę, tworzy muzykę, maluje obraz, dokumentuje historię swojej miejscowości albo wydaje lokalną gazetę.

A społeczeństwo, które przestaje szanować kulturę, wcześniej czy później samo na tym traci.

Bo bez kultury zostają już tylko słupy ogłoszeniowe.

🔎Andrzej Andrysiak, wydawca i prezes SGL, ruszył z nowym projektem i tekstów na pewno mu nie zabraknie. Już same zajawki...
24/05/2026

🔎Andrzej Andrysiak, wydawca i prezes SGL, ruszył z nowym projektem i tekstów na pewno mu nie zabraknie. Już same zajawki pokazują, że będzie o rzeczach ważnych, ale i o tym, jak duże media patrzą na mniejsze miejscowości i czy naprawdę rozumieją życie poza wielkimi miastami? Powstają materiały, które czyta tzw. Warszawka, która później jest zdziwiona że „ich” kandydat nie wygrał wyborów. Nie dlatego, że prowincja to ta czy inna partia. Tu nie chodzi o partię. Ale o zasady: Nie było Cię, nie głosuję na Ciebie.

Wracając do mediów, kiedy słyszę, że „duże media nie rozumieją prowincji”, przychodzi mi do głowy jeszcze jedna refleksja.

Bardzo często materiały ogólnopolskie o lokalnych historiach powstają… we współpracy z lokalnymi redakcjami. Dziennikarze z dużych mediów mówią wprost: pociągniemy wasz temat, ale nie wiemy z kim rozmawiać, gdzie pojechać, kto zna sprawę, kto jest wiarygodny. Wtedy wchodzą lokalni dziennikarze, pokazują ludzi, dają kontakty, tłumaczą kontekst, ostrzegają, gdzie jest druga strona.

Potem materiał ukazuje się w dużej stacji za abonament albo dużym portalu i wszyscy mówią: „wow, cała Polska o nas usłyszała”.

Ale gdy ten sam temat opisuje lokalna gazeta, pojawiają się komentarze: dlaczego artykuł jest zamknięty? Dlaczego mam kupić gazetę za 4,50 zł?

Jest w tym jakiś paradoks. Wielcy nie widzą małych a mali nie widzą wielkich:) tak samo w mediach jak i w polityce.

A przecież świat się zmienił. Facebook, internet i media społecznościowe sprawiły, że dziś materiał z małego miasta może przeczytać cała Polska. I czyta. Stąd na prowincję zjeżdżają duże media bo … przeczytali artykuł na lokalnym portalu.

Lokalna redakcja już dawno przestała być „tylko lokalna”. I to jest coś niesamowitego.

Andrzej trzymam kciuki za nowy kanał 👇

Po co jest "Kanał lokalny"? Bo ktoś musi opowiadać o prowincji, interiorze i obrzeżach, czyli Polsce lokalnej, gdzie żyje 75 procent Polaków. I to będziemy r...

W rozmowie z Gazetą Wyborczą opowiedziałam historię powstania i upadku samorządowej gazety w Brzegu Dolnym, miasta, w kt...
09/05/2026

W rozmowie z Gazetą Wyborczą opowiedziałam historię powstania i upadku samorządowej gazety w Brzegu Dolnym, miasta, w którym od lat wydajemy „Kurier Gmin”. Czytam tekst i pomyślałam, że zabrakło mi jednej puenty. Więc dopiszę ją sama🙂

Gdyby nie było „Kuriera Gmin”, kto napisałby o tym, że burmistrz, który stworzył tę samorządową tubę propagandową Panoramę Brzegu Dolnego, został zatrzymany przez CBA i skazany? Kto by o tym informował, gdyby nie istniały niezależne media lokalne?

Stworzona przez Włodarza gazeta samorządowa nie napisała o tym ani słowa.

Szybko zrozumiałam, dlaczego tak bardzo chciano nas uciszyć. Nie daliśmy się. I właśnie to daje nam dziś wiarę w sens tego, co robimy tutaj, na dole, w małych miastach, z dala od wielkiej polityki, ale blisko ludzi i ich codziennych spraw.

Bo bez niezależnych lokalnych mediów, jak powiedział mi kiedyś jeden z radnych: „oni już niczego by się nie bali”. A wtedy naprawdę strach pomyśleć, co mogłoby się dziać.

