Dagmara Kokoszka-Lassota - z miłości do marketingu i sprzedaży

Dagmara Kokoszka-Lassota - z miłości do marketingu i sprzedaży Klienci nie wracają i nie wiesz dlaczego? Pomagam to zmienić. Psychologia ponad triki, człowiek ponad analitykę.

Psycholożka i specjalistka od doświadczeń klienta (CX) dla biznesów lokalnych: gastronomii, hoteli, beauty, usług, turystyki.

Apple Music, Player, Polsat Box, Canva, ChatGPT, Adobe, chmura ze zdjęciami, notatnik. Przejrzałam ostatnio listę swoich...
20/05/2026

Apple Music, Player, Polsat Box, Canva, ChatGPT, Adobe, chmura ze zdjęciami, notatnik. Przejrzałam ostatnio listę swoich miesięcznych opłat i pomyślałam: ja właściwie nic z tego nie mam. Gdyby ktoś jutro wyłączył mi serwer, zostaję z niczym. I to są dziś realia Waszych klientów - oraz ogromna szansa dla Was, jeśli prowadzicie biznes lokalny.

W zeszłym tygodniu byłam z córką w mieście, szukałyśmy sukienki na bal ósmoklasisty. Wpadłyśmy do kawiarni, w której bywam raz na jakiś czas. Baristka rzuciła do mnie od drzwi: „flat white na bezlaktozowym, tak?”. I tyle. Żadnej strategii, żadnego CRM. Ale ja to pamiętam do dziś. Co oglądałam wczoraj wieczorem na platformie - już nie.

Drugi przykład. Dawno temu pracowałam z firmą z 30-letnim stażem, do której ludzie przestali wracać. Nie brakowało im produktu ani ceny. Brakowało im momentu, który klient mógłby zabrać ze sobą do głowy. Po przeprojektowaniu doświadczenia - przestrzeni, zapachu, sposobu, w jaki witają klienta - zaczęło się dziać. Bo klient w końcu miał co zapamiętać.

Wniosek dla Was jest prosty. Wasi klienci żyją dziś w świecie, w którym prawie nic nie jest już ich na własność. Subskrybują filmy, muzykę, narzędzia, samochód, czasem sukienkę na wesele. Im więcej mają „na dostęp”, tym mocniej szukają tego, co realnie w nich zostaje. I to jest dokładnie to, czego żadna apka im nie da - a Wy tak. Przestańcie myśleć „muszę sprzedać usługę”. Zacznijcie myśleć „muszę dać im coś, co zabiorą do domu w głowie”. Imię zapisane w zeszycie, „dziś to samo czy próbujemy nowego?”, ciastko, o którym opowiadają potem rodzinie. Wspomnienia, w odróżnieniu od subskrypcji, klient ma naprawdę na własność. I do nich zawsze wraca.

A teraz powiedzcie mi szczerze - jakie miejsce, jaka osoba, jaki drobiazg jako klientów zapadł Wam najmocniej w pamięć i sprawił, że wracacie tam do dziś? Napiszcie w komentarzu, jestem bardzo ciekawa, co się powtórzy w Waszych historiach.

Wasz klient prawie nigdy nie kupuje tego, co jest na paragonie.Wchodzi po krem, kawę, zabieg, nocleg, sukienkę. Ale pod ...
05/05/2026

Wasz klient prawie nigdy nie kupuje tego, co jest na paragonie.Wchodzi po krem, kawę, zabieg, nocleg, sukienkę. Ale pod tym jest coś cichszego i trudniejszego do nazwania. Potrzeba, żeby ktoś go zauważył. Żeby poczuł, że na coś zasłużył. Żeby przez chwilę było mu lżej.

Sam Wam tego nie powie. Powie: „bo było w promocji”, „bo mi się należało”, „bo dawno sobie nic nie sprawiłam”. Bo prawdziwego powodu często nie zna nawet on.

I tu jest cała tajemnica biznesów, do których ludzie wracają.

Wygrywa nie ten, kto ma najlepszy produkt czy najniższą cenę. Wygrywa ten, kto rozumie, że za każdą rezerwacją i każdym „dzień dobry” stoi człowiek, który szuka czegoś, czego sam jeszcze nie umie nazwać. I potrafi mu to dać, zanim klient zdąży się tego wstydzić.

To jest właśnie ta różnica między sprzedażą a relacją. Między klientem, który przyszedł raz, a klientem, który wraca i przyprowadza znajomych.

