12/07/2025
Dwa Muły i Długa Rozmowa Odcinek 11
Ledwie słońce zdołało przebić się przez mrok, a ja, skulony w dziwacznej pozycji, przebudziłem się z zimowego odrętwienia. Lecz nie ciepłe promienie były mym budzikiem, a krzyk sierżanta, który wdarł się w ciszę niczym miecz w ciało.
— K***A MAĆ! Jak mogliście do tego dopuścić?! APEL! WSZYSCY, ALE TO JUŻ!
Zerwaliśmy się, ledwie wiążąc pasy i nakładając buty. Przed nami w szeregu stali, z głowami spuszczonymi, ośmiu naszych braci. Cóż to za hańba! Wiecie, co ci idioci uczynili? Pozwolili uciec mułom. Mułom, co dźwigały nasz prowiant! Żarcie, które powinno leżeć pod skórzaną płachtą, suchym i bezpiecznym. A teraz? Może już płynie gdzieś z nurtem, zgniłe i bezużyteczne. Jeszcze dobre siedem dni, może i dziesięć, drogi przed nami, a oni stracili prowiant!
— Ale sierżancie, nie mogliśmy nic zrobić… – jęknął jeden z żołnierzy, ledwo utrzymując głos.
Nie zdążył więcej rzec. Sierżant zdjął rękawicę i z impetem wymierzył cios. Padł, jak dąb pod toporem. Woda plusnęła, a jego twarz wbiła się w błoto.
— Jeszcze któryś ma coś do powiedzenia?! — ryknął. — Jeśli nie znajdziemy tych przeklętych mułów, będziemy musieli polować, , spędzimy kolejne tygodnie w tej głuszy! I to nie byle gdzie, ale w pieprzonym lesie Harz! W miejscu, gdzie rzeki zmieniają koryto, a bestie, przy których wilcze watahy to łagodne jagniątka, czyhają za każdym drzewem!
Wdepnął butem w błoto, splunął.
— Kapralu! Zostajesz w obozie! Ja biorę pięciu najlepszych strzelców i pięciu z pikami. Ruszamy za mułami. Ślady muszą być świeże! I lepiej dla ciebie, żebyś dziś niczego nie spierdolił! Bo jeśli tak, to zdegraduję cię do szeregowego, a do końca życia będziesz czyścił buty sierżantowi, przysięgam ci to na Thora!
Kapral nerwowo przełknął ślinę.
— Tak jest… – wymamrotał.
— Nie słyszę, kapralu!
— TAK JEST!
— A teraz pozbierajcie tego durnia! Wasz towarzysz nie może leżeć twarzą w wodzie!
W ciągu kwadransa ruszyliśmy. Wzięliśmy wodę, nieco suchego chleba, bełty na krzyż. Ledwie przeliczyłem zapas, a już usłyszałem za plecami:
— RUSZAJ SIĘ, KRUNING! Nie ma czasu!
Szliśmy ostrożnie, śledząc każdy znak na ziemi, każdą zgniecioną trawę, każdą złamaną gałąź. Cienie drzew wiły się wokół nas jak dusze zmarłych. Czułem napięcie w każdej kości, a w głowie krążyła myśl – dokąd nas to prowadzi?
Olaf odezwał się pierwszy, cicho, jakby nie chciał zbudzić duchów lasu.
— Co myślisz, Kruning? Masz jakieś przypuszczenia?
Zawahałem się.
— Czyżbyśmy zmierzali ku ziemiom Fryzów, ale czemu przez las Harz? – zapytałem nieśmiało.
Olaf rzucił mi krótkie spojrzenie.
— Pewnie, że podążamy ku ziemiom Fryzów. Kapral wam nie przekazał celu podróży?
Zatrzymałem się na chwilę, zaskoczony.
— Nie. Każdy tylko się domyśla.
Westchnął, wbijając spojrzenie w las przed nami.
— Fryzowie od wieków są naszymi sojusznikami. Handlarze, żeglarze. Ale od lat padają ofiarą duńskich najazdów. Srebra mają więcej niż dusz, ale wojska? Ledwie garstkę. Co roku, gdy tylko kończą się żniwa, Harald Tordarson – jeden z dwóch duńskich królów – rusza na łodziach, by grabić, palić i mordować. Porwania, rabunki, gwałty. Opór fryzów jest słaby. Wikingowie śmieją się, że łatwiej jest im ukraść ich srebro niż dziecku zabawkę. Nawet nasze rycerstwo drwiło, że dziewczęta mają więcej odwagi niż fryzyjscy wojowie.
Zamilkł na chwilę, spojrzał przed siebie.
— Nasz król, Alaric Mściwy Otton, nie śmieje się jednak. Sam, będąc dziecięciem, padł ofiarą takiego porwania. Był wtedy w Haarlem, gdy Harald napadł na gród. Na jego oczach zamordowano kuzyna jego ojca, a jego ukochana.. niania, Elizabeth, została zhańbiona. To zdarzenie wryło się w jego duszę niczym rozżarzone żelazo. I ten przydomek... "Mściwy" nie wziął się znikąd. Marzy o sławie, o nieśmiertelności w pieśniach, ale nic nie smakuje mu tak, jak zemsta.
— Mówisz, sierżancie, jakbyś samego króla Alarica znał.
Sierżant uśmiechnął się pod nosem, jakby pytanie bawiło go bardziej, niż powinno. Przez chwilę milczał, dłonią poprawiając pas, jakby ważył, czy warto odpowiadać.
— Bo poznałem — rzekł w końcu, głosem twardym jak stal. — Zanim wojskowym zostałem, należałem do straży królewskiej.
Słowa te zawisły w powietrzu niczym ostrze zawieszone nad karkiem skazańca. Spojrzeliśmy po sobie, niepewni, czy to prawda, czy tylko kolejna opowieść starych wiarusów. Ale w oczach sierżanta nie było żartu.
Zawiesił głos, po czym dodał:
— Gdy Duńczycy porwali syna jednego z Pięciu Rodów Założycielskich i zażądali wykupu w srebrze równym jego wadze, miarka się przebrała. W Senacie padły słowa: "Dość tego! Nie pozwolimy, by nasi bracia w sojuszu byli gnębieni!" Lordowie krzyczeli, generałowie ostrzegali, marszałkowie odradzali. Ale zemsta wisiała w powietrzu.
Zamilkł, jakby ważąc swe słowa.
— Czy idziemy na wojnę? Pewnie tak. Czemu nie przez morze a las Harz, niewiem. Lepiej umrzeć w chwale niż konać powoli w łóżku. A teraz… – zniżył głos. – Kruning, coś widzę. Nie ruszaj się.
Zamarliśmy, wpatrzeni w cień pod drzewami. Serce waliło mi jak młot.
Cisza.
Ale coś tam było. Coś, co może zadecydować o naszym losie…