Cały link do artykułu tutaj: https://wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,32760877,samorzadowcy-obrazaja-sie-na-media-lokalne-i-zakladaja-tuby.html

Najgorsze jest to, że nasi radni nawet nie zdają sobie sprawy, że obserwując fejkowe konta dają im swoją twarz i wiarygo...
05/05/2026

Najgorsze jest to, że nasi radni nawet nie zdają sobie sprawy, że obserwując fejkowe konta dają im swoją twarz i wiarygodność.

Media na sprzedaż? Nie, dziękuję.To historia sprzed miesięcy, ale jakoś mi leży na wątrobie. I nie chodzi o opcję polity...
01/04/2026

Media na sprzedaż? Nie, dziękuję.

To historia sprzed miesięcy, ale jakoś mi leży na wątrobie. I nie chodzi o opcję polityczną, ale o wiedzę polityków.
Na sali siedzią dziennikarze, którzy od lat robią media w Polsce. Lokalne, niezależne, często niedosypiające, niedofinansowane, ale własne. Polskie z krwi i kości.

I wtedy pada zdanie.

Posłanka Elżbieta Witek mówi do działaczy Prawa i Sprawiedliwości w Wołowie, że wszystkie media w Polsce są w rękach zagranicznych koncernów. Bo Polaków nie stać na kupowanie mediów. Bo wolą inwestować w mieszkania, domy i wycieczki. I dlatego, jak słyszymy, tak wygląda nasz rynek medialny, czyli wszyscy są przeciwko P*S.

Siedzę i słucham. Robię materiał ze spotkania. I przez chwilę naprawdę mam ochotę wstać.

Zapytać: co zrobiliście przez lata, żeby polskie media, te lokalne, niezależne, miały szansę przetrwać?

Bo prawda jest taka, że my tu jesteśmy. Na tej sali. W powiatach, gminach, małych miastach. Bez zagranicznych koncernów. Bez wielkich budżetów. Bez parasola politycznego.

Jesteśmy, mimo wszystko.

Tylko że przez lata słyszeliśmy raczej coś innego. Słowa, które w polityce wybrzmiewają do dziś. Z dużych salonów politycznych, przeniosły się do sal sesyjnych. Że jak się nie opłaca, to trzeba zamknąć. Że jak ktoś nie potrafi prowadzić firmy, to niech zmieni branżę. Gmina nie będzie sponsorować, czytaj wykupywać ogłoszeń w lokalnej prasie - grzmią radni na sesjach. Będą… w regionalnej albo krajowej. Bo lokalne źle o nas piszą.

Te słowa wiszą nad lokalnymi redakcjami jak wyrok. Źle piszecie o gminie? Będzie kara.

Tyle że media lokalne to nie sklep, który można zamknąć z dnia na dzień. To nie kolejna działalność, którą się „przekwalifikuje”.

To archiwum pamięci miejsca. To kontrola władzy na poziomie, którego nikt inny nie widzi. To ludzie, którzy wiedzą, co dzieje się naprawdę, nie z konferencji, tylko z terenu.

I kiedy słyszę, że Polacy nie inwestują w media, bo wolą domy i wyjazdy, to mam wrażenie, że ktoś kompletnie nie rozumie, czym są media lokalne i że … są.

Są i nie powstają z nadwyżki kapitału.

One powstają z uporu.

Z decyzji, że zamiast „opłacalnej branży” wybierasz coś, co ma sens. Coś, co buduje wspólnotę. Coś, co czasem kosztuje więcej nerwów niż przynosi pieniędzy.

Państwo przez lata mówiło: są granty.
Tylko że kiedy się przyjrzeć, były dla wszystkich. Dla kół gospodyń wiejskich, dla wydarzeń, dla działań społecznych.

Nie dla wydawców prasy.

Nie dla tych, którzy dzień w dzień patrzą władzy na ręce.

I teraz, w piątek 27 marca, dzieje się coś, co po 1989 roku nie wydarzyło się nigdy wcześniej.

Ministerstwo kultury ogłasza grant dla wydawców prasy.

Nie wsparcie systemowe.
Nie realna pomoc.
Grant.

Czyli, projekt, wniosek, procedura, ocena. Konkurs, który trzeba przejść, żeby w ogóle mieć szansę.

Ale jest.

Pierwszy.
Jedyny.
Dla polskiej prasy lokalnej.

Nie samorządowej.
Nie politycznej.
Tej prawdziwej. Lokalnej.

Można? Można.