A teraz powiedzcie mi z perspektywy Waszego biznesu: Czego tak naprawdę szuka u Was Wasz klient - poza tym, co ma na paragonie?

Powiem Wam coś, co mnie totalnie fascynuje w pracy z biznesami stacjonarnymi.Klient prawie nigdy nie wie, dlaczego od Wa...
30/04/2026

Powiem Wam coś, co mnie totalnie fascynuje w pracy z biznesami stacjonarnymi.

Klient prawie nigdy nie wie, dlaczego od Was nie kupił. Naprawdę. Zapytajcie go wprost, a wzruszy ramionami i powie „no nie wiem, jakoś tak”. Bo decyzja, żeby u Was zostać albo pójść dalej, w 90% nie zapada w jego głowie świadomie. Zapada w ciele. W mikrosekundzie, kiedy patrzy na Wasze zdjęcie w Google. W napięciu, które czuje, kiedy stoi w drzwiach i nie wie, gdzie się skierować. W tej dziwnej uldze albo niedosycie, kiedy wychodzi.

I właśnie dlatego tak trudno samemu zobaczyć, w którym dokładnie momencie coś zaczyna szwankować. Bo Wy patrzycie na swój biznes oczami właściciela - a klient czuje go całym sobą, w sekundach, których nawet nie zauważa.
Dlatego ostatnie kilkanaście dni siedziałam nad czymś, co ma Wam pomóc spojrzeć na to jego oczami 🫣

Zrobiłam dla Was darmowy quiz - 25 pytań, które prowadzą Was krok po kroku przez całą ścieżkę Waszego klienta. Od pierwszego mignięcia w sieci, przez wejście do Was, aż po to, co zostaje w nim po wyjściu. Klikacie, odpowiadacie, od razu macie wynik. A po majówce dosyłam Wam ode mnie pełniejszą interpretację na maila - na spokojnie, indywidualnie, dla Was.

Link do quizu: https://tally.so/r/RGZ11K

Zapraszam serdecznie 💚

251 milionów złotych. Dziewięć dni streamu z kawalerki na Pradze. Pieniądze, które trafią do fundacji wspierającej dziec...
27/04/2026

251 milionów złotych. Dziewięć dni streamu z kawalerki na Pradze. Pieniądze, które trafią do fundacji wspierającej dzieci walczące z chorobą, przy której dorośli się łamią.

I pytanie, które chodzi mi po głowie od wczoraj. Jak to się dzieje, że ludzie wpłacają swoje pieniądze osobom, których nie znają - bez rabatu, bez gwarancji, bez niczego, co normalnie uznaje się za „powód” do otwarcia portfela?

Bo decyzje, które wyglądają na finansowe, nie są podejmowane w portfelu. Są podejmowane w mózgu, dużo wcześniej, niż człowiek zdąży to sobie wytłumaczyć. Najpierw jest „chcę”, potem „bo”.

Maja, jedenaście lat, mówi do kamery o trzeciej walce z chorobą, której żadne dziecko nie powinno znać z bliska. I wtedy mózg widza, jak opisał to Paul Zak, produkuje oksytocynę - hormon zaufania i empatii. A im wyższy jej poziom, tym większa hojność. Konkretna twarz porusza nas mocniej niż statystyka, bo liczby nie mają twarzy, a mózg potrzebuje twarzy, żeby się otworzyć.

Do tego doszło sprawstwo. „1 polubienie = 1 sekunda streamu”. To widzowie zdecydowali, że potrwa 9 dni. Nie byli oglądającymi - byli współautorami.

I autorytet - dla mnie najciekawszy element tej historii. Przez dekady budowany był na dyplomach i instytucjach. To wciąż działa. Ale obok wyrósł nowy typ autorytetu - oparty na spójności. Na tym, czy człowiek z ekranu to ten sam człowiek, którego spotkałabym na żywo. Bo granica między online a offline prawie nie istnieje. Fałsz wyczuwamy przez ekran tak samo szybko, jak przy stoliku w kawiarni.

A teraz to, co najważniejsze. Przez te dziewięć dni wydarzyło się coś, czego żaden budżet reklamowy by nie kupił. Pokolenia, które rzadko się rozumieją, wpłacały razem. Środowiska, które na co dzień się mijają, spotkały się na liście wpłacających. Ludzie, którzy nie ufają nikomu, zaufali 23-latkowi z kawalerki, bo poczuli, że to jest prawdziwe.

I to jest najpiękniejsze. Nie tylko sama kwota. Tylko to, że wciąż potrafimy się zjednoczyć - że w świecie, który tak często dzieli, wystarczy jedna prawdziwa sprawa, żeby zobaczyć, że pod całym hałasem siedzi w nas coś wspólnego. Coś, co czeka tylko na to, żeby ktoś nas zaprosił do bycia razem.

Obok ilu lokali przechodzicie codziennie, nie rejestrując nawet, że tam są? A teraz spójrzcie na takie nazwy jak “Gorący...
24/04/2026

Obok ilu lokali przechodzicie codziennie, nie rejestrując nawet, że tam są? A teraz spójrzcie na takie nazwy jak “Gorący Trójkąt”, “Bar Glonojad” czy “Ambasada Śledzia”. Czytacie pierwszy raz w życiu, a już coś się w głowie dzieje. Uśmiech, obrazek, pytanie “co oni właściwie tam serwują?”. I to jest cała różnica, o której chcę dzisiaj z Wami porozmawiać.

Nazwa nie jest kosmetyką biznesu. To pierwszy punkt kontaktu z klientem, często dużo wcześniejszy niż menu, wystrój czy obsługa. Klient widzi ją na szyldzie, w Google Maps, słyszy w poleceniu od znajomych i w ułamku sekundy jego mózg decyduje, czy warto wrzucić Was na półkę “zapamiętuję”, czy “mijam dalej”.

Problem w tym, że większość przedsiębiorców wybiera nazwy bezpieczne. Poważne. Uniwersalne. “Domowe obiady”. “Salon urody Beauty”. “Fryzjer Magdalena”. “Auto serwis”. Nic złego, tylko że mózg klienta nie ma po co tego rejestrować. To jest tło. Kolejny biały samochód na parkingu.

A działa coś zupełnie innego: emocja, zaskoczenie i konkretny obraz w głowie. Informacje nasycone emocją zostają w pamięci dłużej niż neutralne. Nazwa, która wywołuje uśmiech, ciekawość albo pytanie “co oni mieli na myśli?”, buduje w głowie klienta znacznie mocniejszy ślad niż ta, która tylko informuje.

Tu zaczyna się część, o której wielu zapomina. Dziwna nazwa nie jest wolną przepustką. Otwiera drzwi, ale sama w nich nie stoi. Jeśli klient wchodzi z ciekawości, a dostaje smutną salę, obsługę bez kontaktu i produkt bez pomysłu, emocja się odwraca. Wtedy zamiast marketingu szeptanego macie anty-reklamę, a negatyw mózg zapamiętuje jeszcze lepiej niż pozytyw.

Dobra nazwa to nie konkurs na najdziwniejsze słowo na szyldzie. To obietnica, którą potem spełniacie wnętrzem, ludźmi i doświadczeniem. “Gorący Trójkąt” ma sens, jeśli lokal ma pazur. “Łysy Pingwin” działa, jeśli w środku czuć charakter. Bez tego nawet najlepsza gra słów zamienia się w puste hasło.

Jeśli właśnie startujecie z biznesem albo myślicie o zmianie nazwy, zadajcie sobie trzy pytania. Czy Wasza nazwa zostaje w głowie po jednym przeczytaniu? Czy buduje jakieś skojarzenie, obrazek, emocję? I czy to, co jest za drzwiami, dotrzymuje tego, co obiecuje szyld?

Jeśli na wszystkie trzy odpowiedź brzmi “tak”, macie fundament, na którym łatwiej budować wszystko inne. Jeśli nie, to może czas wrócić do kartki i zacząć od początku. Bo to, co nudne, nie jest bezpieczne. To, co nudne, jest po prostu niewidzialne.

Twój klient rzadko ucieka przed ceną. Najczęściej ucieka, bo jego układ nerwowy ma już po prostu dość.Wróciłam właśnie z...
07/04/2026

Twój klient rzadko ucieka przed ceną. Najczęściej ucieka, bo jego układ nerwowy ma już po prostu dość.

Wróciłam właśnie z Barcelony i uderzyła mnie tam jedna rzecz - niesamowita ulga dla przebodźcowanego mózgu. Przez surowe miejskie przepisy nie ma tam wizualnego chaosu i wielkich billboardów, które u nas krzyczą z każdego skrzyżowania.

Brak walki na gigantyczne reklamy sprawia, że uwaga klienta naturalnie schodzi w dół. Prosto na Twoją witrynę. A tamtejsze biznesy stacjonarne opanowały do perfekcji model, który idealnie podsumowuje nazwa jednego z lokali: „Stressless”.
Wchodzisz i od razu czujesz dobrą atmosferę. Nikt nie atakuje Cię od progu nową kolekcją i ofertą.

Jest za to autentyczny small talk i relacja, w której zakupy "dzieją się" zupełnie przy okazji.
Z punktu widzenia psychologii biznesu to strzał w dziesiątkę. Zrelaksowany układ nerwowy oznacza drastycznie niższą barierę decyzyjną. Mózg, z którego zdejmiesz presję i decyzyjny ciężar, włącza potrzebę przynależności i po prostu chce u Ciebie zostać.

Jak przenieść ten spokój na polskie realia i własne zyski? 3 konkretne ruchy dla Twojego lokalu:

👉 Ucisz swoją witrynę i wnętrze.
Zdejmij z szyb połowę jaskrawych naklejek „PROMOCJA”. Pozbądź się wizualnego hałasu z półek. Przestrzeń, która uspokaja, zaprasza do środka skuteczniej niż agresywny plakat.

👉 Zmień nawyki powitalne.
Wyjdź z trybu wciskania towaru. Zamiast sztywnej, sprzedażowej regułki, postaw na normalną, ludzką rozmowę. Daj klientowi przestrzeń, niech na spokojnie się rozejrzy i zrzuci z siebie napięcie z ulicy.

👉 Sprzedawaj ulgę, nie tylko produkt.
Ludzie oceniają pozytywne doświadczenia jako coś o wiele cenniejszego niż same dobra materialne. Jeśli klient poczuje, że u Ciebie może na chwilę zwolnić, cena z automatu schodzi na dalszy plan.
Twój biznes wciąż próbuje krzyczeć do klienta najgłośniejszym rabatem, czy wita go odczuwalnym: „dobrze, że u nas jesteś”?

Zwracacie uwagę na to, jak buduje się relacje w sklepach za granicą? Co Was ostatnio zaskoczyło na wyjazdach?

Zdarzyło Wam się wejść do sklepu po jedną prostą rzecz, a po dziesięciu minutach uciec stamtąd z pustymi rękami i pulsuj...
24/03/2026

Zdarzyło Wam się wejść do sklepu po jedną prostą rzecz, a po dziesięciu minutach uciec stamtąd z pustymi rękami i pulsującym bólem głowy?

Ostatnio potrzebowałam kupić zwykły, klasyczny prezent. Weszłam do pięknie zapowiadającego się butiku. Od progu uderzyła mnie głośna, dudniąca muzyka, ostre światło z sufitu i ściana dosłownie setek produktów upchniętych na każdym wolnym centymetrze regałów. Mój AuDHDOwy układ nerwowy natychmiast wrzucił wsteczny bieg. Wizualny i dźwiękowy hałas był tak duży, że mój mózg po prostu odmówił współpracy. Zamiast poczuć ekscytację z zakupów, poczułam totalne przytłoczenie.

Wielu właścicieli biznesów stacjonarnych żyje w przekonaniu, że obfitość i głośna energia sprzedają najlepiej. Wpychają na ekspozycję każdy możliwy wariant produktu, żeby pokazać jak największy wybór. Dokładają mocne zapachy i jaskrawe ekrany. Myślą, że budują atrakcyjne doświadczenie, a tak naprawdę tworzą w swoich lokalach sensoryczne pole minowe.

W psychologii i projektowaniu ścieżek zakupowych nazywamy to paraliżem decyzyjnym połączonym z przebodźcowaniem. Kiedy neurotypowy klient wchodzi do Waszego lokalu i dostaje w twarz chaosem oraz dziesiątkami opcji do wyboru, jego energia mentalna błyskawicznie spada. Mózg zużywa całe paliwo na obronę przed nadmiarem bodźców. Klient przestaje logicznie analizować ofertę, a zaczyna podświadomie szukać drogi ewakuacyjnej. Rzuca sprzedawcy bezpieczne "muszę to jeszcze przemyśleć" i ucieka. Tracicie kapitał nie dlatego, że macie złe ceny czy słaby produkt, ale dlatego, że Wasza fizyczna przestrzeń po prostu męczy kupującego.

Najlepiej zarabiające biznesy premium nie krzyczą do klienta z każdego kąta. One dają mu tlen. Tworzą przestrzeń, w której łatwo się oddycha, gdzie wzrok może odpocząć, a wybór jest mądrze wyselekcjonowany i podany na tacy. Prawdziwym luksusem w dzisiejszym zaganianym świecie jest cisza wizualna i zdjęcie z klienta ciężaru podejmowania trudnych decyzji.

Wasz lokal przypomina dzisiaj strefę, w której klient czuje ulgę i może spokojnie kupować, czy raczej krzykliwy bazar, który wysysa z niego resztki energii?

Ważne info - zwolniły się u mnie 2 miejsca na współpracę w ramach działań marketingowych.Skończyłam właśnie jeden z najb...
02/02/2026

Ważne info - zwolniły się u mnie 2 miejsca na współpracę w ramach działań marketingowych.

Skończyłam właśnie jeden z najbardziej angażujących projektów i dzięki temu mogę wrócić do Was na 100%. Po kilku perturbacjach zdrowotnych - ale z energią, zapałem i głową pełną konkretnych pomysłów.

Jeśli chcesz:
- uporządkować marketing tak, żeby był spójny i miał sens
- ruszyć z kampanią, która realnie pracuje na sprzedaż
- dopracować komunikację, ofertę i doświadczenie klienta
..napisz do mnie.
Kontakt: [email protected]

01/01/2026

Są miejsca, do których się jedzie. I są takie, do których się wraca. Dla nas od lat takim miejscem jest Ustronie Morskie. Drugi dom. Przestrzeń, w której zwykłe rzeczy stają się ważne.

Te wyjazdy są dla nas czymś więcej niż zmianą miejsca. To czas, w którym budujemy wspomnienia. Bez pośpiechu. Bez presji. Bez potrzeby „organizowania sobie czasu”. Zwyczajne chwile mają tam inną wagę i to właśnie one zostają w pamięci najdłużej.

Z perspektywy psychologii marketingu i sprzedaży to bardzo czytelny mechanizm. Przy takich decyzjach cena, atrakcje czy standard nie są jedynymi kryteriami wyboru. Decyzja zapada dużo wcześniej - w momencie, gdy w głowie pojawia się obraz tego, jak chce się spędzić czas i z kim chce się go przeżyć.

Wracamy tam, gdzie dokładamy kolejne wspomnienia. A ludzki umysł bardzo silnie przywiązuje się do miejsc, które kojarzą się z emocjami, relacjami i dobrze spędzonym czasem.

I tu jest najważniejsza lekcja - dla nas wszystkich.

Jeśli działacie w branży turystycznej, eventowej, hotelarskiej albo tworzycie jakiekolwiek doświadczenia dla ludzi, nie konkurujecie wyłącznie ofertą. Konkurujecie tym, co ktoś zapamięta. Tym, co będzie w stanie sobie wyobrazić, zanim podejmie decyzję. Tym, co zostanie z nim długo po powrocie do domu.

Nie sprzedajemy noclegów, pakietów ani harmonogramów. Sprzedajemy wizję czasu, emocje i wspomnienia.

A doświadczenia mają to do siebie, że ludzie chcą do nich wracać.

Ostatnio miałam ogromną przyjemność wystąpić na evencie Utalentowani. Świetna atmosfera, mądre rozmowy, niesamowici ludz...
03/06/2025

Ostatnio miałam ogromną przyjemność wystąpić na evencie Utalentowani. Świetna atmosfera, mądre rozmowy, niesamowici ludzie i masa dobrej energii 💛
Czuć było, że to miejsce, w którym spotykają się nie tylko nazwiska - ale przede wszystkim wartości.

Jestem ogromnie wdzięczna, że mogłam być częścią tego wydarzenia. Takie spotkania przypominają mi, po co to wszystko robię - i jak bardzo lubię dzielić się wiedzą z ludźmi, którzy naprawdę chcą słuchać.

Jeśli czujesz, że moje podejście do psychologii sprzedaży i doświadczenia klienta pasowałoby do Twojego eventu - daj znać.

Chętnie opowiem o tym na Twojej scenie 🎤
fot. Łukasz Szmigiel

_______
📩 [email protected]
📞 tel/SMS/Whatsapp: 731 269 555

Adres

Zielona Góra

Telefon

+48731269555

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dagmara Kokoszka-Lassota - z miłości do marketingu i sprzedaży umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Dagmara Kokoszka-Lassota - z miłości do marketingu i sprzedaży:

Udostępnij