02/11/2025
Post z lekkim poślizgiem i wyszło to zupełnie przypadkowo, że wpisuję się akurat w ten pełen zadumy i refleksji moment. Wprawdzie pozostajemy w temacie wspominek, ale planowałem puścić to w eter w środę 29. Dobra, do brzegu. Szymborski's on fire czyli długo, bez hamulców i przesadnego wersalu.
Polityka mnie kompletnie nie interesuje. W tv to wyłącznie żużel, czasem netflix, Gesslerowa i kopana. O wydarzeniach z uniwersum dowiaduję się z p***a, który bez względu na porę nieustannie leci w domu rodzinnym. Ostatnio doszły mnie jednak słuchy z Wiejskiej, że prowadzenie działalności będzie liczyć się do stażu pracy. No wow. W końcu jakiś "geniusz" wpadł na to, że własna firma to etat x2 i codziennie pierdyliard spraw do ogarnięcia. Do tego upominanie się o zaległe przelewy 48 dni po terminie, nierówna walka z fikusem Skarbie i tym drugim, podobno od "emerytury".
A skoro zaczęliśmy od cyferek, to Panie i Panowie: z przyjemnością ogłaszamy kryształowe gody naszej (jedynej w swoim rodzaju) agencji. Naprawdę nie wiem kiedy to - nomen omen - przeleciało. Z tego miejsca chciałbym podziękować babie z urzędu pracy, która negatywnie zaopiniowała mój wniosek o dotację, twierdząc, że to nierozwojowa branża. Gwoli jasności pragnę zaznaczyć, że sos z tej puli trafił wtedy do m.in. dziuni od rzęs, pierogarni i mobilnego fryzjera - normalnie innowacyjność w pełnej krasie. I żeby nie było: no offence w stronę beneficjentów, ale rynek ich wessał i wypluł. Serio, wtedy z tej rozmowy kwalifikacyjnej wyszedłem jak zbity pies... W oczach urzędniczki musiałem wyglądać jak żółtodziób. Początkujący prywaciarz zamierzający uprawiać januszerkę biznesu, który wyciąga łapy po kasę na start. To mnie jeszcze bardziej zmotywowało do działania. Choć większość znajomych dziwiła się, że ruszam z firmą bez dotacji na zasadzie "Ale jak to?! Poradzisz sobie?". Wówczas grono moich kontrahentów na umowę o dzieło mogłem policzyć na palcach obu rąk, a na dopiero co założonym koncie firmowym miałem dokładnie 0,00 PLN. Odpaliłem się natychmiast po nadaniu nipu i mimo, że było to 15 lat temu cały czas przed oczami mam $woją pierw$zą wy$tawioną fakturę. Dalej już poleciało.
Mówi się, że trzeba przetrwać pierwsze, najtrudniejsze 2,5 roku. Bez zaległości w zusie, u dostawców, pożyczek u rodziny czy w Providencie. Skrupulatnie budować markę, być autentycznym, oryginalnym i konsekwentnym. Połączyć pracowitość z otwartym charakterem, łapać kontakty i cierpliwie "zasiewać ziarno" pod przyszłe plony w przeróżnych kręgach. I wiesz co? Faktycznie. Zadziałało. Trzeci rok to eksplozja. Zaczęło robić się o nas głośno, byliśmy polecani przez zadowolonych klientów, fama coraz większa, a w N-Sport i żużlowych mediach na kewlarze Andreasa Jonssona przewijało się nasze logo. Powoli zachodząca rdzą skrzynka "info" z dnia na dzień zaczęła się grzać, telefon dzwonił z większą częstotliwością a PIT-5 rósł synchronicznie ze słupkami w Excelu. Kiedy ta machina wrzucała kolejny bieg wylądowałem w szpitalu będąc praktycznie już jedną nogą na drugim brzegu Styksu. Ale o tym w innym odcinku.
Nie będę ukrywał. Początki były trudne. Mozolnie, ale stopniowo pchałem firmę w górę. Spełniałem się w tej robocie choć ciągle czegoś brakowało. Na pewno doświadczenia, trochę biznesowego cwaniactwa, umiejętności sprzedania samego siebie. Kiedy dzisiaj patrzę na np. strony z tamtego okresu nie czuję wstydu. Uśmiecham się do ekranu starego laptopa i doceniam ogromny postęp, który poczyniłem. Widzę tę ewolucję umożliwiającą mi dzisiaj oferowanie szerokiego wachlarza usług na najwyższym poziomie. Nie mam w zwyczaju zaglądać nikomu do portfela, ale jednocześnie rozmowy o hajsie nie stanowią dla mnie tabu. W tej branży naprawdę za kilka kliknięć, dwa odpisane maile i kilkuminutowy telefon można zgarnąć średnią krajową. I wcale nie jest to jakaś egzotyka. Oczywiście, bywają ciężkie, intensywne tygodnie, zarwane nocki i pracujące weekendy. Kortyzol poza skalą, głód urlopu, zaniedbane relacje z najbliższymi, niedobór snu i posiłki o nieregularnych porach. W całym tym szaleństwie zdarza mi się o czymś zapomnieć choć ToDo listę aktualizuję codziennie. Jestem tylko człowiekiem: miewam krótki lont, w tym wieku biomet też już ma znaczenie a zbroja potrafi się stać zbyt ciężka. Ale kiedy w niedzielne południe po kościółku raczę się wolno mieszaną jajecznicą na boczku i mocną, słodką, pełną limonki herbatą nie kryję satysfakcji, że lubię to, co robię.
Na XV-lecie firmy prezentujemy piętnaście projektów logo, które wyszły spod naszej ręki i uwierzcie, że nie był to łatwy wybór. Dałbym więcej, ale zostawiam je sobie jako kanwę pod kolejne posty. Mnogość, różnorodność i skrajność branż z jakimi mieliśmy czy mamy do czynienia naprawdę może zaskoczyć. Ten post to także ukłon w stronę naszych Klientów. Bez Was nie bylibyśmy w tym miejscu - dziękuję za zaufanie. Enjoy!