06/11/2019
Teraz pora przedstawić Wam maszyny, które dzielnie służą w mojej pracowni.
Po prawej emerytka Janina. Zasłużona domowa jednoigłówka. Została mianowana Janiną ponieważ, prawie za każdym razem, gdy mówiłam, że mam hafciarkę ktoś wyobrażał sobie jakąś panią, która ręcznie haftuje moje projekty :)
Pani Janina służyła mi dzielnie przez 8 lat. Przez moje wybujałe ambicje, częste porywanie się z motyką na słońce, próby wyciskania wszelkich możliwości, prawie totalnie ją zajechałam. Biedna Janina, niejednokrotnie pracowała w pocie czoła przez cały dzień. Do jej malutkiego tamborka upychałam gruby filc albo jeansowe kurtki a w jej małą przestrzeń roboczą pchałam 5 metrowe chusty (jak ja to robiłam ?) Bywało, że zaczynała rzęzić albo całkowicie odmawiała dalszej pracy. Rozkręcałam ją, czyściłam, oliwiłam i dalej zaprzęgałam do roboty. Przy niej wspinałam się na wyżyny kreatywności w upychaniu materiałów, projektowaniu wzorów pod kątem jej ograniczeń etc. . W pewnym momencie zlitowałam się nad nią i nad samą sobą bo przy jednoigłowej maszynie, każdą zmianę koloru nici wykonuje się ręcznie a jeden rozmiar pola haftu bardzo ogranicza. Przeszła na emeryturę i oczekuje na wnuki. Może moje dzieci albo właśnie wnuki kiedyś się przy niej pobawią i jeszcze zabłyśnie ;)
Janina ustąpiła miejsca Juniorowi, pieszczotliwie zwanemu Maluszkiem chociaż bliżej mu do kombajnu. Junior to kozak w porównaniu do Janiny ale w świecie hafciarek przemysłowych jest faktycznie Maluszkiem. Porównać to można do przesiadki z roweru na zwyczajne auto osobowe. Ferrari to to nie jest jednak na moje aktualne potrzeby wystarcza. Posiada 15 igieł a co za tym idzie zmiana 15 kolorów odbywa się automatycznie. Ma 5 rozmiarów tamborków, po dwa w zestawie. Gdy jeden się haftuje, drugi czeka już przygotowany. Znacznie przyspieszyło to moją pracę.
I może się wydawać, że taki sprzęt gwarantuje wysoki poziom jakości haftów. Nic bardziej mylnego. Zostając przy analogii motoryzacyjnej, samochodem musi ktoś kierować, posiadać prawo jazdy oraz doświadczenie. Tak samo jest z hafciarkami. Wzory, które jej zadajemy są tym prawem jazdy. Można kupić gotowe wzory ale to jest jak prowadzenie auta jako dziecko, siedząc na kolanach rodzica. Niby prowadzimy ale nie mamy znaczącego wpływu na efekt. Skojarzenie z brakiem bezpieczeństwa też jest właściwe bo gdy wzór okaże się źle zaprojektowany, też nic nie możemy zrobić. Będą się zrywać nici, ściągać, marszczyć lub wybrzuszać materiały albo będą niedociągnięcia i puste przestrzenie we wzorze. Sama hafciarka nam tego nie uratuje.
Jeszcze lepszą analogią jest porównanie maszyn do garnków. Są lepsze i gorsze garnki ale liczy się to, co do nich włożymy oraz, przede wszystkim, dobry przepis i umiejętności kucharza. Kucharzem jestem ja, przepisem - program do projektowania haftów……
C.D.N