26/02/2026
Jeśli bezwiednie scrollując fb w pierwszej chwili pomyślałaś, że to kolejna reklama - wiedz, że w tym momencie z niekrytą satysfakcją uśmiecham się do mojej płaskiej trzydziestki. Znaczy, że działa. Zresztą, nasza lakmusowa grupa wyjątkowo zgodnie wyraziła pełną aprobatę, nie zgłaszając praktycznie żadnych uwag do projektu. A w związku z feriami, plagą "el quattro" i powiewem od dawna wyczekiwanej wiosny tej zimy, dzisiaj oprócz lokowania produktu trochę contentu edukacyjnego.
W robocie spotkałem się już z różnymi, naprawdę skrajnymi odmianami słowa "logo", dlatego już nawet z tym nie walczę, szkoda prądu, nie chce mi się. A jeśli tym postem chociaż ktokolwiek przyswoi prawidłową terminologię - jako pedagog z wykształcenia poczuję się dydaktycznie spełniony. Ustalmy raz na zawsze: logo składa się (najczęściej) z logotypu tj. nazwy (która wcale nie musi być identyczna z nazwą zarejestrowaną w ceidg), sygnetu (znaku) i opcjonalnie tagline'u czyli określenia branży/oferowanych usług lub sloganu. Oczywiście, w naturze występują przeróżne wariacje znaków firmowych, ale to jest absolutna podstawa. Dlatego tak ważne jest mieć pod ręką logo wektorowe własnego biznesu - nie wspominając już o brandbook'u - w wersjach poziom/pion i achromatycznej (dla znaków z elementami 3d). Wprost uwielbiam, gdy dostaję na maila jako "FW:" od kuzyna grafika rozpixelowanego jpga w RGB z Canvy, którego po intensywnej batalii słownej koniec końców i tak trzeba przerabiać od pod$taw do wektora w CMYKu.
- No ale przecież ja już mam logotyp. Panie Rafale, taki się nie nada???
- Nie.
..
Wracając do meritum: ruszamy z autorskim projektem, który od dawna kiełkował w mojej głowie i powstał na kanwie doświadczeń ze ścianą - mówiąc bardzo delikatnie - januszów biznesu. Nie wiem jak wy, ale no ja jestem tak nauczony, że wszystkie faktury jeśli nie od razu, to płacę w terminie, a każdy wiersz na czerwono po stronie kosztów w excelu siedzi gdzieś tam z tyłu głowy. Byłoby mi zupełnie po ludzku wstyd, że nawet kilka dni wiszę komuś hajs za towar czy wykonaną robotę, bo dług to raczej nic przyjemnego. Niestety, liderzy tego niechlubnego rankingu mają już na liczniku ponad 5 miesięcy zwłoki. Sorry, ale mikołajki się skończyły. Firm zmagających się z podobnymi trudnościami bez wątpienia jest sporo, a może i jeszcze więcej, dlatego łączymy siły z naszą kancelarią i zabieramy się za ten proceder jako całkowicie nowy brand.
Postawiliśmy na minimalizm i jasny przekaz, a sam schemat działania Vindeo jest bardzo prosty. Dajemy skuteczne narzędzie egzekucji należności działające w pełni online, bez zbędnych formalności i spotkań z prawnikiem. Przy wykorzystaniu współczesnych technologii oraz dostępowi do KSeF każdą sprawę analizujemy indywidualnie i jesteśmy w stanie operować na terenie całego kraju. Pomijając nazwę chyba jednak najbardziej jestem dumny z przewodniej barwy określonej przez colorpedię jako m.in. dogwood rose (dereniowy róż?!). W połączeniu z białymi tekstami i odcieniem koszuli twarzy marki uzyskaliśmy zamierzony efekt i cytując jedną z obserwujących "to przyjazna, niezbyt formalna i urzędowa forma windykacji". Całość dopełnia charakterny, smukły font w trzech gęstościach i choć już ciut zakurzony, bo wcześniej nigdy go nie użyłem, to tu akurat siadł perfekcyjnie. Uwierzcie, że opracowanie kompletnej księgi znaku dla Vindeo było naprawdę niesamowitą, designerską frajdą, co w przypadku robienia rzeczy "dla siebie" jest generalnie bardzo rzadkim zjawiskiem.
A Wam jak się podoba? Nazwa / kolor / chłop? Zatrzymałabyś wzrok na takim light boardzie na mieście? Landing page dostępny online pod www.vindeo.pl Rozsyłajcie link potrzebującym albo kontakt od razu przez [email protected]