Ktoś w końcu zrozumiał, że wydawca prasy to nie jest sklepikarz.
To nie ogrodnik.
To nie sprzedawca garniturów.

To strażnik informacji.
To uczestnik życia publicznego, który ponosi realną odpowiedzialność za słowo.
To ktoś, kto buduje przestrzeń, w której mieszkańcy mogą wiedzieć, rozumieć i oceniać.

I może właśnie od tego jednego konkursu zaczyna się zmiana myślenia.

Bo jeśli naprawdę chcemy mieć polskie media, to nie wystarczy powiedzieć, że Polacy w nie nie inwestują.

Trzeba w końcu stworzyć warunki, żeby mogli.

A lokalne redakcje?

One i tak będą robić swoje.

Jak zawsze.

Zakończyły się obrady Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i wybraliśmy nowy zarząd na kolejną, czteroletnią kadencję, w który...
14/03/2026

Zakończyły się obrady Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i wybraliśmy nowy zarząd na kolejną, czteroletnią kadencję, w którym jestem i Ja. Dziękuj za zaufanieGazety Lokalne - SGL

Prezesem ponownie został Andrzej Andrysiak, który od lat konsekwentnie walczy o miejsce i znaczenie lokalnych mediów w Polsce.

W Radzie Wydawców znaleźli się:
Jurek Jurecki, Maciek Kowalski, Franek Matysik oraz… moja skromna osoba 🙂

To dla mnie ważne wyróżnienie. Od lat jestem w lokalnych mediach, a zaczynałam jako studentka, dziś wiem jeszcze bardziej, jak ogromną rolę pełnią niezależne gazety i portale w małych miastach i gminach.

Kończąca się kadencja była w dużej mierze czasem walki o uregulowanie problemu prasy samorządowej. Na jej efekty wciąż czekamy i mamy nadzieję, że do lipca zapadną pozytywne rozstrzygnięcia, które uporządkują tę ważną dla rynku medialnego sprawę.

Drugim ważnym krokiem było wzmocnienie lokalnych redakcji poprzez grant Ministerstwa Kultury. To choć program pilotażowy, liczymy, że zostanie wprowadzony w formie ustawy na stałe. I będą mogły z niego korzystać wszystkie niezależne redakcje lokalne w całej Polsce.

A co przed nami?

Moim marzeniem byłoby znalezienie mecenasów lokalnego dziennikarstwa, ludzi i instytucji, którzy rozumieją, że utrzymanie niezależnej prasy lokalnej, to nie jest koszt ani problem.

To prestiż i inwestycja w demokrację.

Bo tam, gdzie znikają lokalne gazety i portale, bardzo szybko znika też kontrola społeczna, rzetelna informacja i głos mieszkańców.

Dlatego przed nami ważne cztery lata.
Dla tych, którzy wierzą, że Polska lokalna zasługuje na silne i niezależne media.

Fot. Jerzy Jurecki

To jest jeden z tych momentów, gdzie widać - jak na dłoni, kiedy osoby publiczne same robią sobie krzywdę. Facebook może...
28/02/2026

To jest jeden z tych momentów, gdzie widać - jak na dłoni, kiedy osoby publiczne same robią sobie krzywdę. Facebook może nie tylko pomóc, ale i zaszkodzić osobom publicznym. Czytałam wpis/ opis radnej i gdybym go opublikowała proces byłby murowany. Radni naoglądają się pyskówek na górze i próbują tę formę komunikacji przenieść na lokalne podwórko. I może to się skończyć źle. Na górze widzą tylko pyskówkę, procesów już nie. Jak dostają pozew to… nie mogą uwierzyć, bo przecież radny w małej miejscowości może wszystko🤷‍♀️

https://www.facebook.com/share/p/1Aj9wGQfZC/?mibextid=wwXIfr

Radna Katarzyna Uran z pozwem od PCM. Spór dotyczy nie samej petycji o laboratorium, lecz treści opublikowanych w jej uzasadnieniu w internecie.

Gdzie kończy się krytyka, a zaczyna odpowiedzialność za słowa? I dlaczego przez miesiące nikt nie powiedział: „sprawdźmy to”? To lekcja dla całej lokalnej klasy politycznej.

👉 Szczegóły oraz komentarz redakcyjny w artykule@liderzy wśród fanów

Adres

Ulica Zwycięstwa 15
Wołow
56-100

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Marta Ringart - Dziennikarz i Wydawca Mediów Lokalnych umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij